Radosnych Świąt 28

  Nativitas

I ghenisis Sou Christe o Theos imon
Anetile to kosmo to fos to tis gnoseos
En afti gar i tis astris latrevontes
Ipo asteros ethithaskonto
Se proskinin to iliontis thikeosinis
Ke Se ginoskin ex ipsus anatolin
Kyrie thoxa Si
 

Narodzenie Twoje, Chryste Boże nasz, zabłysło światu światłem wiedzy: gdyż wtedy służący gwiazdom przez gwiazdę pouczeni zostali, aby kłaniać się Tobie, Słońcu prawdy, i Ciebie poznawać, który jesteś Wschodem z wysokości: Panie, chwała Tobie!

Radosnych, pogodnych i głęboko przeżytych Świat Bożego Narodzenia

życzą

Ela, Artur i Pawełek Rumplowie

Cicha noc

Cicha noc 

O tej pieśni Władysław Kopaliński, w swoim Słowniku mitów i tradycji kultury, tak pisze:

Cicha noc, święta noc, nm. Stille Nacht, heilige Nacht, najsławniejsza kolęda świata, skomponowana 24 XII 1818 w Oberndorf koło Salzburga: słowa ksiądz Joseph Mohr; muzyka – organista Franz Xavier Gruber.

Cicha noc, to pod wieloma względami nietypowa kolęda. Choć napisał ją ksiądz, nie jest zatwierdzona do użytku liturgicznego. Nie powinno więc się jej śpiewać w czasie Mszy Świętej i Liturgii Godzin (np. Nieszporów). Oczywiście w Polsce, gdzie króluje liturgiczna bylejakość, mało kto się tym przejmuje. Po drugie, jest to jedyna koleda zagraniczna, która zyskała sobie w Polsce dużą popularność. Nic jednak w tym akurat nie ma dziwnego, skoro jest to kolęda dominująca na całym swiecie. A tę pozycję zawdzięcza w dużej mierze, łatwej, wpadającej w ucho melodii i lekkiemu, nie naładowanemu treścia teologiczną tekstowi. Z powodu tego odteologizowanego tekstu nie jest koledą liturgiczną. To, ze Cicha noc jest przełożona na bardzo wiele języków, wiedzą wszyscy. Dzięki pewnej stronie internetowej, mozna sobie tę wiedzę uporządkować.  Mozna na niej znaleźć tekst kolędy w   językach, w tym      sztucznych ( nie tylko esperanto, ale także jezyki elfickie, czy klingoński). Dzisiejszy wpis oparłem głównie na tej stronie. Zacytowałem kilkanaście najbardziej reprezentatywnych wersji językowych, ograniczając się do pierwszejn zwrotki, tam gdzie to możliwe. Bardziej zainteresowanych tematem odsyłam do źródła. Mozna tam znaleźć kilka wersji tekstu dla niektórych języków. Wzbogaciłem natomiast stronę dźwiękową. Strona umożliwia odsłuchanie kolędy w trzech językach, ja w kilkunastu. Zapraszam do czytania i słuchania.

Afrikaans:

Stille nag, heilige nag
Jesus kind lank verwag
Lig uit lig uit die Vader se ryk
word uit liefde aan mense gelyk
Loof die hemelse Kind !
Loof die hemelse Kind !

Ormiański:

Cicha Noc po ormiańsku

Arabski:

Cicha noc po arabsku

Białoruski:

Cichaja noč, dzi?naja noč,
Dremle ?sio, dyj nia śpić.
Pa-nad žołabam Panna stajić,
Na Dziciatka z uśmieškaj hladzić
Radaść u sercach haryć,
Radaść u sercach haryć.

Cicha noc po bułgarsku

Kataloński:

Santa nit!, pl?cida nit!
els pastors han sentit
l'alleluia que els ?ngels cantant
en el món han estat escampant:
El Messies és nat!
El Messies és nat!

Chiński:

Cicha noc po chińsku

i transkrypcja:

Ping'an ye, sheng shan ye, wan an zhong, guang hua she,
Zhaozhe sheng mu ye zhaozhe sheng ying,
Duoshao cixiang duoshao tianzhen,
Jing xiang tian ci anmian,
Jing xiang tian ci anmian.

po chorwacku:

Cicha noc po chorwacku

czeski:

cicha noc po czesku 

po niderlandzku:

Stille nacht, heilige nacht,
alles slaapt, sluimert zacht.
Eenzaam waakt het hoog heilige paar,
lieflijk Kindje met goud in het haar.
Sluimert in hemelse rust,
sluimert in hemelse rust.

po angielsku:

Silent night Holy night
All is calm all is bright
'Round yon virgin Mother and Child
Holy infant so tender and mild
Sleep in heavenly peace
Sleep in heavenly peace

po estońsku:

Püha öö, ?nnistud öö!
K?ik on maas rahu sees.
Joosep valvab ja Marial sääl
hingab lapsuke p?lvede pääl.
Maga, patuste r??m!
Maga, patuste r??m!

po fińsku:

Jouluyö!Juhlayö!
Päättynyt kaikk' on työ,
Kaks vain valveill' on puolisoa
lapsen herttaisen nukkuessa,
/:seimikätkyessään.:/

flamandzki:

Stille nacht, Heilige nacht
Alles slaapt, eenzaam wacht
Bij het kindje, 't hoogheilige paar
Rond de kribbe zingt d'engelenschaar
Slaap in hemelse rust
slaap in hemelse rust

francuski: 

Nuit de Paix, Sainte Nuit.
Dans l'étable aucun bruit.
Dans le ciel tout repose en paix.
Mais soudain dans l'air pur et frais.
Le brillant coeur des anges
Aux bergers apparaît.

niemiecki:

Stille Nacht! Heil'ge Nacht!
Alles schläft; einsam wacht
Nur das traute hoch heilige Paar.
Holder Knab' im lockigen Haar,
|: Schlafe in himmlischer Ruh! 😐

nowogrecki:

Agia nehta se prosmenoun
Me hara e hresteane
Kai me peste anemnoume
To theo dozologoume
Me ena soma mea psehe
Me ena soma mea psehe

hawajski:

Po la`i e, po kamaha`o, 
Maluhia, malamalama 
Ka makuahine aloha e 
Me ke keiki hemolele e 
Moe me ka maluhia lani 
Moe me ka maluhia lani
 

Wegierski:

Csendes éj! Szentséges éj!
Mindenek nyugta mély;
Nincs fenn más, csak a Szent szülepár,
Drága kisdedük álmainál,
Szent Fiú, aludjál, szent Fiú aludjál!

