










Vexilla Regis cz. II
Następnie przekład najpopularniejszy:
1. Króla wznoszą się znamiona * Tajemnica Krzyża błyska, * Na nim życie śmiercią kona * Lecz z tej śmierci życie błyska.
2. Poranione ostrzem srogim * Włóczni co Mu bok przeszywa, * Aby nas pojednać z Bo-giem * Krwią i wodą hojnie spływa.
3. Już się spełnia wieczne słowo * Pieśni, co ją Dawid śpiewa * Głośną na świat cały mową, * Oto Bóg królował z drzewa.
4. Drzewo piękne i świetlane * Zdobne w cną purpurę Króla * Z dostojnego pnia wybrane * Święte członki niech otula.
5. O szczęśliwe, bo ramiony * Dzierżąc, waży Boskie ciało, * Okup świata zawieszony * I łup piekłu odebrało.
6. Krzyżu bądźże pozdrowiony * O nadziejo Ty jedyna, * Dobrym łaski pomnóż plony, * Z grzesznych niech się zmyje wina.
7. Ciebie, Trójco, coś żywota * Źródłem, świat niech sławi cały, * Przez Krzyż święty otwórz wrota * Do zwycięstwa i do chwały. Amen.
I jeszcze jeden:
Chorągiew Króla wiecznego
Nadchodzi święty krzyż Jego;
Lśni się, na którym skazany
Bóg w ciele zamordowany.
Na którym od włóczni srogiej
Ranę odniósł, skąd krwi drogiej
Z wodą żywą szły strumienie
Na dusz naszych odkupienie.
Wzięło skutek Dawidowe
Dawne proroctwo takowe:
Iż Bóg od drzewa królował
Narodom i w nich panował.
Drzewo krwią drogą polane,
W szarłat królewski przybrane,
Z tak godnego pnia wycięte,
By nosiło członki święte.
Szczęśliwe twoje ramiona,
Na których jest odważona
Summa za świat odkupiony
I wydarte piekłu plony.
O Krzyżu! Bądź pozdrowiony,
Nadziejo naszej korony!
Przyczyń dobrym pobożności,
W ten czas święty zgładź złych złości.
Ciebie Trójco, Boże wielki!
Niechaj wychwala duch wszelki;
Rządź nas na wieki łaskawie,
Zbawionych w krzyżowej sprawie.
Na koniec jak zwykle kilka nagran z youtobe.com:
Vexilla Regis tradycyjne sardyńskie w wykonaniu zespołu Maria Carta
Vexilla Regis Wilhelma Dufaya w wykonaniu chóru koscioła francuskiego w San Francisco
Vexilla Regis Antoniego Brucknera
Vexilla Regis cz. I

Vexilla Regis to jeden z najważniejszych hymnów łacińskiej. Autorem jego słów jest wczesnośredniowieczny biskup katolicki i poeta łaciński Wenancjusz Fortunat (530-609). Wenancjusz był biskupem Poitiers, hymn Vexilia Regis napisał z okazji przysłania do tego miasta przez cesarza bizantyjskiego Justyna II relikwij Krzyża Świętego. Hymn ten, spiewa się w tradycyjnej liturgii w Nieszporach Okresu Pasyjnego (Tempus Passionis). Jest on także używany w liturgii Wielkiego Piątku I święta Podwyższenia Krzyża Świętego. Oto łaciński tekst hymnu:
VEXILLA Regis prodeunt;
fulget Crucis mysterium,
quo carne carnis conditor
suspensus est patibulo.1
Confixa clavis viscera
tendens manus, vestigia,
redemptionis gratia
hic immolata est hostia. –
Quo vulneratus insuper
mucrone diro lanceae,
ut nos lavaret crimine,2
manavit unda et sanguine.
Impleta sunt quae concinit
David fideli carmine,
dicendo nationibus:
regnavit a ligno Deus.
Arbor decora et fulgida,
ornata Regis purpura,
electa digno stipite
tam sancta membra tangere.
.
Beata, cuius brachiis
pretium pependit saeculi:
statera facta corporis,
praedam tulitque tartari. 3
Fundis aroma cortice,
vincis sapore nectare,
iucunda fructu fertili
plaudis triumpho nobili. –
Salve, ara, salve, victima,
de passionis gloria,
qua vita mortem pertulit
et morte vitam reddidit. –
O Crux ave, spes unica,
hoc Passionis tempore! *
piis adauge gratiam,
reisque dele crimina.
Te, fons salutis Trinitas,
collaudet omnis spiritus:
quos per Crucis mysterium
salvas, fove per saecula. Amen. 4
W Brewiarzu Rzymskim papież Urban VIII wprowadził w miejscach oznaczonych cyframi następujace zmiany:
1 qua vita mortem pertulit, / et mort
e vitam protulit
2 Quae vulnerata lanceae/ mucrone diro criminum,/ ut nos lavaret crimine,
3 tulitque praedam tartari.
4 quibus Crucis victoriam/ largiris, adde praemium.
W miejscu oznaczonym gwiazdka, w Święto Podwyższenia Krzyża śpiewa się:
in hac triumphi gloria!
Jeśli chodzi o przekład polski, to tym razem nie zamieszczam przekładu dosłownego, ale kilka przekładów swobodnych, powszechnie używanych w liturgii, po części do dziś, wszystkie za Forum Śpiewu Koscielnego. Na początek przekład hymnu Vexilla Regis prodeunt zawarty w druku Baltazara Opecia Żywot Pana Jezu Krysta (Kraków, 1522 r.):
Idą krolewskie proporce,
Jasne krzyża tajemnice,
Na nim, ktory ciało stworzył,
Podług ciała sie zawiesił.
Na ktorym okrutnie zranion,
Bok srogą włocznią przebodzion,
Krew i woda wypłynęła,
By nas od grzechow omyła.
Spełniło sie, co powiedał
Dawid, gdy na ludzi wołał:
"Od drzewa ma Bog krolować,
Wszytek go świat ma oględać".
Drzewo krasne i wybrane,
Krolewską krwią zrumienione,
Nade wszytki godne tego
Nieść członki Boga prawego!
Błogieś, iż na twych ramieniech
Zapłacon wszego świata grzech,
Na tobie myto zważono,
Więźnie z piekła wykupiono.
Przetoć sie, krzyżu, kłaniamy,
Mękę Pańską spominamy,
Pomnoż cnotę sprawiedliwym
A daj odpuszczenie winnym.
