Jerzy Pietrkiewicz – pisarz niesłusznie zapomniany

Pietrkiewicz

 

26 października bieżącego roku obchodziliśmy pierwszą rocznicę śmierci Jerzego Pietrkiewicza, ostatniego bodaj polskiego poety, którego debiut przypadł na lata międzywojenne. Osoba i twórczość Pietrkiewicza są w naszym kraju bardzo mało znane, a szkoda, bo był to twórca niewątpliwie na pamięć zasługujący. Nie tylko wniósł on niemały wkład własny do kultury polskiej, ale też walnie się przyczynił do jej popularyzacji poza granicami kraju. Biografia i dorobek pisarski Pietrkiewicza do pewnego stopnia przypominają o pięć lat starszego Czesława Miłosza, są też jednak między obydwoma literatami znaczące różnice. Obydwaj przed wojną debiutowali i publikowali jako poeci, obydwaj większość życia spędzili na emigracji, zasłynęli w świecie dzięki swoim anglojęzycznym dziełom prozatorskim, wykładali na zagranicznych uniwersytetach i napisali anglojęzyczne podręczniki akademickie w temacie dziejów literatury polskiej. Najistotniejszą różnicą między nimi jest to, że Pietrkiewicz, który opuścił kraj w 1939 roku, nie miał w swoim życiorysie „romansu” z ideologią i władzą komunistyczną.

 

Urodził się 9 września 1916 we wsi Fabianki, w Ziemi Dobrzyńskiej, w dzisiejszym powiecie włocławskim. Ukończył gimnazjum we Włocławku, studiował w Warszawie. Zaczął tworzyć przed II wojną światową. Związał się z grupą warszawskich pisarzy pochodzących ze środowisk wiejskich, tak zwanych autentystów. Do tego kręgu należeli tacy twórcy jak Stanisław Czernik, Jan Bolesław Ożóg Józef Krupiński, Stanisław Piętak i Marian Czuchnowski. Towarzystwo to było skupione wokół miesięcznika Okolica Poetów. Pietrkiewicz publikował nie tylko w tym piśmie, ale także w tygodniku Prosto z Mostu, który drukował w odcinkach jego poemat Prowincja, dokument autentyzmu – 1935. Debiutancki tomik wierszy zatytułowany Wiersze o dzieciństwie wydał w tym samym roku 1935. W ciągu kolejnych lat zdążył ich wydać jeszcze kilka. Pierwszy okres jego twórczości wypełniały wiersze i poematy, głównie o tematyce religijnej i egzystencjalnej Ich wybór pod tytułem Kula magiczna został wydany w1980. W 1939 roku opuścił kraj i przez Rumunię i Francję udał się na emigracje do Wielkiej Brytanii. Resztę życia spędził w Londynie Od 1953 pisał powieści w języku angielskim (pod pseudonimem Peterkiewicz), m. in. The Knotted Cord, Future to Let, Isolation, Inner Circle i My Left Side. W języku angielskim opublikował także, oprócz powieści, swą autobiografie i szereg opracowań krytycznoliterackich. Tłumaczył też poezję polską na język angielski, wydał jej cztery tomiki m.in. wybór poezji Karola Wojtyły i angielską na polski (Antologia liryki angielskiej 1300-1950). Natomiast własne wiersze pisał jedynie po polsku.

 

Był nie tylko literatem, ale również uczonym. Wykształcenie akademickie uzupełnił, kończąc najstarszy szkocki uniwersytet w St. Andrews. Na londyńskim Kings College uzyskał w 1947doktorat z anglistyki. Następnie przez wiele lat (1950-1979) był profesorem literatury polskiej w Uniwersytecie Londyńskim. Najważniejszym jego dziełem naukowym jest praca Literatura polska w perspektywie europejskiej wydana w 1986.

 

Bodaj najważniejszym dziełem Pietrkiewicza jest powieść Isolation (Odosobnienie) z 1959 roku. W powieści tej autor nie tylko umiejętnie łączy wątki romansowe i szpiegowskie, ale także prowadzi poważne rozważania dotyczące natury ludzkiej. Książka jest nasycona licznymi nawiązaniami do literatury polskiej, zwłaszcza do Sienkiewicza i Reymonta, a także do polskiego życia literackiego okresu międzywojennego Jeden z bohaterów bardzo przypomina Gałczyńskiego, takiego, jakim go opisał Miłosz w Zniewolonym Umyśle. Można więc powiedzieć, ze jest to powieść, jak na lata pięćdziesiąte dosyć nowoczesna. Przypomina bowiem dzieła, jakie w literaturze światowej pojawiły się masowo w dwóch następnych dekadach. Oczywiście, przesadą byłoby nazywać Pietrkiewicza pisarzem postmodernistycznym, ale na pewno warto odnotować jego nowatorstwo.

