Ostatnimi czasy serwisy społecznościowe wyrastają w polskim internecie jak grzyby po deszczu w lesie. Nie tylko zresztą w polskim, ale zagranicznymi społecznościami zajmować sie nie zamierzam. Nie siedzę w tym temacie, to i nie za bardzo mam o czym pisać. Skupię się więc na krajowym podwórku, w którego sprawach nabrałem juz jakiej takiej orientacji. Na później zostawię sobie społeczności o największym zasięgu jak Nasza-klasa, Goldenline i Pino. Zacznę od serwisu, który jeśli w ogóle można uznać za społecznościowy, to bardzo nietypowy.
Moikrewni to serwis półotwarty. Oznacza to, że każdy może założyć profil, ale oglądać cudze profile, czy nawet dowiedzieć sie o ich istnieniu mogą tylko zaproszeni przez twórcę danego profilu, czy właściwie drzewa. Główna funkcjonalnością tego serwisu jest bowiem budowanie drzewa genealogicznego. Służy do tego bardzo prosta w obsłudze aplikacja, a każdemu krewnemu można przypisać dość szczegółowy profil z danymi personalnymi, krótka charakterystyka i zdjęciem. W przyszłości ma sie pojawić możliwość eksportu tak stworzonego drzewa do dokumentów elektronicznych, a także wydruku, wiec niewątpliwie przyda się dziatwie szkolnej, która nie będzie już musiała rysować drzewa ręcznie i kaleczyć przy tej okazji rodzinnych albumów fotograficznych.
Projekt ma jednak spore braki. Podstawowym jest nadmierne mimo wszystko zamknięcie. Przydała by sie jakaś wyszukiwarka drzew genealogicznych po występujących w nich nazwiskach połączona z możliwością wystąpienia z prośbą o zaproszenie do twórcy drzewa. Taka zmiana pozwoliłaby na znaczne poszerzenie funkcjonalności serwisu bez naruszania jego podstawowej struktury i organizacji. W obecnej bowiem postaci serwis ten nie nadaje sie do realizacji celu, który jest wyszczególniony w jego reklamach, na które można sie natknąć w różnych miejscach internetu. Nie nadaje sie bowiem do szukania krewnych. W obecnej formie serwisu możemy na drzewie umieszczać tylko krewnych lub powinowatych, których dane znamy bezpośrednio lub pośrednio.
Przydałoby się też rozszerzyć możliwość wysyłania zaproszeń na inne formy komunikacji niż sama tylko poczta elektroniczna. Sugerowałbym możliwość wysyłania wiadomości przez gadu-gadu. Po prostu numer gadu krewnego którego chcemy zaprosić łatwiej ustalić niż adres mailowy. A mało kto ma bazę e-adresów krewnych i powinowatych. Kontakty rodzinne rzadko są kultywowane ta drogą.
Reasumując, serwis jest ciekawy, ale wymaga jeszcze poważnego dopracowania, aby mógł być naprawdę użyteczny.
W zeszłym tygodniu ukazał się ostatni, dwudziesty piąty tom kolekcji dzieł najwybitniejszych noblistów ukazującej się z Dziennikiem. Był to Blaszany bębenek Güntera Grassa. Jako, ze na początku ukazywania sie serii poświęciłem jej tekst na swoim blogu, to samo chciałbym uczynić na końcu. Bardzo się cieszę, ze taka seria się ukazała, była to doskonała okazja do sensownego wzbogacenia bibliotek rzesz Polaków. Ogólnie akcje oceniam dobrze, mam jednak kilka uwag, zwłaszcza do doboru tytułów, które uwzględniono w akcji. 