Ciebie, Trojca, Boże wielki,
Niechaj chwali język wszelki,
A ktoreś przez krzyż odkupił,
By zawsze rządził i zbawił. Amen.
Dawne dzieje postu

Praktyki postne znane są chyba wszystkim rozwiniętym religiom. Poszczą muzułmanie, żydzi, hindusi i buddyści. Również w chrześcijaństwie post ma znaczenie fundamentalne. Jezus Chrystus w Kazaniu na Górze wymienił go jako jedną z podstawowych praktyk religijnych, obok modlitwy i jałmużny. O poście pisał w swoich listach Święty Paweł apostoł.
Pierwsi chrześcijanie pościli sporo. Każdego tygodnia były dwa dni obowiązkowego postu, tak zwane dni stacyjne: środy i piatki. Dodatkowo w prowincjach zachodnich poszczono także w soboty. Post ten polegał na wstrzymywaniu się od pokarmów od rana do godziny dziewiątej, czyli mniej więcej naszej trzeciej po południu. Oczywiście jednostki gorliwsze pościły również w inne dni, jednak w całym Kościele pierwszych wieków obowiązywał zakaz poszczenia w niedziele. Nie można było łączyć postu ze świętowaniem. Z tego samego powodu, w okresie późniejszym nie obchodzono żadnych świąt w Wielkim Poście.
Znany nam dziś czterdziestodniowy Wielki Post pojawiał się stopniowo. Najpierw był to post całodniowy w Wielki Piątek, w niektórych krainach zachodnich także w Wielka Sobotę, gdzieniegdzie jeszcze 40 godzin (np. w Galii na przełomie II i III wieku). Chrześcijaństwo greckie od samego początku nie pościło w Wielką Sobotę, gdyż nie uznawano tam za właściwe praktykowanie postu w rocznicę dnia, w którym zbawienie było już, poprzez ofiarę krzyżową, dokonane. Wydłużanie postu przed Wielkanocą zaczęło się od Aleksandrii, gdzie w III wieku trwał on sześć dni. Tam tez przyjął nową formę, mianowicie postu jakościowego. Od poniedziałku do czwartku jedzono chleb, sól i wodę, piątek zaś i sobotę nie jedzono nic, przyjmując jedynie wodę. Ze swoistej kombinacji postu sześciodniowego i czterdziestogodzinnego powstał post 40 dniowy, czy też sześciotygodniowy, zwany także z łacińska Quadragesimą . Ukształtował się on jeszcze przed soborem nicejskim z 325 roku.
Jednocześnie z kształtowaniem się dłuższych postów przed Wielkanocą i innymi świętami powoli zanikały posty cotygodniowe w dni stacyjne. Synod w Elwira w roku 300 ograniczył je do jednego razu w miesiącu, zaś do VI wieku w niektórych miejscach zanikły zupełnie. Juz zresztą Kalikst I, żyjący na początku III wieku ustanowił w ich miejsce dni kwartalne, później zwane suchymi, które obejmowały najpierw trzy, a potem cztery środy, piątki i soboty w roku. Trwało jednak kilka wieków zanim przyjęły się na całym zachodzie. W Suche Dni obowiązywał post ścisły. Piątek a początkowo także środa i sobota każdego tygodnia pozostają dniami postu jakościowego, czyli wstrzemięźliwości od mięsa, ryb i nabiału.
Na przełomie starożytności i średniowiecza adwent upodobnił się do Wielkiego Postu. Stał się również okresem postnym i również trwał 40 dni. Zaczynał się więc w pierwszej połowie listopada. Zwany był tez drugą Quadragesimą. W szóstym wieku na Wschodzie zakazano poszczenia w sobotę. Dlatego też Wielki Post w większości Kościołów Wschodnich trwa odtąd o tydzień dłużej niż na Zachodzie bo czterdzieści dni liczy się tam bez niedziel i sobót, a nie tylko niedziel. Znana nam forma Wielkiego Postu w chrześcijaństwie zachodnim ukształtowała się na przełomie VII i VIII wieku. Do tego czasu początkiem postu była jego pierwsza niedziela, toteż dni postnych było w nim faktycznie tylko 36. Z czasem dodano brakujące 4 dni i od 715 roku Wielki Post na Zachodzie zaczyna się od Środy Popielcowej. Pojawia się zwyczaj posypywania w tym dniu głów popiołem, który w wieku XI rozpowszechnia się na cały świat łaciński W późnej starożytności i znacznej części średniowiecza praktyki Wielkiego Postu obejmowały nie tylko spożywanie ograniczonych posiłków. W tym czasie wstrzymywano się od pożycia małżeńskiego, polowań, zabaw i sądów. Na początku drugiego tysiąclecia ukształtowało się też pojęcie czasów zakazanych, w których nie można było organizować zabaw hucznych, pod którym to terminem rozumie się najczęściej taneczne. Były to dni od siedemdziesiątnicy (czyli pierwszej niedzieli tak zwanego przedpościa) do niedzieli białej, czyli tydzień po Wielkanocy i od pierwszej niedzieli adwentu do Trzech Króli. Taniec był więc zakazany nie tylko w okresie postu, ale także podczas największych świąt.
Średniowiecze było okresem stopniowego łagodzenia praktyk postnych. Wtedy to na Zachodzie zanika czterdziestodniowy post przed Bożym Narodzeniem, ulegając skróceniu do znanego nam Adwentu z czterema niedzielami. Koscioły Wschodnie zachowują formę dawniejszą tego postu. W wielu miejscach, a do końca średniowiecza prawie w całym chrześcijaństwie zachodnim zanika jakikolwiek post w środy i soboty. Coraz częściej w dni postne poza Wielkim Postem dopuszcza się spożywanie ryb i nabiału, aczkolwiek te zmiany nie wszędzie przebiegały w tym samym tempie. Stąd powstawały różnice w obchodzeniu postów między różnymi krajami i regionami. Dosyć powszechne natomiast było przesuwanie pory postnego posiłku w dni postów najściślejszych z godzin późno popołudniowych na południe. W dalszej konsekwencji dopuszczano w te dni również mniejszy posiłek wieczorem. Znamienny jest też fakt, że do ryb zaliczano, oczywiście w kwestii praktyk postnych, wszystkie zwierzęta wodne. Dopiero kilka wieków później kwestię te sprecyzowano w przepisach postnych. Odtąd dopuszczalne było spożywanie w dni postne stworzeń zimnokrwistych.