 

Źle by się stało, gdyby twórca tak wszechstronny i niekonwencjonalny, a przy tym piszący na bardzo wysokim poziomie artystycznym został zapomniany i aby wiedza o nim była domena tylko wąskiej grupy specjalistów. Niewielu też mamy pisarzy, którzy w tym stopniu, co Jerzy Pietrkiewicz rozsławiali imię Polski w świecie. Pamięć o nim trzeba więc podtrzymywać i rozszerzać.

 

Oryginał, falsyfikat, kopia?

order

W połowie września polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych nabyło na internetowej aukcji w serwisie eBay osiemnastowieczny krzyż Orderu Orła Białego. Według pochodzącego z Kalifornii sprzedawcy, order ten miał pochodzić z kolekcji wybitnego pianisty, a zarazem premiera II RP Ignacego Jana Paderewskiego. Transakcja została sfinalizowana za sumę 6999 dolarów amerykańskich. Za osiemnastowieczny order jest to bardzo mało, zwłaszcza, że wiele wskazywało na to, ze krzyż pochodzi z czasów saskich, a takich zabytków zachowało sie bardzo niewiele. Zakup ten zapoczątkowuje nową inicjatywe ministerstwa – budowę kolekcji poloników związanych z działalnością dyplomatyczną naszego kraju. Między innymi z Meksyku ma być sprowadzony mundur przedwojennego polskiego ambasadora.

 

Wkrótce odezwały się jednak głosy, że order może nie być autentyczny. Tak kolekcjonerzy, jak i muzealnicy z całego kraju wskazywali na wiele szczegółów, świadczących o tym, że prawdopodobnie jest to kopia. Głównym zarzutem jest brak dewizy "Pro Fide Rege et Lege", umieszczanej w czasach Augustów II i III na rewersie krzyża. Również monogram królewski odbiegał od prawidłowego. Na zakupionym krzyżu widać tylko literę R (Rex) zamiast zlanych ze sobą liter AR (Augustus Rex), które były umieszczane na autentycznych orderach z czasów saskich.

 

Żeby nabrać właściwego rozeznania w tej sprawie trzeba zapoznać się z wczesna historią Orderu Orła Białego, a przynajmniej jego znaku orderowego. Odznaczenie zostało powołane do życia przez króla Augusta II, prawdopodobnie 1 listopada 1705 roku. Pierwotnie miało kształt owalnego medalu z białym orłem na awersie i inicjałami królewskimi na rewersie. Od 1709 roku przybrało postać krzyża wzorowwanego na francuskim Orderze Św. Ducha. Na awersie znajdował się biały orzeł w koronie, zaś na rewersie krzyż zwieńczony koroną, skrzyżowane saskie miecze herbowe, inicjały króla i sentencja "Pro Fide Rege et Lege". Ramiona krzyża były wysadzane diamentami. Krzyż noszono na wstędze. W 1713 roku do odznaki orderowej dodano haftowana gwiazdę, zprzeznaczoną do noszenia na lewej piersi. Ordery nie były wykonywane według jednego wzoru. Liczba i wartość zdobień zależały od pozycji odznaczonego. W czasach saskich obowiązywała zasada, że po śmierci kawalera, jego rodzina zwracała odznakę do kancelarii królewskiej. Dlatego właśnie orderów z tego okresu zachowało się bardzo mało. Wręczono ich zaś za Augusta II 40, a za Augusta III 330.

 

Panowanie Stanisława Augusta Poniatowskiego przyniosło zmiany w wyglądzie orderu. Całkowicie zmienił się jego rewers. Po zmianach zawierał on wyłącznie monogram imienia Maryi. Zniknęła więc sentencja, a także miecze, inicjały króla, krzyż i korona. Pozbawiono także krzyż wiekszości zdobień, przede wszystkim diamentów. W związku z tym, co bogatsi odznaczeni, nosili nie otrzymane od króla skromne odznaki, a wykonane na własny koszt wystawne kopie, wzorowane na bogato zdobionych odznakach z czasów saskich.