Irlandzki (gaelic):

Oíche chiúin, oíche Mhic Dé,
Cách 'na suan dís araon,
Dís is dílse 'faire le spéis
Naoín beag gnaoigheal ceananntais caomh
Críost, 'na chodhladh go séimh.
Críost, 'na chodhladh go séimh.

Włoski:

Astro del ciel, Pargol divin,
mite Agnello Redentor!
Tu che i Vati da lungi sognar,
Tu che angeliche voci nunziar,
luce dona alle genti
pace infondi nei cuor!
luce dona alle genti,
pace infondi nei cuor!

japoński:

Cicha noc po japońsku

i transkrypcja:

Kiyoshi kono yoru hoshi wa hikari
sukui nomiko wa mabune no naka ni
nemuri tamo-o. itoyasuku.

Koreański:

Cicha noc po koreańsku

i transkrypcja:

Koyohan pam
Korukhan pam
Odum e muthin pam
Chu ui pumo anjaso
Kamsa kido turil ttae
Agi chal to chanda
Agi chal to chanda

Perski:

Cicha noc po persku

portugalski:

Noite de paz! Noite de amor!
Dormem todos em redor.
Em Belém Jesus nasceu,
Rei de paz, da terra e céu.
Nosso Salvador é Jesus, Senhor

rumuński:

Sfant lacas, tainic lacas,
Totul doarme in oras.
Doar in stal langa iesle slavind
Stau Maria si Iosif veghiind
Pruncul sfant preamarind,
Pruncul sfant preamarind.

rosyjski:

Cicha noc po rosyjsku

hiszpański:

Noche de paz, noche de amor,
Todo duerme en derredor.
Entre sus astros que esparcen su luz
Bella anunciando al ni?ito Jesús
Brilla la estrella de paz
Brilla la estrella de paz

ukraiński:

Tykha nich, svyata nich
Yasnist' bye vid zirnyts'
Dytynon'ka presvyata
Taka yasna mov zorya
Spochyvaye u sni
Spochyvaye u sni

wietnamski:

Đ?m tháng vô c?ng
Giây phút t?ng  b?ng
Đ?t  v?i tr?i
Se ch? đ?ng
Đ?m nay Chúa con th?n thánh tôn th?
Canh khuya giáng sinh trong ch?n hang  l?a
?n châu báu vô b? b?n
Bi?t t?m ki?n c?a chi đ?n…

Ôi Chúa Thi?n đ?ng
C?m m?n c? h?n
Nh?p chén phi?n
V??ng phong tr?n
Ôi Thi?n Chúa th??ng ng??i đ?n qu?n m?nh
Canh khuya giáng sinh trong ch?n c? h?n
?n châu báu vô b? b?n
Bi?t t?m ki?n c?a chi đ?n

Nie moze zabraknąć łaciny:

Sancta nox, placida nox!
Nusquam est ulla vox;
Par sanctissimum vigilat,
Crispo crine quieti se dat
Puer dulcissimus,
Puer dulcissimus.

A żeby nie było za poważnie dam jeszcze klingoński:

ram tam   ram Dun
Hoch jot   Hoch wov
Sos?a?Daq je puq?a?Daq
roj ghaj ghu Dun ?ej tam
yIQong ?ej roj jot yIghaj
yIQong ?ej roj jot yIghaj

Co się dzieje z naszą-klasą?

nasza klasa 

Społeczność internetowa nasza-klasa.pl jest zdumiewająco popularna. Ostatnimi czasy liczba jej użytkowników przekroczyła trzy miliony. Żaden inny polski serwis społecznościowy nie może się poszczycić nawet zbliżoną wartością. Jakie są przyczyny takiego oszołamiającego sukcesu?



Pomysł jest dosyć prosty. Chodzi o to, ze by ułatwić uczestnikom odnalezienie ( często po latach) swoich koleżanek i kolegów ze szkoły i nawiązanie z nimi kontaktu. W tym celu każdy przy zapisie określa do jakich szkół i klas uczęszczał. Serwis pokazuje osoby, które tak samo wybrały. Każdej szkole i klasie przypisane jest małe forum dyskusyjne. Uczestnicy społeczności mają też możliwość tworzenia niewielkich galerii fotograficznych. I to właściwie wszystko. Zapalona badaczka socjologii polskiego internetu Marta Klimowicz tak na swoim blogu pisze o naszej-klasie: nie wiem zupełnie, jak to się dzieje, że w obliczu tych wszystkich cudów facebooka, ludzie ciągle zapisują się do naszej-klasy. jakkolwiek by na to nie spojrzeć, n-k jest nudna. po dodaniu zdjęć do własnej galerii, przejrzeniu zdjęć znajomych, ewentualnym ich skomentowaniu, wypełnieniu podstawowych rubryczek na swój temat i zapisaniu się do odpowiednich klas, okazuje się, że zrobiliśmy już wszystko, co umożliwia nam n-k. Istotnie nasza-klasa jest społecznością bardzo ubogą w środki. Co ciekawe, działa w polskim internecie co najmniej jedna społeczność, która posiada wszystkie funkcje naszej-klasy, a do tego jeszcze mnóstwo innych, a mimo to cieszy się dużo mniejszą popularnością. Myślę o serwisie sciaga.pl. Oprócz, że tak to nazwę katalogu klas i galerii zdjęć sciaga zawiera wielotematyczne forum dyskusyjne, serwis ogłoszeń i bazę tekstów, głównie edukacyjnych. Ta ostatnia zawiera 50 000 prac. A jednak popularność sciagi jest ledwie cieniem popularności naszej-klasy. Dlaczego tak jest?