Stan praktyk postnych ukształtowany w okresie późnego średniowiecza, uległ w Kościele Rzymskokatolickim swoistemu zamrożeniu w okresie kontrreformacji. Uległy one jedynie ujednoliceniu w całym Kosciele. Było to reakcja na znaczne złagodzenie postów przez protestantów, czy nawet całkowitą ich likwidację w niektórych wyznaniach poreformacyjnych. Sobór Trydencki ogólnikowo wezwał do przestrzegania dotychczasowych zasad postu. Pewne złagodzenia przepisów postnych wprowadzili Aleksander VII (1655-77) i Benedykt XIV (1740-58). Natomiast w czasach najnowszych całkowitej przebudowy systemu postów, głownie jego wielkiego złagodzenia dokonał Paweł VI (1960-78). Chrześcijaństwo wschodnie wypracowało własny system postów, znacznie odmienny od zach
odniego. Główną jego cechą charakterystyczną jest istnienie czterech okresów postnych. Oprzócz dwóch Quadragesim, we wczesnym średniowieczu wprowadzono w Bizancjum dwa krótsze posty: przed świętem apostołów Piotra i Pawła i przed Zaśnięciem (Wniebowzięciem) NMP
W Polsce łagodzenie postu przebiegało wyjątkowo powoli, zapewne z powodu jej położenia na rubieżach chrześcijaństwa zachodniego. Terytoria pograniczne w wielu kwestiach są zazwyczaj bardziej tradycyjne od centralnych. Jest to związane z potrzeba podkreślenia swojej tożsamości. Widać to szczególnie na pograniczach etnicznych, gdzie kultury ludowe są z reguły szczególnie żywotne. Podobnie było i w tym przypadku. Jeszcze w XVI wieku w naszym kraju w wielkim poście nie było wolno spożywać ani jaj ani potraw mlecznych. Surowość polskich zwyczajów postnych nieraz stawała się zarzewiem mniejszych lub większych konfliktów. Tak na przykład już w średniowieczu dochodziło na tym tle do zatargów między osiedlającymi sie u nas kolonistami niemieckimi a miejscową hierarchią katolicką. W wiekach późniejszych zatargi takie miały miejsce pomiędzy miejscową ludnością a odwiedzającymi nasz kraj cudzoziemcami. Jak pisał około 1570 Ulryk Werdum:
W Łowiczu wyklinali nas straszliwie ludzie domowi, kiedy widzieli, żeśmy w piątek jedli ser, tak że pan mój, abbé de Paulmiers, nie wiedział jak burzę tę zażegnać. Kazał im przez tłumacza zeznać uroczyście, ze jako duchowny nie chciałby za nic za nic świecie łamać postów, tylko że w Niemczech potrawy takie nie są wzbronione. To ich nieco uspokoiło…
Szczególnie gorliwi w przestrzeganiu postów i wdawaniu się z tego powodu w bójki i konflikty byli mieszkańcy Mazowsza, czyli Mazurzy. Mówiło się, że Mazur woli człowieka zabić, niż post złamać. Powiedzenie to było tak rozpowszechnione, że trafiło później do fraszki Wacława Potockiego:
….szlachcic jeden stary
Zostawszy katolikiem z luterańskiej wiary
Żeni się na Mazowszu, kędy jako słychać
Wolą człowieka zabić, wolą z głodu zdychać
Niż post zgwałcić
W innych regionach kraju również przestrzeganie postów stało bardzo wysoko w hierarchii nakazów moralnych. Świadczy o tym późna, bo XIX wieczna ludowa powiastka o Rusinach, którzy w dzień postny zabijają spotkanego wędrowca i dzielą się jego dobytkiem, nie zabierając jednak kiełbasy. O tym, jak wysoko oceniano wartość przestrzegania postów świadczy historia zamieszczona w łacińskim roczniku Stanisława Naropińskiego. Mowa tam o niejakim Kmicie, który na sejmie piotrkowskim w 1535 roku opowiadał następującą historię ze swojego życia. Osaczony przez Tatarów, utracił konia, a na drugiego nie potrafił wejść z powodu ciężkiej zbroi w jaką był odziany. Złożył wtedy ślubowanie, że będzie pościł we wszystkie środy na pamiątkę sprzedania Chrystusa przez Judasza, jeśli tylko ocaleje. Po tym ślubowaniu z lekkością na konia wskoczył. Ślub zaś dlatego złożył taki, a nie inny, gdyż przypomniał sobie opowieść o pewnym zbójrycerzu, który całe życie ciężko grzeszył, a jedynym jego dobrym uczynkiem było dobrowolne poszczenie w każdą środę. W opowieści tej ta praktyka dała temu rycerzowi uwolnienie od potępienia w piekle. Motywy tej historii wykorzystał w swojej twórczości Mikołaj Rej.
W wiekach późniejszych zapał poszczenia w narodzie osłabł. Tendencje te wyrażają popularne powiedzenia:
Kogo kapłon nie potępi, tego szczupak nie zbawi
oraz
Postem Pana Boga nie przekupisz
Te powiedzenia również stały sią inspiracja fraszki, tym razem autorstwa biskupa Ignacego Krasickiego:
Nie zmyśli tego żadna zabobonność wściekła
Bym ja w piątek na wole zajechał do piekła
A Waść miał na szczupaku zajechać do nieba
W ciągu dwóch zaledwie stuleci powszechne podejście do postów uległo w Polsce diametralnej zmianie. Ślady po dawnej surowości zostały jeszcze gdzieniegdzie w co bardziej zachowawczych wioskach i w postaci praktyk indywidualnych osób szczególnie pobożnych. Jednak cechą narodową, czy choćby regionalną przywiązanie do postu być przestało.
Historia postu jest wręcz podręcznikowym przykładem transformacji kulturowej i to wielopłaszczyznowej. Post, obecny w Kościele w każdym czasie i miejscu, przeżywał niebywałe przeobrażenia. Najważniejszym jest zastąpienie surowych postów cotygodniowych postami okresowymi, które dokonało się miedzy II a IV wiekiem. Nie mniej ważne było postępujące od średniowiecza łagodzenie obowiązkowych postów, które dziś są obecne juz tylko w minimalnym, w porównaniu z dawnymi wiekami zakresie. To ostatnie idzie w parze z coraz mniejszym znaczeniem przywiązywanym do postów przez wiernych.