 

Prawdopodobnie więc z taką własnie kopią mamy do czynienia w tym przypadku. Jest to więc na pewno przedmiot wart owych siedmiu tysięcy dolarów, choć niewątpliwie znacznie mniej cenny, niż order autentyczny. Jego wartość znacznie by wzrosła, gdyby udało sie ustalić, do kogo należał. Nie wydaje się to całkiem niemożliwe. Za czasów ostatniego króla elekcyjnego odznaczono 550 osób, z czego większość w ostanich latach. Rewers zakupionego orderu zdradza poważne ślady zużycia, co sugeruje, że był noszony bardzo długo. Czyli otrzymany był dość wcześnie, zważywszy, że zaborcy noszenia polskich orderów zakazywali. Należałoby więc wśród kawalerów orderu z pierwszej połowy panowania Stanisława Augusta wytypować młodych (bo order był noszony długo) i bogatych (bo została wykonana ozdobna kopia). Nie powinno to być wiecej niz kilka osób. Potem mozna szukać dalszych losów ich odznak w pamiętnikach i dokumentach pozostawionych przez nich i ich rodziny. Jest to więc wdzięczne zadanie dla historyków. Może temat na czyjś doktorat?

 

Tak czy inaczej akcja ministerstwa jest godna pochwały. Zarówno jeśli chodzi o ten pojedynczy zaku, jak i cała kampanię. Zaś ta odznaka, jeśli nawet jest kopią (a zapewne jest), to na pewno nie moze być nazwana falsyfikatem.

Czapka przerośniętego krasnoluda

czapka

 

Kultura masowa wtłacza nam mocno zniekształcony obraz Świętego Mikołaja. Święty Mikołaj z Myry był wschodniochrześcijańskim biskupem żyjącym w pierwszym tysiącleciu po Chrystusie i wyglądał mniej więcej tak. Tymczasem popkultura lansuje zupełnie odmienny wizerunek Świetego Mikołaja. ma on korzenie nie w ikonografii chrześcijańskiej, ale w folklorze i mitologii narodów germańskich. Taki Mikołaj jest po prostu przerośniętym krasnoludem, czy jeśli ktos woli, krasnoludkiem. W popularyzacji tego wizerunku duża rolę odegrała sympatyczna skądinąd Coca Cola. Następnie wizerunek ten rozbudowały i umocniły dziesiątki filmów animowanych i fabularnych z których wielu rzeczy możemy sie o Mikołaju dowiedzieć. Niestety Mikołaj popkulturowy, lansowany przez reklamę i szczegółowo prezentowany w filmach, niewiele ma wspólnego z prawdziwym Świętym Mikołajem. Po pierwsze nie jest biskupem, ale świeckim zonatym facetem, którego głównymi zajęciami są produkcja, naprawa i dystrybucja zabawek dziedzięcych. Pomagaja mu w tym wszystkim elfy, które są kolejnym importem z germańskiej mitologii. Może więc sam popkulturowy Mikołaj, tylko udaje tozsamość z chrześcijańskim Świętym Mikołajem, a w rzeczywistosci jest jednym z Asów, starogermańskich bogów, na przykład Thorem?

 

Patrzmy dalej, popkulturowy Mikołaj nie mieszka w Myrze, czy w Niebie, jak należałoby sie spodziewać, ale na biegunie północnym. To oczywiscie dlatego, ze biegun północzny jest takim miejscem, gdzie zawsze panują warunki klimatyczne zbliżone do tych, które w umiarkowanej strefie półkuli północnej, czyli tak, gdzie rozwijała się popkultura panują w grudniu, czyli w czasie mikołajowej aktywności, zarówno chrześcijańskiej (6 XII), jak i popkulturowej (25 XII). W zwiazku z tym miejscem zamieszkania, popkulturowemu Mikołajowi towarzyszą nieodłączne renifery, zwierzęta, o których prawdziwy Święty Mikołaj zapewne nigdy nie słyszał. Oczywiście renifery występuja w znakomitej wiekszości filmów poswięconych popkulturowemu Mikołajowi, w niektórych nawet odgrywając wiekszą role niż on. Tak się działo między innymi w sympatycznym filmie o czerwononosym Rudolfie i jego duzo mniej sympatyczny sequelu.

 

Na koniec zostawiłem sobie sprawe mikołajowego stroju. Jak zaznaczyłem na wstępie, prawdziwy Świety Mikołaj był greckim biskupem, w związku z tym nosił szaty greckiego biskupa, zbliżone do tych, które sa widoczne na wyżej linkowanej ikonie. Kulturowo uprawnione, chociaż ahistoryczne jest przedstawianie Świętego Mikołaja w stylu łacińskim. Natomiast popkulturowy Mikołaj nie nosi stroju biskupa, ale strój krasnala. Nic w tym dziwnego, skoro, jak już pisałem wyżej, nie jest biskupem, a krasnalem, choć nieco przerośniętym. Jak u każdego krasnala, tak i u popkulturowego Mikołaja najważniejszym elementem stroju jest czapka, choćby taka, jak ta powyżej. Tę akurat, podobnie zresztą jak inne gadżety reklamowe, można kupić w sklepie Gratisownia. Potem można ją dać jakiemuś swojemu klientowi, jeśli się takowego posiada. Sklep z gadżetami reklamowymi to akurat idealne miejsce dla czapki tego przerośniętego krasnala, który sam w sobie jest chodzącym gadżetem reklamowym. I nie o Coca Colę już tutaj chodzi, ale o wielki biznes, przy którym mikołajowa fabryka zabawek na biegunie, to jak zapalniczka (swoją drogą też niezły gadżet reklamowy) przy bombie wodorowej. Świeta to wielki biznes, obojetnie, z jakiej religii się wywodzą, byle tylko popkultura je wchłonęła, przyjęła za swoje i przetworzyła na swoją modłę. Oczywiście z chrześcijańskim rozumieniem swiąt ani ta postać, ani ten biznes nie maja wiele wspólnego.