Pomyślmy o grupie docelowej naszej-klasy. Z moich obserwacji wynika, że są nią wykształceni ludzie wieku od 25 do 40 lat, którzy swoją edukację zdążyli już zakończyć. Nie są więc im potrzebne teksty edukacyjne, czy ogłoszenia o korepetycjach. Fora dyskusyjne, owszem, niektórym spośród nich się przydają, ale aby korzystać z forów nie trzeba się zapisywać do społeczności. Dla tych wszystkich ludzi pożytkiem z serwisu społecznościowego jest możliwość odświeżenia dawnych znajomości. Galeria zdjęć też się przyda, choćby po to, by się rodzinką pochwalić. Natomiast pozostałe funkcjonalności są niepotrzebnym balastem, który tylko utrudnia korzystanie z serwisu. Za przykład może służyć to, że w sciadze na stronie głównej wyeksponowana jest baza tekstów, a nie nowe zdjęcia i nowe osoby w klasach i szkołach wybranych przez użytkownika, jak to ma miejsce w naszej-klasie. A teksty, jak już pisałem wyżej interesują jedynie znikomą część użytkowników naszej-klasy. Bowiem ta rzesza klasowiczów to nie są typowi „społecznościowcy”. To nie są ludzie, którzy pragną w jakiś szczególny sposób „wyrazić siebie” w internecie jak klienci sciagi, goldenline, pino, czy profeo. Oni chcą tylko podtrzymywać znajomości.


Kariera naszej-klasy przypomina tę, którą zrobił internetowy komunikator Gadu-gadu. Popularność tego programu wybuchła w 2001 roku. Wcześniej jedyną tego typu aplikacją, posiadającą jako-taką popularność w naszym kraju było anglojęzyczne ICQ. Było jednak dosyć skomplikowane (miało sporo funkcjonalności), nie miało polskiej wersji językowej i miało dosyć duży plik instalacyjny, wskutek czego długo ściągało się z sieci, zwłaszcza, jeśli kto używał łącza telefonicznego, a w owych czasach takowe dominowały. Gadu-Gadu było programem prostym, łatwym w obsłudze, szybkim w ściąganiu i po polsku. Zdaniem specjalistów, program ten ma więcej wad niż zalet, a do tego w pierwszych latach dawał bardzo mało możliwości. Ale rozmowę „prawie na żywo” umożliwiał. I to było najważniejsze, to wystarczało. Bez większej reklamy zdobył miliony użytkowników, którzy jedni drugim go polecali. Po kilku miesiącach pojawiły się na polskim rynku podobne programy, technicznie znacznie lepsze. Żaden z nich nawet nie zbliżył się do popularności GG. Widzicie analogię?


Takie mogły być motywacje sukcesu na starcie obydwu produktów. Jednak obecna popularność zawdzięczają one także innym czynnikom. Po kilku miesiącach działania tak nasza-klasa, jak wcześniej Gadu-Gadu doświadczyły efektu śniegowej kuli, który jeszcze zwielokrotnił ich sukces. Jak pisze Marta Klimowicz: jedynym wytłumaczeniem, jakie dostrzegam, jest to, że ludzie ciągną tam, gdzie są ich znajomi, skoro ileś osób ma już profile na n-k, to łatwiej połączyć się z nimi, zakładając tam swój, zamiast przekonywać ich, że lepiej będzie na fb. a może chodzi o to, że na fb nie da się przeglądać większości profili bez bycia znajomą tej osoby? jak wiadomo, spora część radości na n-k wynika z oglądania zdjęć osób, które kiedyś znaliśmy, a które teraz umieszczają kompromitujące zdjęcia w swoich galeriach. bo nie wierzę, że język angielski, obowiązujący na fb jest aż tak wielką przeszkodą. Pomijając już ciągłe aluzje Klimowicz do anglojęzycznego facebooka, który jak widać jest jej ulubionym typem społeczności internetowej, widzimy, że właśnie w efekcie kuli śniegowej upatruje ona główny powód sukcesu naszej-klasy. I faktycznie to jest najważniejszy czynnik w drugim etapie rozwoju produktu. Idziemy tam, gdzie są nasi znajomi. Tak było z GG, tak jest z n-k. Warto też zwrócić uwagę, że właśnie za pomogą programu Gadu-Gadu nasza-klasa się reklamowała. Widocznie jej twórcy również dostrzegli to podobieństwo, które tu opisałem.


Społeczna rola serwisu nasza-klasa jest pozytywna. Warto podtrzymywać i odnawiać nasze stare znajomości. Umacnia
to różnego typu lokalne i nielokalne wspólnoty, które w dzisiejszych, ponowoczesnych czasach są nadmiernie osłabione. A człowiek potrzebuje wspólnoty, aby dobrze funkcjonować w życiu. Ciągle potrzebujemy przyjaciół, kolegów, znajomych i oni potrzebują nas. A grono osób, z którymi spędziło sie po kilka lat w szkolnej, czy uczelnianej ławie, jest naturalną bazą dla takich relacji.


Ten blog bierze udział w konkursie Blog Roku 2007 w kategorii
Kultura.  Jeśli chcesz oddać na niego głos, wyślij SMS o treści E00112 na numer 71222. Koszt SMS, to 1,22 zł brutto

Antyfony wielkie

Antyfony

Adwent wchodzi w decydującą fazę. W liturgii Kościoła Zachodniego ostatnie dni adwentu, od 17 do 23 grudnia wyrózniaja się specjalnymi antyfonami nieszpornymi, zwanymi antyfonami wielkimi, lub antyfonami O, z tej racji, ze każda z nich od słowa O sie zaczyna. Ponizej przedstawiam tekst tych siedmiu antyfon, po łacinie i po polsku.