Hakin9 Kwiecień AD MMIX
Pisma profesjonalne rozmaitych zresztą dyscyplin stosuja zazwyczaj pewną sympatyczną praktykę, polegajaca na prowadzeniu przynajmiej jednego stałego działu, zrozumiałego nawet dla laików. Zwyczajowi temu hołduje również komputerowy miesięcznik Hakin 9. Wprzypadku tego periodyku jest to przede wszystkim rubryka W skrócie – aktualności. Można z niej się dowiedzieć, o różnych aktualnych ciekawostkach ze świata komputerów i telekomunikacji.
W numerze kwietniowym, oprócz wspomnianego działu aktualności, tekstem zrozumiałym dla humanistów jest artykuł Łukasza Ciesielskiego, zatytułowany Jestem częścią cyfrowej rzeczywistości. Stanowi on próbę charakterystyki hakerów jako grupy społecznej. W tekście tym hckerzy przedstawieni są jako bojownicy o powszechny dostęp do informacyj. Są też wyraźnie odróżnieni od crackerów i przestępców. Autor traktuje hakerów jako sui generis subkulturę. Sporą część artykułu stanowią definicje, etymologie i klasyfikacje hakingu. Fundamentalne znaczenie ma podział parających się hakingiem na białe i czarne kapelusze. Białe kapelusze to ci, którzy hakują, aby pomóc poprawić zabezpieczenia, czarne kapelusze zaś hakują w celach przestępczych. Tym ostatnim autor konsekwentnie odmawia miana hakerów. Artykuł jest więc wyrazem dezaprobaty dla działań przestępczych. Jednocześnie jednak pojawia się w nim pewna niebezpieczna idea. Autor zdaje się sądzić, że informacja jest swego rodzaju dobrem wspólnym i tak powinna być traktowana. Taki pogląd niebezpiecznie śmierdzi komunizmem.
Konstrukcje stalowe, hale stalowe, elektrownie wiatrowe
Z księgi mów proroka Etana.
Mowa siedemdziesiąta szósta.
O mocach tajemnych
Jednego razu prorok Etan rzekł uczniom swoim taką rzecz: Nadejdą takie czasy, że wytwórczość niezwykle się rozwinie. A rozpocznie się ten rozwój od udoskonalenia hutnictwa żelaza. Zostanie wynaleziony stop żelaza zwany stalą. Stal będzie dużo wytrzymalsza od zwykłego żelaza.
Z tejże stali będą powstawały najrozmaitsze konstrukcje stalowe. A będą owe konstrukcje stalowe zaiste rozmaite. Będą mosty stalowe i hale stalowe i nawet całe domy ze szkła i stali. Będą też i takie konstrukcje stalowe, których w ogóle nazwać nie potrafię.
A hale stalowe też będą różne. Będą hale stalowe, w których będzie się wytwarzać różne towary i hale stalowe, w których będzie się skladować różne towary, a także hale stalowe, w których będzie się spać różne towary.
Tak jak hutnictwo wyzyskiwać będzie moce ognia i ziemi, tak elektrownie wiatrowe wyzyskiwać będą moce powietrza. Elektrownie wiatrowe będą to konstrukcje kręcące się na wietrze, które będą zmieniać siłę wiatru w jakąś energię magiczną, której istoty ja nie rozumiem. Przyjdzie taki czas, że elektrownie wiatrowe będą bardzo popularne.
Wszystko to wydaje się nam ponadnaturalne, ale jest tak tylko dlatego, że bardzo mało o naturze wiemy.
BOGOWIE i DUCHY W MITOLOGII GERMAŃSKIEJ I W SILMARILLIONIE. Cz. III
Ważną cechą bogów obydwu mitologii był – wielokrotnie na ich kartach podkreślany – brak
wszechmocy i wszechwiedzy. Bogowie Eddy byli śmiertelni. Wieczną młodość uzyskiwali
dzięki magicznym jabłkom, a gdy tych zabrakło, starzeli się. W Silmarillionie przyczyna
tego jest jasna, natomiast w Eddzie ukryta. Valarowie nie są samodzielnymi bogami, ale
wysłannikami i namiestnikami z ramienia absolutnego Boga, zwanego Eru lub Iluvatarem
(Tolkien, 2000, s. 13). Jest to Bóg ukryty, pojawia się na początku poematu, później zaś
rzadko ingeruje w dzieje świata, pozostawiając rządy Valarom. Nie przypisuje też Tolkien
Iluvatarowi żadnych konkretnych cech, co zdaje się być wpływem apofatycznego nurtu w
teologii chrześcijańskiej.
W mitologii skandynawskiej bogowie często odwołują się do mocy, która pochodzi nie od
nich, ale z jakiegoś nieokreślonego źródła poza nimi. Korzystają z magicznych jabłek czy
mocy run i runicznych zaklęć. Bez magicznych jabłek starzeją się, a bez odwołania do run
nie są w stanie zagrozić Gigantom. Nigdzie jednak nie jest wspomniane, co to za moc i od
kogo pochodzi. Samo korzystanie z zewnętrznej mocy nie dowodzi oczywiście istnienia
absolutnego bóstwa nadrzędnego wobec Asów i Wanów. Jest to tylko jedna z poszlak
sugerującą taką możliwość.
Inną kwestią jest pochodzenie Asów. Otóż Asowie byli potomkami mitycznej istoty
imieniem Buri (Gadacz, Milerski, t. 1, 2001-2003, s. 362). Nasuwa się tu pewne
skojarzenie z Eru (inne imię Iluvata-ra). Ponadto w Asgardzie istnieje Świątynia zwana
Ida. Nie wiadomo dokładnie, komu była poświęcona i kogo w niej czczono. Nie ma też
szerszych wzmianek o praktykach kultowych tego sanktuarium. Skoro jednak bogowie
wznoszą komuś świątynię, jest wysoce prawdopodobne, że bóstwu od nich możniejszemu,
a niewykluczone, że absolutnemu. Jest to tym bardziej znamienne, że Germanie bardzo
rzadko wznosili takie budowle. Wiemy zasadniczo tylko o jednym takim obiekcie w
Uppsali (Ros, 1969, s. 202). To oczywiście, w dużej mierze spekulacje, ale henoteistyczny
charakter mitologii i religii starogermańskiej jest przynajmniej w wysokim stopniu
uprawdopodobniony, choć nie twierdzę, że pewny. Tak więc również w tym punkcie
występuje zgodność między mitologią skandynawską a mitologią Tolkiena. Obydwie są w
zasadzie henoteistyczne, jeśli chodzi o wymiar teologiczny.