Reklama Na Blogach

Tradycja

 

Był czas i trwał on jeszcze do niedawnych dni, kiedy to tradycja nie była wysoko ceniona, można by rzec nie była w modzie. Powszechne było podówczas przekonanie, że tylko to, co nowoczesne i postępowe jest dobre, co zaś jest tradycyjne, zachowawcze jest automatycznie złe. Postęp był największą wartością. Zjawisko to nie ograniczało się do jednego kraju, czy regionu, ale miało charakter globalny. Uważano, że za nowoczesną technologią musi iść nowoczesny ustrój społeczny, nowoczesne obyczaje, nowoczesna sztuka, nowoczesna muzyka, a nawet nowoczesna religia. Wraz z unowocześnianiem tych wszystkich dziedzin postępowało ich wzajemne oddzielenie i oddalenie od siebie. O ile w społeczeństwie tradycyjnym technologia, ustrój, obyczaje, sztuka, muzyka, religia i inne dziedziny życia stanowiły zintegrowany system wzajemnie przenikających się elementów, o tyle w społeczeństwie nowoczesnym każda z tych dziedzin była kształtowana i funkcjonowała w oderwaniu i izolacji od pozostałych. Sztuka i muzyka straciły swoje oparcie w religii, ustrój oddzielono od obyczajów, a technologię od kultury. Takie tendencje doprowadziły do dezintegracji życia społecznego i indywidualnego człowieka. Człowiek nie może prawidłowo funkcjonować w oderwaniu od korzeni, a tymi korzeniami naszego człowieczeństwa jest właśnie tradycja. Według Marcela Peresa jednym z największych problemów naszych czasów jest oddzielenie sfery duchownej od świeckiej, a przede wszystkim oddzielenie religii od kultury. Sztuka, literatura, muzyka w społeczeństwie nowoczesnym są dziedzinami po pierwsze świeckimi, a po drugie autonomicznymi, ściśle oddzielonymi jedno od drugiego. W społeczeństwie tradycyjnym kultura jest systemem integralnym i dzięki temu społeczeństwo takie również jest wewnętrznie zintegrowane, czego o nowoczesnym nijak powiedzieć się nie da. Zastanówmy się więc czym jest ta tradycja stanowiąca o integralności kultury? Czy jest ona systemem zamkniętym, czy też żywym i podlegającym ewolucji? Co rozumiemy przez żywą tradycję? Czy tradycja jest potrzebna współczesnemu człowiekowi? I wreszcie, czy tradycja bezpowrotnie zaginęła, czy też może obserwujemy nawrót do niej?

 

 

 

 

Kazimierz Dobrowolski definiuje tradycje szeroko: „Przez tradycję rozumiemy w zasadzie wszelką spuściznę, którą ustępujące generacje przekazują pokoleniom wchodzącym w życie”. Ryszard Tomicki znacznie ją zawęża: „Tradycją danej grupy społecznej jest ta część dziedzictwa przekazywanego drogą transmisji ustnej i pokazu, której przejmowaniu towarzyszy świadomość pochodzenia jej z przeszłości, która jest przez grupę afirmowana i stanowi obiekt emocjonalnego przywiązania wyrażającego się w przekonaniu o jej wartości i niemożności zmiany bez istotnych konsekwencji negatywnych dla grupy bądź jednostek”. Jeszcze inaczej definiuje ją Władysław Kopaliński w swoim „Słowniku wyrazów obcych” : „Przekazywanie z pokolenia w pokolenie obyczajów, wierzeń, zasad, przekonań,, sposobów myślenia, odczuwania, albo postępowania, wydarzeń z przeszłości traktowanych jako historyczne (chociaż niesprawdzalnych), umiejętności artystycznych albo rzemieślniczych etc.; przekazany przez przodków obyczaj, zasada, wierzenie etc.” Samo słowo tradycja to łacińskie traditio i oznacza „wręczanie, nauczanie, podanie”. Tak więc istotą tradycji niezależnie od różnic miedzy poszczególnymi definicjami byłoby przekazywanie pewnych treści z pokolenia na pokolenie. Powstają przy tym dwa pytania. Po pierwsze, czy tradycją byłyby jak chce Dobrowolski, wszystkie przekazywane treści, czy też, za Tomickim tylko stanowiące obiekt emocjonalnego przywiązania? Po drugie zaś, czy tradycja jest niezmienna, czy też ulega ewolucji? Definicja Dobrowolskiego pozwala przyjąć, że tradycja stale ewoluuje. Przyjmijmy bowiem, że generacja n przejęła pewną spuściznę generacji n-1. Następującej po sobie generacji n+1 przekazuje tę tradycję wzbogaconą o własne doświadczenie i inwencję. Nie jest to więc przekaz identyczny