 

O Sapientia,
quae ex ore Altissimi prodiisti
attingens a fine usque ad finem,
 
fortiter suaviterque disponens omnia:
Veni ad docendum nos
viam prudentiae.

O Mądrości, która wyszłaś z ust Najwyższego, * Ty obejmujesz wszechświat od krańca do krańca / i wszystkim rządzisz z mocą i słodyczą; / przyjdź i naucz nas dróg roztropności.

O  Adonai.
et Dux domus Israël,
 
qui Moysi in igne flammae
rubi apparuisti,
et ei in Sina legem dedisti:
 
veni ad redimendum nos
in brachio extento. 

O Adonai, Wodzu Izraela, * Tyś w krzaku gorejącym objawił się Mojżeszowi / i na Synaju dałeś mu Prawo; / przyjdź nas wyzwolić swym potężnym ramieniem.

 

O  radix Jesse,
qui stas in signum populorum,
super quem continebunt reges os suum,
quem Gentes deprecabuntur:
veni ad liberandum nos,
jam noli tardare.

O Korzeniu Jessego, * który się wznosisz jako znak dla narodów, / przed Tobą zamilkną królowie, a ludy modlić się będą do Ciebie; / przyjdź nas wyzwolić, już dłużej nie zwlekaj.

 

 

O Clavis David,
et sceptrum domus Israel;
qui aperis, et nemo claudit;
claudis, et nemo aperit:
veni, et educ vinctum
de domo carceris,
 
sedentem in tenebris

O Kluczu Dawida i Berło domu Izraela, * Ty, który otwierasz, a nikt zamknąć nie zdoła, / zamykasz, a nikt nie otworzy; / przyjdź i wyprowadź z więzienia człowieka, / pogrążonego w mroku i cieniu śmierci.

 

O Oriens,
splendor lucis aeternae,
et sol justitiae:
veni,
et illumina sedentes in tenebris 
 
et umbra mortis.

O Wschodzie, * blasku Światła wiecznego i Słońce sprawiedliwości, / przyjdź i oświeć siedzących w mroku i cieniu śmierci.


 

 O Rex Gentium,
et desideratus earum,
lapisque angularis,
 
qui facis utraque unum:
 veni, et salva hominem
 
quem de limo formasti.

O Królu narodów, przez nie upragniony; * Kamieniu węgielny Kościoła, / przyjdź i zbaw człowieka, / którego utworzyłeś z prochu ziemi.


 

O  Emmanuel,
Rex et legifer noster,
exspectatio Gentium,
 
et Salvator earum:
 
veni ad salvandum nos,
Domine, Deus noster.

O Emmanuelu, * nasz Królu i Prawodawco, / oczekiwany Zbawicielu narodów, / przyjdź, aby nas zbawić, nasz Panie i Boże.

Ilustracje pochodza z tej strony. Można na niej znaleźć również niderlandzki tekst antyfon, jeśli to kogoś interesuje. Natomiast tekst angielski i inne, moim zdaniem mniej udane ilustracje mozna znaleźć tutaj. Teksty polskie zaczerpnąłem z Internetowej Liturgii Godzin. Antyfony wielkie stały się równiez inspiracja dla twórców pieśni kościelnych, czego przykładem jest poniższy hymn brewiarzowy, również zaczęrpnięty z ILG:

 

Boża Mądrości, co ogarniasz wszystko
I wszystkim rządzisz z mocą i słodyczą,
Ludu swojego Wodzu i Pasterzu,
Przyjdź do nas, Panie!

Szczepie Jessego, Znaku dla narodów,
Któremu władcy milcząc cześć oddają,
Kluczu Dawida, Berło Izraela,
Przyjdź do nas, Panie!

Wschodzie bez kresu, Blasku nieśmiertelny,
Sprawiedliwości Słońce najjaśniejsze,
Więzi łącząca ziemię i niebiosa,
Przyjdź do nas, Panie!

Królu wszechświata i nasz Prawodawco,
Węgielny Głazie, który spajasz ludzkość,
Zbawco człowieka i Emmanuelu,
Przyjdź do nas, Panie!

Czas już się zbliża, abyś nas odkupił
Przez Twoje życie, śmierć i zmartwychwstanie;
Tobie i Ojcu z Duchem pocieszenia
Chwała niech będzie. Amen.

 

 

Na koniec trochę muzyki:

O Sapientia

 

O Rex

 

Widowisko z czasów zarazy

 

Film Mike’a Newella Miłość w czasach zarazy (Love in the Time of Cholera) na podstawie powieści kolumbijskiego pisarza Gabriela Garcii Marqueza pod tym samym tytułem, jest wielkim widowiskiem. Nie wielkim filmem o wiekopomnym znaczeniu, nic z tych rzeczy, po prostu wielkim widowiskiem. Oglądając ten film w kinie odnosiłem wrażenie, że mam przed sobą nie dzieło sztuki filmowej, ale kompilację dzieła plastycznego i muzycznego.

Film ten jest swego rodzaju misterium opiewającym koloryt życia. Nie tylko życia w cywilizacji latynoamerykańskiej, w której realiach się rozgrywa, ale życia w ogólności. Oglądając, miałem przed sobą cykl obrazów ukazujących blaski i cienie ludzkiej egzystencji. Egzystencji trudnej, bo mającej swe miejsce w czasach zdominowanych przez dwa nieszczęścia: wojnę domową i cholerę. Kolumbia, w której na przełomie XIX i XX stulecia dzieje się akcja filmu, jest zresztą krajem, który ma do wojny domowej pecha szczególnego. Od uzyskania niepodległości zaznała ona więcej lat wojny niż lat pokoju.