Wróćmy do postawionego na wstępie tekstu pytania, czy Silmaril-lion jest dziełem
oryginalnym czy synkretycznym, czy też twórczą adaptacją jednej z mitologii
indoeuropejskich. Wydaje się, że każda z tych odpowiedzi jest po części prawdziwa.
Niewątpliwie jest on dziełem oryginalnym, gdyż większości jego motywów nie sposób
znaleźć w innych źródłach. Wykazuje duże pokrewieństwo z mitologią skandynawską. Czy
jednak jest ono na tyle wystarczające, aby uznać Silmarillion za twórczą adaptację tejże?
Wydaje się, że lepiej określić go jako dzieło inspirowane mitologią skandynawską, nie
brakuje w nim też bowiem elementów pochodzenia innego niż nordyckie, przede
wszystkim biblijnego. Melkor, jako reprezentujący metafizyczne zło, łączy w sobie cechy
Lokiego i Szatana, a Majarowie mają cechy wyraźnie anielskie (wielu z nich egzystuje
jedynie w postaci duchów).
Biblijnego pochodzenia może być też liczba siedem, jako liczba Va-larów równa liczbie
archaniołów z Księgi Tobiasza. Bohater tejże, archanioł Rafael, przedstawił się jako jeden z
siedmiu stojących przed tronem Pana. Manwe, choć ma przede wszystkim cechy Odyna,
może też być kojarzony z archaniołem Michałem. Dzieło wykazuje też poetykę bliską Biblii.
Być może Tolkien, chcąc stworzyć mitologię dla Anglii, myślał nie o pradawnej Anglii
pogańskiej, ale o Anglii współczesnej sobie, a więc chrześcijańskiej. Aby właściwie
zrozumieć ten pozorny synkretyzm, trzeba się odwołać do poglądów na temat stosunku
mitologii i chrześcijaństwa panujących w kręgach umysłowych, do których należał Tolkien.
On sam poruszał ten temat przede wszystkim w dziełach literatury pięknej, a więc nie
wprost. Jego bliscy znajomi z uczelni – Clive Staples Lewis i Bede Griffiths – podejmowali
ten temat w swoich pracach teoretycznych. Otóż, zdaniem całej trójki, chrześcijaństwo
również jest mitem, z tym że w odróżnieniu od innych, mitem prawdziwym. Lewis tak
pisze na ten temat:
Tak samo jak mit przewyższa myśl, tak Wcielenie przewyższa mit. Istotą
chrześcijaństwa jest mit, który jest również faktem. Stary mit o umierającym Bogu nie
przestając być mitem, schodzi z nieba legendy i wyobraźni na ziemię historii.
Wydarza się – w określonym dniu, w konkretnym miejscu, pociągając za sobą
możliwe do określenia historyczne konsekwencje. Przechodzimy od jakiegoś Baldra
czy Ozyrysa, umierającego nie wiadomo kiedy i gdzie, do historycznej Osoby
ukrzyżowanej (zgodnie z przepisami) pod Poncjuszem Piłatem. Stając się faktem, nie
przestaje on być mitem: na tym polega cud. Podejrzewam, że ludzie czasem
doznawali większego duchowego oparcia w mitach, w które nie wierzyli, niż w religii,
którą wyznawali. Ażeby prawdziwie być chrześcijanami, musimy zarówno uznawać
historyczny fakt, jak i odbierać mit (mimo że stał się faktem) z tym samym
zaangażowaniem wyobraźni, z jakim odnosimy się do wszystkich mitów. Jedno jest
nie mniej konieczne niż drugie (Lewis, 1993, s. 47-48).
Z kolei Griffiths, który drugą połowę swojego długiego życia spędził jako katolicki mnich w
Indiach i problematyce mitu w wielkich religiach świata i ujęcia tych religii w aspekcie
mitu poświęcił książkę Zaślubiny Wschodu z Zachodem, tak pisze o micie chrześcijańskim:
A co z mitem chrześcijańskim, jak należy go zinterpretować? Widzieliśmy, że
chrześcijaństwo nie mniej od hinduizmu, ma podstawy w mitologii—w micie Stworzenia
i Upadku, Raju, Ziemi Obiecanej, Mesjasza i Jego Królestwa. W Nowym Testamencie
mit krystalizuje się w osobie Chrystusa, jego narodzinach z Dziewicy, śmierci i
zmartwychwstaniu, ustąpieniu do piekła i powrocie w chwale. Wszystko to jest w
wyraźny sposób językiem mitu. Na całym świecie istnieją opowieści o narodzinach z
dziewicy (jak ta o Buddzie), śmierci i zmartwychwstaniu (jak o Attisie i Ozyrysie),
zejściu do piekła (jak ta o faraonie Egipcjan). Czym zatem różni się od nich mit
chrześcijański? Mit chrześcijański narodził się z tradycji żydowskiej, a to, co wyróżnia
tę tradycję, to jej historyczny charakter (Griffiths, 1996, s. 152-153).
Wydaje się więc, że uzasadnione jest twierdzenie, że mitologiczny charakter Silmarillionu
miał służyć Tolkienowi po części w nawiązaniu do mitologicznego charakteru
chrześcijaństwa, o którym pisali dwaj, cytowani powyżej, przyjaciele autora. Dla tej trójki
Chrystus był nie tylko wypełnieniem proroctw Starego Testamentu, ale także mitów wielu
ludów.
LITERATURA
Bellinger, G.J. (2005). Leksykon mitologii (tłum. J. Szymańska-Kumaniecka). Warszawa:
Muza SA.
Błażejewski, M. (1993) Tolkien. Powiernik Pieśni. Gdańsk: Phantom Press.
Gadacz, T., Milerski, B. (red.) (2001-2003). Religia. Encyklopedia PWN (t. 1-9). Warszawa.
Griffiths, B. (1996). Zaślubiny Wschodu z Zach
odem (tłum. G. Jasiński). Poznań: Zysk i S-ka.
Lewis, C.S. (1993). Bóg na lawie oskarżonych (tłum. M. Mroszczak). Warszawa: Instytut
Wydawniczy PAX.
Ros, J. (1969). Heroje Północy. Warszawa: Iskry.
Tolkien, J.R.R. (2000). Silmarillion (tłum. M. Skibniewska). Warszawa: Amber.
BOGOWIE i DUCHY W MITOLOGII GERMAŃSKIEJ 1 W SILMARILLIONIE. Cz. II
Nie można więc, jak widać, germańskich bóstw ograniczyć jedynie do Asów i Wanów. Nie
można też stawiać na jednej linii Valarów i Asów oraz Majarów i Wanów. Widzimy więc, że
w tej przynajmniej sferze podobieństwo między dwoma tekstami jest nader słabe. Jeśli
byłoby ono jedynym, nie pozwalałoby na nazwanie Silmarillionu twórczym rozwinięciem
mitologii germańskiej. Trzeba więc właściwych podobieństw szukać dalej.
Jednym z nich jest liczba Valarów i Asów. Asów jest dwunastu, dwanaście jest też Asynji
(Gadacz, Milerski, 2001-2003, t. 1, s. 362), natomiast Valarów i Valier jest po siedem.
Jednakowa jest więc liczba bogów i bogiń (choć nie wszystkie bóstwa stanowią pary; w Silmarillionie
niektóre wiodą żywot samotny, w Eddzie często zawierają małżeństwa z
Wanami, Gigantami lub też Karłami). Zarówno liczba siedem, jak i dwanaście (obok trójki)
w wielu kulturach mają charakter sakralny.
Za znaczące podobieństwo można też uznać występujące w obydwu przypadkach
wywiedzenie nazw grup bogiń od nazw grup bogów (Asynje od Asów, Valiery od Yalarów).
Zresztą w nazwach Valarów i Asów można się doszukać jeszcze i innej analogii. Według
językoznawców słowo ass wywodzi się ze staroaryjskiego asura (por. snskr. i pers.)
(ibidem). Co ciekawe, Asowie byli też zwani Ezyrami (Ros, 1969, s. 209). Trudno oprzeć się
wrażeniu, że również słowo Valar w pewien sposób nawiązuje do tego samego źródłosłowu.
Kolejne podobieństwo dotyczy miejsca zamieszkania bogów. Jest to, z jednej strony,
Asgard, a z drugiej, Valinor. Zwraca uwagę, że obydwa miejsca biorą swoje nazwy od nazw
możniejszych plemion boskich. Wydaje się więc, że Tolkien, przynajmniej do pewnego
stopnia, wzorował swój Valinor na Asgardzie. Asgard „(…) to obszerne terytorium zdolne
pomieścić liczny lud" (Ros, 1969, s. 202). Również Valinor spełnia ten warunek. Różni je
jednak to, że Asgard jest nieraz nazywany miastem, Valinor zaś mieści w sobie większą
liczbę miast. W jednym i drugim miejscu bogowie mieli swoje domy, było tam też dużo
innych budynków. Co ważne i wyróżniające wśród innych mitologii, obydwa miejsca mogły
też zamieszkiwać istoty należące do innych niż podstawowi jego mieszkańcy, ras. Można tu
wymienić współmałżonków Asów i Wanów, jeśli chodzi o Asgard, i elfy, które znalazły
schronienie w Valinorze.
Zarówno w Asgardzie, jak i w Valinorze centralne miejsce zajmowały drzewa.
W sercu Asgardu rósł potężny jesion Igdrasil, którego rozłożyste konary
ocieniały świat. Drzewo to posiadało trzy korzenie: jeden w Midgardzie,
krainie ludzi, drugi na pustkowiach Nilftieimu [krainy umarłych – przyp.
A.R.], a trzeci czerpał soki z Asgardu (Ros, 1969, s. 14).
I dla porównania o drzewach Yavanny:
Jedno miało liście ciemnozielone, od spodu lśniące srebrzyście, a z jego niezliczonych
kwiatów rosa srebrnego światła spływała na trawę i ziemia u jego stóp migotała
cieniami roztrzepotanych liści. Drugie drzewo miało liście jasne jak otwierające się
wczesne liście buku, błyszczące na brzegach złotem. Kwiaty kołysały się na gałęziach
niby pęki żółtych płomyków, a każdy tworzył jak gdyby lśniący rożek, z którego złoty
deszcz ściekał na ziemię, a kwiaty tego drzewa promieniowały ciepłem i jasnym
światłem (Tolkien, 2000, s. 36).
Drzewa Yavanny i jesion Igdrasil pełniły różną rolę. Drzewa Vali-noru były źródłem
fizycznego światła – oświecały Ardę, gdy nie było jeszcze Słońca i Księżyca. Jesion Igdrasil
jest zaś źródłem oświecenia, a więc również światła, tyle że o subtelniejszym, duchowym
charakterze. Na nim to wisiał Odyn przez dziewięć dni i dziewięć nocy, w efekcie osiągając
boską mądrość i moc. Taka rola drzew w mitologii nadaje im charakter sakralny. Jest też
związana z kultem drzew o szczególnych właściwościach, na przykład wieku czy gatunku.
Kult ten występował również u dawnych Germanów.
Warto też wspomnieć, że wedle mitologii germańskiej pierwsi ludzie zostali uczynieni z
drzew, mężczyzna z jesionu, a kobieta z olchy, i od nich wzięli swoje imiona (Ros, 1969, s.
204-208). Swoją drogą wart zauważenia jest fakt, że świętymi drzewami Tolkien nie
uczynił ani germańskich jesionów ani celtyckich dębów, co pozwala na pewną
uniwersalizację Silmarillionu.
Inne cechy łączące dzieło Tolkiena i germańską mitologię dostrzec można, porównując
poszczególne bóstwa, ich atrybuty i działania. Wiele łączy na przykład postacie Manwego i
Odyna. Obydwaj są władcami bogów, każdy też posiada tron o szczególnych
właściwościach.
Z wyżyn swojego tronu, jeśli Varda jest przy nim, Manwe patrząc na ziemię, sięga
wzrokiem dalej niż wszystkie inne istoty, poprzez mgłę i ciemności, nad ogromnym
obszarem morza (Tolkien, 2000, s. 23).
A o tronie Odyna tak napisano:
Na wysokiej wieży, zwanej Hlidskjalf, stał tron, z którego wysokości Odyn widział
wszystko, co się dzieje nie tylko w kramie bogów i ludzi oraz w kraju olbrzymów
Jotunheimie, ale również i to, co się dzieje pod ziemią, w ojczyźnie mgieł i ciemności,
Nilfheimie (Ros, 1969, s. 16).
Inną wspólną cechą obydwu tronów – co nie wydaje się przypadkowe – było ich wysokie
usytuowanie – tron Odyna stał na wieży Hlidskjalf, a tron Manwego na szczycie Taniąuetlu,
najwyższej góry świata. Taki tron ma znaczenie symboliczne. To, że władca bogów musi
korzystać z magicznych artefaktów, aby wzmocnić swój wzrok, dowodzi, że nie jest ze swej
natury wszechwiedzący. Jest to ważna cecha wszystkich bogów omawianych mitologii.
Druga analogia jest nie mniej ważna. Atrybutem Manwego było berło, Odyna zaś włócznia.
Nie będę tu rozwodził się nad symboliką obydwu rodzajów broni, nie można jednak
zaprzeczyć pewnego ich podobieństwa, zarówno w sferze fizycznej, jak i symbolicznej.
Obydwa przedmioty zostały wykonane nie przez ich użytkowników, ale przez istoty nie
będące bogami. Berło Manwego było dziełem elfickich mistrzów (Tolkien, 2000, s. 37), zaś
włócznia Odyna została wykonana przez karły (Ros, 1969, s. 78). W tym miejscu pozwolę
sobie na małą dygresję. Skoro broń bogów (dodająca im mocy), została stworzona przez
istoty im formalnie podległe, a więc potencjalnych wyznawców, oznacza to, że moc danego
boga zależna jest od gorliwości jego wiernych. Jest to pogląd dosyć rozpowszechniony w
religiach politeistycznych, gdzie nie raz spotykamy się z wierzeniem, że bóg jest tym
silniejszy, im więcej ma wyznawców i im są oni gorliwsi w służbie dla niego. I tak jak
używanie tronu dowodziło braku wszechwiedzy u boskich wodzów, tak używanie broni
dowodzi braku u nich – a także u innych bogów — wszechmocy.
Przejdźmy teraz do przeciwników bogów – nie są nimi demony czy diabły, a przynajmniej
nigdzie żadne istoty w tych dwu mitologiach nie są tak nazywane. Najogólniej można ich
określić mianem potworów. W obydwu przypadkach są to grupy dość różnorodne:
monstrualne zwierzęta (węże, wilki, pająki), olbrzymy i inne tym podobne istoty rozumne
czy wreszcie bogowie-renegaci. I właśnie z tej ostatniej kasty rekrutują się przywódcy
bogów. W Silmarillionie jest to Melkor (Tolkien, 2000, s. 28), a w Eddzie Loki (Ros, 1969,
s. 16). Podobieństwo między nimi nie je
st widoczne na pierwszy rzut oka, bowiem negatywne
cechy Lokiego nie ujawniają się równie szybko jak Melkora. Na początku nie jest on
zły, a co najwyżej złośliwy.
Trzeba jednak pamiętać, że także Melkor nie od początku był uosobieniem wszelkiego zła.
Pierwotnie tworzył muzykę wraz z innymi Va-larami i przez nią stwarzał świat. Już jednak
w tym akcie przejawiał się jego bunt – zaczął wplatać w nią tony niezgodne z zamysłem Eru
(Tolkien, 2000, s. 14). W samym jednak sformułowaniu „bunt Melkora" brzmią nuty inne
niż starogermanskie. Loki nie zbuntował się przeciw bogom, lecz wszedł z nimi w konflikt.
Tak jak Loki walczył od pewnego momentu z bogami Asgardu, tak i Melkor walczył z
Valarami. Łączy ich również wspólny motyw uwięzienia. Obydwaj zostali przykuci do skały
przez bogów, po długim czasie uwolnili się i ponownie toczyli z nimi wojnę. Ani Melkor, ani
Loki nie należą do żadnego z głównych boskich plemion — Loki pochodzi z Gigantów, a
imię Melkora zostało wykreślone spośród Valarów. Taka alienacja złego bóstwa ma wymiar
symboliczny. Świadczy o tym, że siły Porządku są niejako naturalne, skoro reprezentuje je
znakomita większość Niebian.
Podobieństwo innych bóstw jest znacznie słabsze. Ulmo i Niord byli odpowiednio w
obydwu mitologiach bogami wód i mieszkali poza główną siedzibą bogów. Można jeszcze
utożsamić Idun i Yavannę – opiekunki drzew. Yavanna opiekuje się przede wszystkim
wspomnianymi już dwoma Drzewami, ale także wszystkimi drzewami na Ardzie (Tolkien,
2000, s. 24). Idun zaś opiekowała się zaklętymi jabłkami dającymi młodość (Ros, 1969, s.
39). Innych bóstw Silmarillionu i Eddy trudno w logiczny sposób sobie przyporządkować.
BOGOWIE i DUCHY W MITOLOGII GERMAŃSKIEJ 1 W SILMARILLIONIE cz.I

Nie ma chyba na świecie, a przynajmniej w Europie czy Ameryce, zbyt wielu ludzi, którym
byłoby obce nazwisko Johna Ronalda Reuela Tolkiena (1892—1973). Sławę przyniosła mu
przede wszystkim—zekranizowana z wielkim rozmachem — trylogia Władca Pierścieni,
powszechnie znana jest także powieść dla nieco młodszych czytelni
ków – Hobbit, czyli tam i z powrotem, będąca niejako prequelem tejże
trylogii.
Swoje dojrzałe życie Tolkien poświęcił w dużej mierze tworzeniu „mitologii dla Anglii"
(Błażejewski, 1993, s. 41). Temu celowi służyły zarówno Hobbit, jak i Władca Pierścieni, w
najwyższym jednak stopniu rolę tejże mitologii pełni Silmarillion. Powstawał przez wiele
lat — od 1917 roku aż do śmierci autora. Ostatecznej redakcji dokonał jego
syn Christopher (Tolkien, 2000, s. 7). Księga ta składa się z opowieści
par excellence mitycznych; o bogach i duchach, o stworzeniu świata,
początkach ludzi, wreszcie o walce dobra ze złem. Nasuwa się pytanie,
czy Silmarillion jest (1) ideą autorską, (2) kompilacją wielu mitologii,
różnych ludów i narodów czy też (3) twórczą adaptacją jednej z nich.
Już pobieżna lektura Silmarillionu wskazuje, że jest on pełen analogii do mitologii różnych
narodów, najwięcej zaś podobieństw wykazuje z opowieściami Germanów, które znamy
najczęściej w wersji skandynawskiej. Czy podobieństw tych jest jednak na tyle dużo, że
można uznać je za twórczą adaptację tejże, czy też przeciwnie, jest ich zbyt mało i należy w
nim widzieć raczej kompilację rozmaitych mitologii europejskich? Spróbuję odpowiedzieć
na to pytanie, porównując świat bogów i duchów obydwu mitologii. Odwołując się do
mitologii germańskiej, korzystałem przede wszystkim z książki Jerzego Rosa Heroje
Północy (Ros z kolei opierał się na Eddzie w przekładzie Lelewela), oraz z przekładu Marii
Skibniewskiej Silmarillionu. W swoich analizach ograniczam się do porównania
występujących w obydwu tekstach postaci bogów i duchów, analiza innych wątków, takich
jak walka Dobra ze Złem, powstanie ludzi, stworzenie świata itd. znacznie przekroczyłaby
zamierzone rozmiary niniejszego tekstu.
Pierwszym widocznym podobieństwem jest podział istot boskich na dwie różniące się
potęgą grupy, czy też plemiona bóstw. W mitologii germańskiej są to Asowie (Bellinger,
2005, s. 47-48) i Wanowie (ibidem, s. 413), a w Silmarillionie Valarowie (Tolkien, 2000, s.
22-25) i Majarowie (ibidem, s. 26-27). Valarowie i Asowie to bóstwa większej mocy, a
Wanowie i Majarowie mniejszej. Owo podobieństwo osłabia jednak kilka istotnych różnic.
Asowie i Wanowie pierwotnie ze sobą wojowali, później pogodzili się i wspólnie
administrowali światem. Między Valarami i Maj arami nie zachodziły takie relacje. Oś
konfliktów w Silmarillionie przebiegała w innym miejscu, a mianowicie między Światłem i
Ciemnością, po stronie tej ostatniej opowiedziała się również część Maj arów, która
poparła Melkora-Morgotha (pierwotnie Valara) (ibidem, s. 28-29).
Kolejna istotna różnica polega na innym w obydwu źródłach poziomie zróżnicowania
boskiej mocy tych dwóch plemion. Valarowie górują zdecydowanie nad Majarami. O
pierwszych z nich Tolkien pisze: „Najmożniejsze pośród tych istot elfy nazywają Valarami,
Potęgami Ardy, a ludzie często nazywali je bogami" (ibidem, s. 22). Do Majarów tytułu
bogów nie stosuje się. Nie zdarza się też, aby jakiś Majar zasiadał z Valarami w radzie na
zasadzie praktycznej równości. Jeśli któryś z Majarów mieszka w Valinorze, to w
charakterze sługi czy pomocnika jednego z Valarów, czy też jednej z Valier. W mitologii
germ
ańskiej ta różnica potęgi jest znacznie mniejsza, często wręcz umowna. Co najmniej
dwoje Wanów należy do rzędu głównych bóstw. Są to Niord i Freya (Ros, 1969, s. 48-63).
Silmarilliońskie odpowiedniki tej dwójki (to znaczy bóstwa mające podobny zakres działań
i podobne atrybuty) są Valarami. Część Wanów zamieszkuje w Asgardzie i współuczestniczy
w rządach światem. Sprawę jeszcze bardziej komplikuje fakt, że u Germanów
właściwie istnieją nie dwa, ale trzy plemiona istot o boskiej mocy. Trzecim są Giganci, z
którymi Asowie walczyli u początku czasów i których pokonali (Ros, 1969, s. 276-278). Nie
unicestwili ich jednak, ale rozrzucili po świecie. Ilekroć zdarza się walka boga z Gigantem,
dopiero w ostatniej chwili temu pierwszemu udaje się zwyciężyć, często zresztą za pomocą
uniku i podstępu. Zdarza się, że bogowie biorą sobie małżonki spośród Gigantów.
Gigantem jest też jeden z bogów – Loki (Bellinger, 2005, s. 236).
Gadżety, parasole reklamowe
Mimo powszechnie znanej niechęci Biberiusza do akwizytorów, przedstawiciele tej profesji z podziwu godnym uporem ciągle nachodzili Koźli Zamek. Oferowali oni produkty i usługi bardzo rozmaite, czasami trywialne, niekiedy zaś niezwykle udziwnione. Takie właśnie proponował pewien akwizytor, który miał szczęście trafić na wyjątkowo dobry humor księcia, w związku z czym został przez niego potraktowany szczególnie łagodnie. Nawiązała się między nimi taka rozmowa:
-Mości Książę, czy Książę nie miałby zamiaru jeszcze raz podjąć próbę zdobycia tronu Wielkiego Królestwa?
-Miałbym może taki zamiar, gdybym nie był realistą. Ale że nim jestem, tedy wiem, ze celu tak założonego osiagnać nie mam szans najmniejszych, tedy się od jakiegokolwiek działania w tym kierunku powstrzymam.
-A jeśli rzeknę, że mam metodę niezawodną, która Waszą Miłość na tron królewski zaprowadzi prosta drogą?
-A jakaż to metoda, jeśli spytać wolno?
-Marketing polityczny
-Marketing polityczny? A cóż to za potwora?
-Konkretnie w tym przypadku wykorzystalibyśmy gadżety reklamowe, a jeszcze konkretniej parasole reklamowe.
-Parasole reklamowe? A jakież to są te parasole reklamowe?
–Parasole z nadrukiem „Biberiusz naszym królem”
-I ja bym miał te parasole z nadrukiem rozdawać?
-Owszem, a wtedy sława Waszej Miłości rozeszła by się po całem Królestwie i łacno by WMiłość tron pozyskał.
-Zastanowię się , a jeśli będę zainteresowany odezwę się to Waści. Na razie żegnam Waści.
Na tym książę rozmowe skończył, po czem nakazał akwizytora nakarmić, napoić i grzecznie z Koźlego Zamku odprawić. Oczywiście nie miał zamiaru angażować się w żadne gadżety reklamowe. Wiedział bowiem, że owe parasole z nadrukiem, czy też inne gadżety reklamowe rozdawał by swobodnie najwyżej przez sto dni. Potem inni książęta, uznawszy to za złamanie Traktatu wsadziliby go na resztę życia do lochu, który byłby dużo mniej przyjemnym mieszkaniem. A na to Biberiusz nie miał najmniejszej ochoty.