z tym , który otrzymała od poprzedników. Tomicki pisze zaś o „niemożności zmiany bez istotnych konsekwencji negatywnych dla grupy bądź jednostek”. Mnie osobiście bliższa jest definicja Dobrowolskiego. Ujmuje ona tradycję znacznie szerzej niż Tomicki, a zważyć należy, że tradycja jest systemem integralnym i elementy mające wartość emocjonalną nie mogą w pełni funkcjonować bez tych, które takiej wartości nie mają. Poza tym związek emocjonalny z danym przejawem tradycji jest rzeczą zmienną. Na różnych etapach naszego życia wiążemy się silniej z różnymi elementami przekazu. Poza tym emocjonalne przywiązanie jest kwestią indywidualną, u każdego członka danej społeczności odmiennie ukształtowaną. Skoro więc w obrębie danej grupy poszczególni jej członkowie są emocjonalnie przywiązani do różnych elementów otrzymanego przekazu, znaczyłoby to, że nie istnieje wspólna tradycja tej grupy, a jedynie indywidualne tradycje jej poszczególnych członków. A jednak nikt nie mówi o tradycji poszczególnych ludzi, ale o tradycji takich, czy innych grup, czy społeczności. Tradycja ma wymiar społeczny. Tak więc niesłuszne wydaje się traktowanie emocjonalnego przywiązania jako koniecznego wyróżnika tradycji. Inną jeszcze kwestią jest droga transmisji. Tomicki wspomina jedynie o transmisji ustnej i pokazie. Jest to niewątpliwie słuszne dla tradycji ludowej, gdyż w kulturze ludowej pismo nie odgrywało znaczącej roli. Jednak tradycja ludowa nie jest jedyną tradycją. Niemniej istotnym nurtem jest tradycja religijna w jej wymiarze oficjalnym, w naszych warunkach kościelnym. Tradycja kościelna nie mogłaby się obejść, wręcz nie byłaby sobą bez tekstów pisanych. Grupa, której dotyczy jest zbyt duża i zbyt rozległa terytorialnie, kulturowo i czasowo, aby transmisja ustna i pokaz mogły być wystarczające. Zresztą trzeba sobie powiedzieć, że etnografia polska okresu powojennego nazbyt się chyba koncentrowała na problematyce chłopskiej, utożsamiając kulturę tradycyjną wyłącznie z kulturą chłopską. Gdy mówimy o istocie tradycji i jej roli w społeczeństwie nie możemy się ograniczyć do tradycji chłopskiej, czy wiejskiej. Reasumując mogę powiedzieć, że za tradycję danej grupy uważam ogół wiedzy teoretycznej i praktycznej przekazanej różnymi drogami obecnym członkom grupy przez ich poprzedników. Piszę o poprzednikach, a nie o przodkach, gdyż własną tradycją wykazują się również grupy, których członkowie nie są ze sobą spokrewnieni, jak kościoły, zakony, czy rozmaitego rodzaju bractwa, towarzystwa, organizacje sportowe, harcerskie. W dalszej części pracy będziemy się też zastanawiać, czy tymi poprzednikami są wyłącznie dawniejsi członkowie tejże grupy, czy też mogą to być jakieś autorytety spoza tejże.

 