A jednak, jak pokazuje zarówno książka, jak i film, nawet w tak ekstremalnie niesprzyjających warunkach można przeżyć życie bogate i chyba szczęśliwe. Bowiem tak naprawdę cała trójka głównych bohaterów, doktor Juvenal Urbino, jego żona Fermina Daza i jej młodzieńcza miłość, z początku telegrafista, a w końcu kapitalista Florentino Ariza, koniec końców osiągnęła w życiu spełnienie. Przynajmniej w filmie, bo w przypadku książki o doktorze Juvenalu Urbino tego nie można do końca powiedzieć.

Twórcy filmu szczęśliwie uniknęli kilku pułapek, które czekały na ekranizatorów powieści Garcii. Po pierwsze udało im sie ukazać historię Florentino, który w swoim życiu uprawiał seks z ponad sześcioma setkami kobiet i nie popaść w pornografię z jednej, a w niedopowiedzenia z drugiej strony. Liczne sceny erotyczne nie przekroczyły granicy wulgarności. Z drugiej strony były wystarczająco dosłowne, by dochować wierności literackiemu pierwowzorowi.

Kolejnej pułapki uniknęli twórcy filmu, ekranizując powieść lewicowego pisarza i nie tworząc przy tym lewicowego filmu. W Miłości obraz prywatnych przedsiębiorców jest jednoznacznie pozytywny. Największym kapitalistą jest sympatyczny Don Leo, śpiewający na pogrzebach i chętnie udzielający pomocy tym, którzy go poproszą. Najważniejsza może w tej materii jest scena, gdy do tegoż kapitalisty przychodzi doktor Urbino, by prosić o wsparcie organizowanych przez siebie imprez kulturalnych. Jest to zdrowa droga finansowania kultury, z dobrowolnych donacji prywatnych sponsorów, a nie z pieniędzy podatników.

Żeby w sposób niezakłamany przedstawić życie społeczności latynoskiej trzeba odpowiednio dużo miejsca poświęcić religii katolickiej. I twórcy tego filmu to robią. W tej materii szczególnie wyraźnie nasuwa się skojarzenie ze sztukami plastycznymi, albowiem religia jest tu właśnie pokazana za pomocą obrazów, scen statycznych. Po pierwsze, praktycznie w każdym przedstawionym w filmie domostwie widać mniejszy lub większy domowy ołtarzyk. Wiele jest też scen z udziałem katolickich księży. Są to przede wszystkim pogrzeby, gdzie warstwie wizualnej towarzyszy akompaniament recytowanych lub śpiewanych łacińskich modlitw. Łacińskie modlitwy towarzysza też scenie , w której kapłan udziela sakramentów konającym na ulicach. Te wszystkie sceny są niesamowicie ujmujące. Jednak właśnie w kwestii ukazania życia religijnego przytrafiła się twórcom filmu największa wpadka. Chodzi o scenę ukazującą fragmenty Mszy Świętej w katedrze. Okazuje się, że wybitni filmowcy, ludzie inteligentni, wykształceni i oczytani nie mają zielonego pojęcia o tym, jak wyglądała Msza Święta w XIX wieku. Wiedzą jedynie, że była odprawiana po łacinie i znają tradycyjne szaty liturgiczne. Jednak Msza, której fragmenty widzimy w trakcie filmu, nie jest Mszą Trydencka, a jakąś dziwną hybrydą. Pokazany jest akurat fragment kanonu z Przeistoczeniem włącznie. Ksiądz odprawia go przy ołtarzu soborowym , zwrócony do ludu, choć używa tekstu z mszału trydenckiego. Kanon jest głośny i śpiewany. Przy rozdzielaniu komunii ksiądz używa formuły z nowego rytu. Niestety, niewiedza liturgiczna jest w obecnym czasie porażająca, nawet wśród inteligencji katolickiej, czego się więc można spodziewać po amerykańskich filmowcach, z których zapewne nie wszyscy są katolikami? Jednak mimo wszystko, jeśli się robi widowisko za miliony dolarów, można było zrobić to rzetelnie i przed realizacją udać się na Mszę Trydencką, żeby zobaczyć jak ona wygląda. To, że twórcom filmu nie chciało się tego uczynić, stanowi pewien znak czasu. W dzisiejszych czasach kwestie religijne są tymi, które bez żadnych konsekwencji można potraktować pobieżnie. Smutne to.

Wspomniałem już o muzyce. Teraz jeszcze dorzucę słów parę. Kompozycje Antonia Pinto doskonale podkreślały latynoski charakter widowiska. Jest to kolejny przykład na to, jak dobrze robi muzyce filmowej solidne okraszenie elementami etnicznymi. Zapewne niektórzy krytycy będą to określali jako kiczowate, ale w moim odczuciu taka właśnie muzyka doskonale spełnia swoja rolę. A rola muzyki filmowej jest podkreślenie przesłania filmu.

Jeśli mam temu filmowi wystawić jakąś ocenę to muszę ja rozbić na części. W skali od jeden do sześciu za muzykę daję pięć, za zdjęcia daje pięć, a więc za całokształt widowiska plastyczno-muzycznego również pięć. Ale za film jako całość, a więc również scenariusz, reżyserię i grę aktorów tylko cztery. Ale to i tak nie mało. Rzadko oceniam tak wysoko filmy ze szczątkową akcją. A tej nie było tu za wiele.

Technorati Profile

Adwentowa galeria dźwiękowa

 

Na wiosnę napisałem artykuł Wielkanocna galeria dźwiękowa, który cieszył sie całkiem dużą popularnością. Zachęcony tym faktem postanowiłem kontynuować tego rodzaju przedsięwzięcia. Dziś proponuje zestaw śpiewów i melodii adwentowych. W odróżnieniu od poprzedniego przypadku, dziś prezentuje wyłącznie zachodnią tradycje liturgiczną. Tylko bowiem chrześcijaństwo zachodnie zna adwent w jego formie osnutej wokół czterech niedziel.

 

Na początek, bodaj najważniejszy śpiew adwentowy – Rorate Coeli w wykonaniu benedyktynów tynieckich. Tu natomiast można posłuchać tegoż utworu w kompozycji Jerzego Tranowskiego. Znalazłem też ciekawy instrumentalny utwór medytacyjny na motywach tegoż kantyku.

 

Skoro zacząłem od motywów z maryjnej Mszy roratniej, to na razie kontynuować będę watek maryjny. Zapraszam wiec do zapoznania sie ze śpiewana w adwencie i okresie Bożego Narodzenia antyfoną maryjną Alma Redemtoris Mater. A tutaj inna wersja tego śpiewu.

 

Uroczystość Niepokalanego Poczęcia NMP zawsze przypada w adwencie, dlatego uważam za jak najbardziej słuszne zaliczenie do muzyki adwentowej, hymnu nieszpornego z tego dnia: Ave Maris Stella. Przy okazji chciałbym nadmienić, ze hymn ten jest moja ulubiona pieśnią maryjną. Niestety, nie udało mi sie znaleźć w sieci nagrania jego polskiej wersji. A tu jeszcze inna wersja tego samego hymnu.

 

Na koniec dwa hymny luterańskie. Posłuchajmy hymnu High Word of God z jutrzni Pierwszej Niedzieli Adwentu oraz Creator of The Stars of Night z nieszporów tejże niedzieli. Pewnie niektórym się nie spodoba, że umieszczam w swoich galeriach również utwory akatolickie. Czynię to z dwóch powodów. Po pierwsze, tak jak w tym przypadku, często są to utwory kontynuujące tradycje katolicką i sie w niej mieszczące. Po drugie, często utwory protestanckie lub prawosławne, o ile nie przeczą nauce katolickiej mogą być przez kult katolicki przejmowane. Tak jest w przypadku pieśni z galerii wielkanocnej.

 

I w ten sposób znów napisałem, po niemal miesiącu przerwy tekst o muzyce. Z okazji świąt na pewno będzie takich tekstów na moim blogu więcej. Przy okazji chciałbym podzielić się refleksją. Nieraz mam problem z kategoryzacją tekstu. Teraz zresztą też on wystąpił. Ten tekst jest zarówno o muzyce, jak i o religii. Zwróciłem już kiedyś uwagę na to, że moje teksty o filmie, są najczęściej również o literaturze. Jutro opublikuje tu recenzje filmu, w której obecna będzie nie tylko literatura, ale także muzyka, religia i sztuka. Jest to chyba wyraźny dowód na to, że poszczególnych nurtów kultury nie da się oddzielić. Dlatego utwierdzam się w przekonaniu, że słuszną była moja decyzja, by o kulturze pisać szeroko i całościowo.

Ałmaty-problem gramatyczny

 

Ciekawy problem językowy, a konkretnie gramatyczny pojawił sie w związku z właśnie zakończonymi eliminacjami do mistrzostw starego kontynentu w piłce nożnej. Jak wiadomo mieliśmy w grupie reprezentację Kazachstanu. Swoja droga bardzo ciekawe jest to, że azjatyckie kraje posowieckie, w tym Kazachstan pod względem piłkarskim zaliczają się do Europy. Nie będę się rozwodził nad przyczynami tego faktu, choć mam na ten temat swoja teorię. Jednak nie piszę na swoich blogach o sporcie i nie zamierzam tego zmieniać. Musi być jakaś dziedzina, o której nie piszę.

 

 

Tak sie ciekawie złożyło, ze Kazachowie większość meczów, w których byli gospodarzami rozgrywali w swojej dawnej stolicy, mieście o nazwie Ałmaty. Pewnie dlatego, ze jest to największe miasto w Kazachstanie, możliwe, że ma też najlepszy w kraju stadion. Za czasów Związku Sowieckiego miasto to w języku nazywało się, za pośrednictwem języka rosyjskiego Ałma-Ata. I przynajmniej nie było problemu z odmianą tej nazwy, bo traktowano ja jak pospolity rzeczownik liczby pojedynczej rodzaju żeńskiego.

 

Byłoby jednak pozbawione sensu, by w dobie niepodległości Kazachstanu używać jego rosyjskiej nazwy. Kontakty z tym krajem są na tyle wątłe, ze nie wytworzyła sie dla tego miasta nazwa polska, łatwa do odmiany. I stad powstają problemy. Najczęściej w mediach nazwa „Ałmaty” jest odmieniana tak, jakby był to rzeczownik liczby mnogiej rodzaju niemęskoosobowego. Tymczasem w rzeczywistości jest to rzeczownik liczby pojedynczej rodzaju nijakiego.

 

Stwarza to nie lada problem gramatyczny. Być może jest w naszym języku jakiś wyraz w tym rodzaju i liczbie kończący sie na -ty, ja takowego jednak nie znam. Toteż propozycję odmiany słowa Ałmaty, która poniżej przedstawię, przygotowałem na czuja. Zapraszam szanownych czytelników do dyskusji i wnoszenia poprawek.

M.Ałmaty

D.Ałmata (lub Ałmatego, tu mam największą wątpliwość)

C.Ałmacie

B.Ałmaty

N.Ałmatym

Ms.Ałmacie

 

Tworzenie wołacza moim zdaniem nie ma sensu, przy tego rodzaju słowach. Ałmaty to nie warszawa, nikt w Polsce inwokacji do niego pisać nie będzie. Oczywiście, pojawiające się gdzieniegdzie sugestie, aby słowa „Ałmaty” po prostu nie odmieniać, zdecydowanie odrzucam. Język polski jest fleksyjny i również nazwy własne powinno sie odmieniać, jeśli sie tylko da. A tę sie da, choć z trudem. Więc odmieniać trzeba.

Wzorowa rozgłośnia religijna

 

Kondycja religijnych rozgłośni radiowych jest bardzo różna. Różny jest tez ich styl i poziom. W moim przekonaniu w naszym kraju oferta tego typu stacji nie należy do najciekawszych. Z grubsza dzielą się one na dwa typy. Jeden to stacje, których program trudny jest do odróżnienia od prywatnych stacji komercyjnych, a akcentów stricte religijnych jest w nim jak na lekarstwo. Drugi model to stacje typowo religijne, o wyraźnie ideologicznym charakterze z bardzo małym udziałem audycji świeckich, np. Muzycznych, dużym natomiast problematyki społecznej zahaczającym o polityczną. Nie będę tu podawał żadnych nazw konkretnych polskich stacji, bo nie chcę się skupiać na krytyce. Wydźwięk mojego tekstu ma być pozytywny. Chcę w nim pochwalić stację, która jest ze wszech miar godna pochwały. Szkoda tylko, że u nas takich stacji nie ma.

Chwalić bowiem będę rozgłośnię zagraniczną, konkretnie czeską. Chodzi o radio „Proglas” z Brna. Stacja ta powstała w 1995, nadaje od 8 grudnia tegoż roku. Początkowo słyszalne tylko na Morawach stopniowo rozszerza swój zasięg na całą Republikę. Można go także słuchać w internecie za pomocą strony internetowej radia ( z tej strony czerpię wszystkie informacje do tego tekstu). Jaki jest charakter tej stacji?


Mozna ją nazwać nadawcą społecznym, bo nie nadaje ona reklam i utrzymuje się z ofiar słuchaczy. Podobnie, jak w innych rozgłośniach konfesyjnych audycje Proglasu można z grubsza podzielić na religijne, muzyczne i publicystyczne. Najwięcej jest muzycznych, jednak charakter rozgłośni kształtują religijne, od nich wiec zacznę.


Stacja codziennie nadaje liturgie godzin (aktualnie jutrznię i nieszpory, dawniej także kompletę).Kilka razy w tygodniu jest Msza Święta (głównie z kosciołów Brna i innych miast morawskich) i kilkakrotnie modlitwa różańcowa, w niektóre dni Droga Krzyżowa. Sporo jest także audycji katechetycznych, nie tylko katolickich, ale także prawosławnych, husyckich, protestanckich (retransmisje Trans World Radio i programy ewangelików śląskich) oraz adwentystycznych. Radio to ma bowiem ekumeniczne nastawienie.


Jak już napisałem wyżej audycje muzyczne stanowią najobszerniejsza część programu. Dominuje tu nie odtwarzanie playlisty, jak w niektórych stacjach komercyjnych, ale autorskie audycje poświęcone konkretnym gatunkom, wykonawcom i albumom. Reprezentowana jest tu zarówno muzyka poważna, jak i rozrywkowa. Na szczególną uwagę zasługuje spora ilość folkloru i muzyki etnicznej. Dużo lepiej niz w innych stacjach konfesyjnych jest też reprezentowana muzyka klasyczna, zwłaszcza jej część inspirowana religijnie. Moim zdaniem przemyślane serwowanie muzyki, właśnie w takiej postaci autorskich audycji jest największą zaletą tej stacji. Wyrabia ona bowiem gusta muzyczne słuchaczy, edukuje ich i pełni role zaiste kulturotwórczą. Dla mnie, jako cudzoziemca radio Proglas jest wspaniałym źródłem informacji o czeskiej muzyce. Jako ciekawostkę podam, ze pojawiają się również utwory wykonawców polskich (Brathanki, Arka Noego, Magda Anioł).


Również zaletą jest to, że publicystyka, zwłaszcza polityczno-społeczno-ekonomiczna zajmuje w tym radiu najmniej miejsca. Moim zdaniem rozgłośnie radiowe nie powinny zastępować prasy. Wiadomości w radiu Proglas pochodzą z Czeskiego Radia i Radia Watykańskiego. Brak własnego pionu informacyjnego wytwarza pozytywne wrażenie dystansowania się stacji od polityki. Więcej miejsca od wiadomości zajmują informacje o wydarzeniach naukowych, religijnych i kulturalnych.


Jest więc Proglas rozgłośnią wszechstronną, formującą słuchacza nie tylko religijnie, ale także kulturalnie. Myślę, że warto go przybliżyć polskim słuchaczom, zwłaszcza teraz, gdy obchodzimy okrągłą, dwunastą rocznice jego powstania. Przekonanie o okragłości dwunastki przejąłem od Józefa Szwejka, którego przy omawianiu spraw czeskich jak najbardziej cytować wypada.

 

Polska brukowa

 

 

Niedawno pisałem o nowym ogólnopolskim dzienniku Polska, że plasuje się między dziennikami opiniotwórczymi a tabloidami. Z lektura kolejnych numerów utwierdzam się w tej opinii, co więcej teraz skłaniam sie ku poglądowi, że bliżej mu do brukowych niż opiniotwórczych tytułów. Uzasadnię to na przykładzie jednego z artykułów opublikowanych przed dwoma tygodniami.

 

Chodzi o tekst Barbary Białej zamieszczony na czołowych stronach we wtorek 13 listopada, podzielony na dwie części, zatytułowane odpowiednio: Tanie leki mogą zniknąć i Braknie tanich leków, zostaną drogie. Jest to tekst wybitnie tabloidowy. Brukowe są już tytuły, zwłaszcza ten drugi.

Jest bowiem w oczywisty sposób przesadzony. Hiperbola jest na miejscu w poezji, w niektórych gatunkach prozy i w felietonie. W artykule informacyjnym być jej nie powinno, a stosowanie tytułu mocno przesadzonego w stosunku do treści tekstu jest praktyka owszem skuteczną w krótkoterminowym podnoszeniu sprzedaży gazety, ale przy tym bardzo nieładna i stawiającą stosujące ja pismom w rzędzie brukowców.

 

A tak właśnie jest w tym przypadku. Tytuł sugeruje, że z rynku znikną, czy tez mogą zniknąć wszystkie lub prawie wszystkie wszystkie tanie leki, pozostaną zaś wyłącznie drogie. Tego, że chodzi o rynek polski można się akurat domyślać, bo raczej nie pisano by na pierwszej stronie. Jednak z artykułu wynika, że zniknąć może jedynie pewna liczba starych medykamentów, do których produkcji często nieopłacalnej zobowiązano nowych właścicieli przy okazji prywatyzacji fabryk leków. Teraz te stare specyfiki trzeba na nowo rejestrować według procedur unijnych i niektórych z nich producenci nie zgłosili do tej nowej rejestracji, fachowo zwanej harmonizacją.

 

Na owa harmonizację zostało jeszcze ponad rok czasu, ale urzędnicy chcieliby, aby firmy składały wnioski o nią juz do końca tego roku. Prawo tego nie wymaga. Około dwa tysiące preparatów wymagających harmonizacji nie zostało jeszcze do niej zgłoszonych. Istotnie więc, część tych preparatów może za rok zniknąć z rynku. Równie dobrze jednak może ich zniknąć tylko pięćset, bo reszta zdąży na czas. Chyba tylko w tabloidach taki temat, oparty głównie na spekulacjach, może trafić na pierwsza stronę, zwłaszcza w tygodniu, w którym formował się skład nowego rządu. Jest to jeszcze drastyczniejsze, zważywszy, że dotyczy to głównie, jak już pisałem leków przestarzałych, o malejącym znaczeniu terapeutycznym.

 

Kolejnym grzechem, który tabloidom uchodzi, a gazetom opiniotwórczym nie, jest to, że artykuł jest pełen błędów, jak lisie futro pcheł, jak pisał mistrz Andrzej. Po pierwsze do tanich polskich leków, które mogą zniknąć, zaliczono Fervex, Flavamed i Mucosolvan, które akurat są zagraniczne i dość drogie. Są też stosunkowo nowe i zniknięcie im nie grozi. Poza tym autorka notorycznie myli cenę z odpłatnością i w większości omawianych przypadków nie podaje postaci i dawki leku oraz wielkości opakowania, co sprawia, ze podane przez nią informacje są bezwartościowe.

 

Reasumując, materiał jest na bardzo niskim poziomie merytorycznym, a jego przesadne zaakcentowanie pozbawia go resztek wiarygodności, pismo zaś plasuje coraz bliżej tabloidów.

Dobre wieści z Watykanu

 Ołtarz papieski

Mijający miesiąc listopad rozpoczął sie dobrymi wieściami z Watykanu. Są to wieści dobre nie tylko dla tradycjonalistów, ale dla wszystkich, którzy chcą, aby liturgia katolicka obrządku zachodniego była piękna i nabożna. Otóż piątego dnia bieżącego miesiąca Ojciec Święty Benedykt PP XVI odprawił w Bazylice Świętego Piotra Mszę Świętą za dusze zmarłych w ostatnim roku biskupów i kardynałów. Była to pierwsza publiczna Msza papieska przygotowana przez nowego mistrza ceremonii liturgicznych księdza Gwidona Mariniego.

 

Po tej Mszy można powiedzieć, że nowego ceremoniarza ze starym, abp. Piotrem Marinim łączy jedynie nazwisko. Ksiądz Gwidon przygotował bowiem ołtarz do Mszy w sposób uwidoczniony na powyższej ilustracji. Na środku ołtarza znajduje się duży krucyfiks zwrócony pasyjką w stronę celebransa. Po obydwu stronach krzyża umieszczone są w pięknych świecznikach tradycyjne świece, takie jakich używano powszechnie w starym rycie. Jest ich w sumie sześć, czyli tyle ile jest wymaganych do Mszy uroczystej w zwyczajnej formie rytu rzymskiego.

 

Niby nie jest to nic nadzwyczajnego. Ksiądz Gwidon Marini tylko zrealizował w pełni wskazania Ogólnego Wprowadzenia do Mszału Rzymskiego. Ale to „tylko” to wyjątek w dzisiejszym Kościele. OWMR nakazuje aby w czasie Mszy Świętej na ołtarzu lub w pobliżu ołtarza stał krzyż. O ile sie nie mylę, poprzedni ceremoniarz nigdy nie ustawił krzyża na ołtarzu, a dopiero za pontyfikatu Benedykta XVI umieszczał przy ołtarzu piękne krzyże z wizerunkiem Zbawiciela. Wcześniej było z tym różnie.

 

Takie przygotowanie ołtarza prze księdza Gwidona czyni bardziej prawdopodobnymi pogłoski o rychłym publicznym odprawieniu Mszy Trydenckiej przez Ojca Świętego. Przy tak przygotowanym ołtarzu praktycznie można by ja odprawić. W bazylikach papieskich bowiem ołtarz tradycyjnie ustawiony był w stronę ludu. Jest to związane z odwrotna orientacją tych budowli. Jedynie przy takiej celebracji zachowywano jej kierunek ku Wschodowi.

 

Bardzo bym chciał aby za przykładem księdza Mariniego poszli odpowiedzialni za liturgię w naszych parafiach na razie bowiem krzyż na ołtarzu można spotkać rzadko. Co więcej „pobliże” ołtarza jest nierzadko rozciągane na całe prezbiterium i często jedyny w nim krzyż jest na ścianie lub na łuku. Jeśli już jest na ołtarzu, to z boku, a jeżeli gdzieś jest na środku, co zdarza sie w mniej niż 1 procencie kościołów to z kolei liczba świec jest nieprawidłowa,  jak na zdjęciu poniżej.

ołtarz

 

 

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij