



Poprzedni tekst organizacyjny na temat swoich blogów napisałem u progu Wielkiego Postu, a więc ponad pół roku temu, czas już tedy nadszedł najwyższy na spłodzenie kolejnego. A wiele się w ciągu tego czasu na moich blogach zmieniło. Oczywiście zmiany te nie dotyczą spraw podstawowych. Nadal Kultura Okiem Svetomira jest moim głównym blogiem. Kategorie, które do niego dodałem wypełniły się tekstami i dotrzymują już kroku tym, które powstały w czasie reorganizacji moich blogów rok temu. Obecnie myślę już o powołaniu nowych kategoryj, ale nie jestem jeszcze na ten krok ostatecznie zdecydowany.
Oprócz formalnych kategoryj funkcjonują na tym blogu mniej formalne cykle. Pierwszy to cykl festiwalowy. Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, cykl ten liczy w tym roku 15 tekstów. Oprócz nich jest on jeszcze uzupełniony kilkoma nieplanowanymi wpisami, najczęściej zdjęciami plakatów imprez, jakie napotykam na swojej drodze. Drugi cykl to teksty multimedialne poświęcone kolejnym okresom roku liturgicznego. Najbardziej rozwinął się on od Adwentu do Wielkanocy mijającego roku kościelnego. W kolejnych latach trudno będzie ten rozmach powtórzyć, ale na pewno niejedno się jeszcze z tego cyklu wykluje, tak na blogu, jak i poza nim. Kolejny to cykl eurowizyjny. W tym roku zacząłem go z rozmachem w styczniu, kontynuowałem w lutym, a potem nie dokończyłem, bo w maju intensywnie pracowałem nad większym projektem. W kolejnym roku planuję wrócić do eurowizyjnych tematów, jednak w zakresie dosyć ograniczonym, bo chcę temu zagadnieniu poświęcić najwyżej pół tuzina tekstów. Te trzy wyżej omówione cykle są w pewnym sensie stałe. Będą się pojawiać w kolejnych latach, choć zapewne z różną intensywnością. Ostatni cykl, jaki w niedawnym czasie gościł na łamach tego bloga, to teksty o serwisach społecznościowych polskiego internetu. Ten cykl jest już w zasadzie ukończony, chociaż pojawienia się w nim jeszcze pojedynczych wpisów nie wykluczam. Jako, że to mój blog główny, musi się ukazywać regularnie. Nadal więc staram się utrzymać tempo dwóch wpisów tygodniowo.
Z kolei Limeryki ze śmietnika, równie regularnie uzupełniane, zasadniczo wypełniane są zawartością odpowiadającą tytułowi. Przez jakiś czas będzie tak nadal, zresztą wkrótce poświęcę temu blogowi odrębny tekst. Co do Rybnika w obiektywie komórki i Polityki Okiem Svetomira, to obydwa te blogi aktualnie pozostają w praktycznym zawieszeniu. Na potrzeby pierwszego z nich mam nawet zgromadzone sporo materiału, jednak brakuje mi czasu, żeby ten materiał opublikować. Na drugi zaś nie mam na razie nic gotowego, ani nawet zaplanowanego. Jeśli więc coś na tych dwóch blogach będzie się pojawiać, to raczej sporadycznie aniżeli regularnie. Na wszystkich czterech powyższych blogach pojawiały się już w bieżącym roku i będą się pojawiać nadal teksty komercyjne. Życie pokazało, że są to głównie teksty z zakresu pozycjonowania stron internetowych. Aktualnie przyjąłem strategię pisania tych tekstów w taki sposób, aby nie różniły się tematem, formą i poziomem od innych tekstów na danym blogu. Cztery powyżej wymienione blogi, umieszczone na platformie Blox są blogami tematycznymi. Mam również cztery blogi ogólne, na które trafiają wybrane teksty z blogów tematycznych. Te blogi są umieszczone na serwisach: Salon24, ProPolonia, Zamba i Profeo. Dzięki tej różnorodności chcę dotrzeć do jak najszerszego grona czytelników.

ea0d24f0b8d6c563ca6303ef28474501
Powoli dobiega już końca mój cykl tekstów omawiających polskie społeczności internetowe. Omawiałem już w nim między innymi Naszą-klasę, MoichKrewnych, Wykop, Krytyków i Pino. Dzisiaj chciałbym omówić łącznie dwie zbliżone profilem społeczności, stawiające sobie za cel budowanie więzi biznesowych, zawodowych i ogólnie rzecz biorąc związanych z karierą.
Chodzi o Goldenline i Profeo. Starsze Goldenline od dawna należy do grupy czołowych serwisów społecznościowych polskiego internetu, młodsze Profeo mozolnie się do niej przebija. Za wspólnym omawianiem obydwu społeczności przemawia identyczna rola i podobna struktura. W obydwu występuje się pod własnym imieniem i nazwiskiem, nie zaś jedynie pod nickiem. W obydwu profil obejmuje opis dotychczasowej ścieżki kariery użytkownika. Obydwa oferują typowe funkcjonalności społecznościowe: sieć znajomości, grupy dyskusyjne i galerie zdjęć. Profeo daje ponadto możliwość prowadzenia bloga. A jednak to Goldenline jest o wiele popularniejszym serwisem niż Profeo.
Po raz kolejny okazuje się, że primo, kto pierwszy ten lepszy, secundo zaś gros polskich społecznościowców wcale nie oczekuje od serwisów rozbudowanych funkcjonalności. Sieć znajomych i galeria zdjęć w zupełności wystarczają, co dobitnie pokazuje przykład naszej-klasy.
Odzyskiwanie danych to ważna dziedzina działalnosci gospodarczej. Prawie każdy z nas doświadczył choć raz w życiu utraty danych zapisanych na nośnikach elektronicznych. Pół biedy jeśli była to prywatna korespondencja lub save’y gier. Gorzej, jeśli była to do połowy napisana praca magisterska. Jeszcze gorzej jeśli były dto ważne materiały biznesowe lub jedyny zapis książki, którą za tydzień trzeba wysłać wydawcy. Oczywiście, lepiej zapobiegać niż leczyć. Dobrze jest sobie ważne dane archiwizować na dwóch niezależnych nośnikach. Ale nie kazdy może to robić wystarczająco często, czasami można o tym zapomnieć, a zdarza się też, że zniszczeniu lub uszkodzeniu ulegną obydwa nośniki. Odzyskiwanie danych nie jest rzeczą, z którą może sobie poradzić zwykły śmiertelnik. Totez każdy, kto nie jest biegły w informatyce powinien to powierzyć profesjonalistom.
Spośród historycznych posągów Świętowita najbardziej znany jest Świętowit ze Zbrucza, a spośród współczesnych Świętowit z Milówki. Pierwszy milówkowski Świętowit, mający 14 metrów wysokości powstał w ubiegłym roku na terenie słynnego Leśnego Grodu. Drugi, sześciometrowy, stanął w tym roku najpierw przy dworcu kolejowym, a ostatecznie na placu przed biblioteką. I o tym właśnie posągu chcę dzisiaj pisać.
Jest to posąg co najmniej dziwaczny. Z jednej bowiem strony przedstawia on pogańskie bóstwo, a z drugiej jest nasycony treściami chrześcijańskimi. Cztery strony rzeźby odnoszą się do czterech okolicznych miejscowości: Milówki, Rajczy, Węgierskiej Górki i Kamesznicy.. Na stronie kamesznickiej widnieje portret tamtejszego proboszcza, który zasłynął dzięki swojej wojnie z alkoholem. Na rajczańskiej jest natomiast przedstawienie znajdującego się tam sanktuarium maryjnego. Takie pomieszanie chrześcijaństwa z pogaństwem wielu ludzi gorszy. Jest on nie do zaakceptowania nie tylko dla znacznej liczby chrześcijan, ale także dla znakomitej większości rodzimowierców. Jedni i drudzy, jeżeli poważnie traktują swoją wiarę, nie akceptują synkretyzmu religijnego. Dla chrześcijan niedopuszczalne jest mieszanie religii prawdziwej z fałszywą, a dla rodzimowierców rodzimej z obcą.
Co jednak jest niedopuszczalne na płaszczyźnie religijnej, jest tolerowane na płaszczyźnie artystycznej. W literaturze taki synkretyzm jest rzeczą absolutnie normalną. Dobrym tego przykładem jest twórczość Adama Mickiewicza, w której można znaleźć elementy nie tylko chrześcijaństwa i pogaństwa, ale także judaizmu. Oczywiście są autorzy, którzy czynią z tego tytułu wieszczowi zarzuty, ale stanowią oni raczej margines środowiska badaczy literatury. Również w sztuce w tym także i ludowej, taki synkretyzm uznaje się powszechnie za dopuszczalny. Jednak z drugiej strony równie powszechnie uznaje się, że dzieła kontrowersyjne, a synkretyczny Świętowit bez wątpienia się do tej kategorii zalicza, nie powinny być prezentowane w przestrzeni publicznej. A więc w prywatnym parku, do którego wchodzi się za biletami jak najbardziej, na Rynku natomiast niekoniecznie. Nie twierdzę, że Świętowit powinien zniknąć z centrum Milówki, mnie bowiem on nie przeszkadza, tak jak nie przeszkadzają mi synkretyczne dzieła Mickiewicza. Potrafię jednak zrozumieć tych, którym przeszkadza, myślę więc,że byłoby lepiej, gdyby artysta rozważniej lokował swoje dzieła. Poniżej kilka zdjęć Świętowita z Milówki mniejszego.





Odzyskiwnie danych to zagadnienienie stosunkowo nowe. W zensie ścisłym pojawiło się odpiero wraz z komputerami. W sensieszerszym to również odzyskiwanie zatartych lub zamazanych napisów na papierze, czy pergaminie. To zapewne istniało od setek lat, ale rozwinęło się w wiwku dwudziestym. Nic więc dziwnego, że odzyskiwanie danych nie jest obecne w klasycznej literaturze polskiej. Co więcej nie ma w niejk, a przynajmniej nie ma w antologiach cytatów nawet odzyskiwania z osobna i danych z osobna. Toteż jestem zmuszony na tym ten tekst zakończyć.