Dla potrzeb niniejszej pracy wyróżniać będziemy trzy rodzaje społeczeństw: społeczeństwo przednowoczesne, w którym tradycja pełniła (a miejscami nadal pełni) dominującą rolę, społeczeństwo nowoczesne, w który rola tradycji była , czy też jest minimalna i społeczeństwo ponowoczesne poszukujące własnej tradycji. Najczęściej zresztą jest obecnie tak, że w jednym społeczeństwie występują grupy przynależące do tych trzech typów. Jeśli chodzi o społeczeństwo polskie , to do grup przednowoczesnych możemy zaliczyć moim zdaniem przede wszystkim Starowierców, Łemków i część Górali. Najbardziej typową grupą przednowoczesną w Polsce, w życiu której tradycja odgrywa ogromną rolę są niewątpliwie Starowiercy, zwani też Staroobrzędowcami lub raskolnikami (od rosyjskiego słowa raskoł, oznaczającego schizmę). Żyją oni na północny wschodzie Polski, pobliżu granicy z Obwodem Królewieckim. Ich kultura jest zdominowana przez tradycję wyznawanej religii. A jest to religia bardzo surowa. Starowiercy nie golą bród nie piją alkoholu, kawy, ani herbaty, nie palą tytoniu, nie używają instrumentów muzycznych. Dzięki tradycji, którą kultywują udało im się przez trzysta z górą lat zachować odrębność i tożsamość, żyjąc wśród ludzi odmiennych religijnie i etnicznie. Łemkowie z kolei są grupą w pewnym sensie tragiczną. Przez bolszewicki reżim wygnani z rodzinnych gór, rozproszeni po równinnej ziemi również przetrwali i zachowali tożsamość dzięki religijnej i etnicznej tradycji, której sławę zyskała przede wszystkim przepiękna muzyka. Również oni jedynie dzięki tradycji zachowali swoją tożsamość i nie roztopili się ani w polskości, ani w ukraińskości. W społeczeństwie nowoczesnym tradycja nie odgrywa żadnej roli, jest wręcz lekceważona i traktowana jako zjawisko negatywne, jako zbędny balast z przeszłości. Typowym przykładem takiego społeczeństwa są społeczności miejskie XX wieku. Panował w nich, poza nielicznymi wyjątkami kult nauki, nowoczesności i postępu. Wartości tradycyjne i takież wzorce zachowań były zwalczane jako „nienaukowe”, wsteczne i nie przystające do współczesności. Ludzi praktykujących kulturę tradycyjną, czy to ludową, czy religijną, czy szlachecką nie tyle może prześladowano (choć i takie przypadki do rzadkości wcale nie należały), co po prostu wyśmiewano. W moim przekonaniu postępowanie takie obywało się ze szkodą nie tyle może owych wyśmiewanych (choć na pewno wywołało niejedną tragedię osobistą), co przede wszystkim samego społeczeństwa nowoczesnego. Odrzucenie tradycji prowadziło bowiem nieuchronnie najpierw do dezintegracji życia społecznego, a w czasach nam bliższych również życia indywidualnego poszczególnych osób. Oczywiście na wytworzenie się takiego społeczeństwa pozbawionego tradycji miało wpływ wiele czynników politycznych , ekonomicznych i kulturowych. Jako pierwsze zaistniały czynniki kulturowe, które pojawiły się już w XVIII wieku w postaci działalności oświeceniowych filozofów i pisarzy, których poglądy nie miały jednak podówczas wpływu na szerokie masy społeczne. Jednak hasła nawołujące do walki z „ciemnotą i zabobonem” miały jeszcze wrócić ze zdwojoną siłą w bardziej dla nich sprzyjających warunkach. Te sprzyjające warunki do niszczenia tradycji świadomego, czy nieświadomego przyniosły procesy industrializacji i urbanizacji rozwijające się przez cały wiek XIX. Tak więc druga fala scjentystycznego filozofowania i pisarstwa w postaci pozytywizmu odniosła bardziej wymierny skutek, zwłaszcza, że ma ona wpływ na myślenie ludzi w zasadzie do dzisiaj. Pomyślmy, ile osób ma skrzywiony obraz na przykład ludowego lecznictwa wywołany lekturą „Antka” Bolesława Prusa. W wieku XX do czynników kulturowych i ekonomicznych dołączyły polityczne. Zaliczam do nich przede wszystkim ruch socjalistyczny i jego specyficzną formę – system komunistyczny. Co prawda włada ludowa deklarowała ochronę kultury tradycyjnej, przez które to pojęcie rozumiała wyłącznie kulturę chłopską, a nawet nie całą tylko jej wewnętrzne przejawy. Jednocześnie jednak czynnie zwalczała nie tylko tradycję szlachecką, religijną i mniejszości narodowych, ale również wszystkie te elementy kultury ludowej, które się nie zgadzały ze światopoglądem marksistowskim. W latach dziewięćdziesiątych w kraju naszym ustały polityczne czynniki degenerujące kulturę tradycyjną, ale nie ustały wspomniane już czynniki ekonomiczne i kulturowe. Na szczęście impet procesu degeneracji tradycji został nieco przyhamowany. Wiążę to z kształtowaniem się społeczeństwa postmodernistycznego (ponowoczesnego) w którym coraz większe grupy ludzi poszukują swojej tożsamości i co za tym idzie, odpowiedniej dla siebie tradycji. Poszukiwania te idą w różnym kierunku. Na gruncie polskim można znaleźć grupy alternatywnokulturowe czerpiące z tradycji słowiańskiej (Orkiestra pw. Św. Mikołaja), łacińskiej (Teatr Wiejski Węgajty), egzotycznej (Teatr w Wolimierzu), antycznej (Gardzienice ) innej. Wszystkie te grupy tworzą żywą tradycję, która staje się tradycją przyszłości. Problem obumierania i powtórnego odżywania tradycji chciałbym przedstawić na przykładzie korsykańskich bractw śpiewaczych. „Bractwa były od wieków sercem wiejskich społeczności. Były zaczątkiem demokratycznego życia i kośćcem ich tożsamości. Szeregi ich formowali starzy i młodzi, wierzący i niewierzący. Zdrowym umożliwiały niesienie pomocy chorym, żyjącym przekroczenie progu śmierci. (…) Czasy i obyczaje zmieniły się. Pomimo to bractwa przetrwały i istnieją nadal. Jakiś czas temu ruch ten zanikł prawie zupełnie nikt nie wierzył w ich odrodzenie. Jednak pokolenie lat siedemdziesiątych przywróciło tradycję życiu, nadając jej nowy impuls. Impuls bardziej świadomy, gdyż dzisiaj kultura to świadomość”(Toni Casalonga). To co na Korsyce dokonało się w latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia, to w naszym kraju , według mnie, dokonuje się współcześnie. Jednym z przejawów odradzania się kultury tradycyjnej w nowej, postmodernistycznej formie, jest trwająca od zeszłego roku eksplozja muzyki folkowej. Nie wiem , czy folk stanie się trwałą częścią kultury masowej. Gdyby tak się stało , byłby dla niej siłą ożywiającą i niejako jej duszą. Nawet jednak gdyby się tak nie stało, to grono jego zwolenników na stałe już się poszerzyło i jest to już grupa społeczna na tyle liczna i znacząca, że elementy dawnej tradycji zyskały trwałą bazę dla twórczych przekształceń i rozwoju. Wydaje mi się to niezwykle istotne, bo tradycja musi się twórczo przekształcać, aby naprawdę żyć. Ścisła konserwacja jej dawnych form nie jest sposobem jej zachowania. Tak jak bowiem tradycyjna kultura polska ulegała przekształceniom między wiekiem X a XIX, tak musi się też stale zmieniać dalej, podlegać obcym wpływom, jak niegdyś podlegała i wpływać na obce kultury jak niegdyś wpływała. Ważne jest jedynie to, by te przemiany nie polegały na odcinaniu się od spuścizny wieków minionych, ale by się na tej spuściźnie ściśle opierały.

 

Tradycja nie umarła, tradycja żyje i żyć będzie dopóty, dopóki żyć będą ludzie mający potrzebę jej istnienia i dający tej potrzebie wyraz. Chociażby nie była zbyt widoczna nie musimy się martwić o jej przetrwanie, dopóki będą ludzie poszukujący swej tożsamości. I chociażby większość z nich poszukiwania swoje prowadziła na terenie tradycji obcej zawsze jest nadzieja, że obcymi elementami ożywią tradycję własną, a z drugiej strony nasiona własnych wpływów rozsieją po świecie. Zawsze też będą tacy, którzy skupią się na pielęgnowaniu kultury rodzimej. Mimo postępującej globalizacji sądzę, że kultury tradycyjne poszczególnych narodów, grup etnicznych i religijnych zachowają swoją odrębność. Siła tradycji pozwoli jej trwać w takiej czy innej formie na zawsze.

 

 

 

 

BIBLIOGRAFIA:

  1. „PIEŚŃ NASZYCH KORZENI” Program VIII Międzynarodowego festiwalu muzyki dawnej w Jarosławiu, Jarosław 2000

  2. Ryszard Tomicki „TRADYCJA I JEJ ZNACZENIE” Etnografia Polska t. XVII

  3. Władysław Kopaliński „SŁOWNIK WYRAZÓW OBCYCH I ZWROTÓW OBCOJĘZYCZNYCH”

  4. Jacek Kowalski „PIWO Z MISTRZEM” (wywiad z Marcelem Peresem ) Czas Kultury 6/1998

 Powyższy tekst pochodzi z 2001 roku

Odzież ciążowa

ciąża 

Chociaż ciąża sama w sobie jest symptomem towarzyszącym ludzkości od czasów jej prarodziców, to odzież ciążowa jest tworem stosunkowo nowym, powstałym zapewne w trakcie ubiegłego wieku. Bliższe dane na ten temat są mi nieznane. Jak pisałem już w pierwszym poświęconym temu tematowi tekście, odzież ciążowa w literackiej klasyce polskiej nie występuje. Jest to oczywiście logiczną konsekwencją tego, co napisałem już wyżej. Trudno przecież jest pisać o rzeczy, czy sprawie, która w momencie pisania jeszcze realnie nie istnieje. Trzeba więc będzie szukać obecnosci owego wytworu kultury w bardziej dzisiejszych dziełach, na ten przykład w serialach telewizyjnych. I faktycznie, w telenowelach, odzież ciążowa występuje, chociaż jej wizerunek jest mocno wykrzywiony. Na przykład w znacząco już za długim serialu M, jak miłość, jedna z pierwszoplanowych bohaterek, niejaka Kinga, żali się że będzie zmuszona teraz nosić „spodnie z golfem”. Łatwo zresztą odnieść wrażenie, że dla owej Kingi to właśnie odzież ciążowa zdaje się być najdokuczliwszym aspektem stanu błogosławionego. Nie mdłości, wymioty, niemożność zażywania leków, czy trudności z poruszaniem się, ale ubieranie specjalnych strojów jest najdolegliwsze. Tymczasem nowoczesna odzież ciążowa, to nie brzydkie wory,rodem z lat pięćdziesiątych, ale całkiem przyjemne stroje, o czym najłatwiej się przekonać, zerkając na oferty podmiotów zajmujących się jej wytwarzaniem i sprzedażą.

Reklama Na Blogach

Wózki widłowe

 

 

Wózki widłowe nie są najwdzięczniejszym tematem do opracowywania w kontekście antropologicznym, zwłaszcza na płasżczyźnie badań nad literaturą. Jak już wskazywałem w poprzednim tekście, w klasyce literackiej wózki widłowe, a nawet jakiekokolwiek wózki nie są w zauważalnym stopniu reprezentowane. Tym razem przyjrzę się innemu rodzajowi literatury, a mianowicie piosenkom punkrockowym. Tu równiez wózki widłowe są nieobecne, ale są przynajmniej zwykłe wózki:


 

Wszyscy jedziemy na tym samym wózku

Od krachu ratuje nas tylko defekt mózgu


 

i


 

Jedzie, jedzie wózek

A na wózku Buzek


 

Co prawda to nie wózki widłowe, ale zawsze jakieś wózki. Może następnym razem uda mi się spenetrować taki obszar kultury, gdzie będą wózki widłowe. Może to będzie komiks, może teledyski, a może seriale komediowe? Kto wie. Nie chodzi o to, żeby znależć wózki widłowe, ale żeby ich szukać.

Reklama Na Blogach

Biżuteria

 

 

Biżuteria jest jednym z najpowszechniejszych tworów kulturowych. Towarzyszy człowiekowi we wszystkich czasach i miejscach. Jest powszechniejsza nawet niż ubiór, broń i narzędzia, które nie zawsze i nie wszędzie występowały. Dlaczego akurat biżuteria pełni tak doniosłą rolę w kulturze? Wynika to z samej istoty kultury. Definicyj kultury są setki, tak naukowych jak i potocznych. jak już kiedyś pisałem, dla mnie szczególny urok ma definicja, którą ongiś usłyszałem od znajomej kulturoznawczyni: Kultura jest to twór składający się w 90% z seksu i w 10% z wierzeń. Innymi słowy można to samo wyrazić, mówiąc, że głównymi siłami napędowymi kultury są erotyka i religia. Biżuteria służy obydwu tym siłom. W służbie erotyki pełni role atraktanta, przyciągacza płci przeciwnej. W służbie religii zaś z jednej strony przedmiotu świętego ułatwiającego kontakt z bóstwem, z drugiej zaś znaku tożsamościowego, wskazującego na przynależność do danej wspólnoty. Dlatego właśnie biżuteria jest tak istotna, a w konsekwencji tak powszechna w czasie i przestrzeni.

Reklama Na Blogach

Adobe Flex

 be flex

Trzydziesty pierwszy numer czasopisma SDJ Extra poswięcony jest oprogramowaniu Adobe Flex. Jako kompletny laik nie zrozumiałem z tego nic a nic. Pozostaje mi tylko wymienić tytuły artykułów:

* Pierwsza aplikacja we Flex – Korzystamy z HTTpService i DataGrid

* Flex na Javie – Robimy forum internetowe

* Od formularza do RIA – Adobe Form Guides

* Test Driven Development – testujemy aplikacje we FlexUnit

* Powrót na deskop – Aplikacje okienkowe we Flex Builder i AIR

* Flex i mapy – Tworzymy z YahooMap

* Adobe Cairngorm – Używamy frameworka dla Flex

* Zabezpieczamy AactionScript 3.0

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij