
Z dużym opóźnieniem dotarła do mnie smutna wiadomość, że 25 czerwca bieżącego roku, w 89. roku życia i 64. roku panowania, zmarł w Cetonie we Włoszech Jego Książęca Mość Franciszek I Albrecht Maksymilian Wolfgang Józef Tadeusz Maria Metternich-Sándor von Ratibor zu Hohenlohe-Schillingfűrst-Breunner-Enkervoith, książę raciborski, diuk korwejski etc. etc, etc. Proszę wszystkich czytelników o modlitwę za zmarłego księcia. Requiescat in Pace.
Franciszek I Albrecht był w pewnym sensie moim monarchą, ja zaś w pewnym sensie jego poddanym. Urodziłem sie bowiem i stale, z wyjątkiem okresu studiów, zamieszkuję w Księstwie Raciborskim. Oczywiście z punktu widzenia obowiązującego prawa nie ma takiego tworu jak Księstwo Raciborskie. Istnieje ono jednak w sercach i umysłach wielu jego mieszkańców. Dla wielu z nich zmarły książę był właśnie sui generis honorowym władcą.
Książę Franciszek I był postacią nietuzinkową. Nie był przewidziany do objęcia raciborskiego tronu, miał na nim zasiąść jego starszy brat Wiktor IV. Dlatego Franciszek mając sześć lat został adoptowany przez swoją daleką ciotkę, bezdzietną księżnę Klementynę von Metternich-Sandor, posiadającą majątki w Austrii i na Węgrzech. Odtąd nosił nazwisko von Metternich-Sandor i był obywatelem Austrii i Węgier. W tych też krajach odtąd zamieszkiwał, tam ukończył szkołę średnią i rozpoczął studia wyższe, które przerwała wojna.
Od młodych lat był zainteresowany Polską i jej kulturą, darzył też nasz kraj sporą sympatią. W 1936 r. odwiedził Wawel, Warszawę i Poznań. Polskie zainteresowania i sympatie młodego księcia nie podobały się jego ojcu, który sympatyzował z niemieckim nacjonalizmem.
Przeznaczony do objęcia raciborskiego tronu starszy brat Franciszka Wiktor IV zginął, 18 września 1939 r. w trakcie kampanii wrześniowej. Sam Franciszek Albrecht jesienią 1943 r. został uwięziony w Dachau za sprzeciwienie się niemieckiej polityce na ziemiach polskich i publiczne potępienie Holocaustu.
Uwolniony przez Armię Czerwoną w maju 1945 r. Osiadł początkowo w należącym już do Polski Raciborzu. Doradzał pierwszemu polskiemu prezydentowi Raciborza, lecz partia komunistyczna nie miała zaufania do niemieckiego księcia, więc wkrótce musiał on uciekać z kraju przed represjami. Schronił się pałacu w Bawari – jedynym nie zagarniętym majątku swej rodziny. Tam pielęgnował umierającego ojca, z którym zdążył się pojednać. W listopadzie 1945 r., po śmierci Wiktora III został księciem raciborskim i diukiem korwejskim. Nadal sympatyzował z Polakami i interesował się sprawami polskimi.
Korespondował z prezydentami RP na uchodźstwie: Edwardem hrabią Raczyńskim, Kazimierzem Sabbatem i Ryszardem Kaczorowskim. Z tym ostatnim łączyła go serdeczna przyjaźń.
Po 1989 r. zajął się poprawą stosunków polsko-niemieckich, a także poszerzaniem kontaktów Raciborza z niemieckimi miastami. Za te zasługi Aleksander Kwaśniewski uhonorował go w 2004 roku Złotym Krzyżem Zasługi.
Zrzekł się pretensji do pałacu i majątku w Rudach, który w 1997 roku został przekazany Diecezji Gliwickiej Kościoła Katolickiego i jest obecnie odnawiany, aby stać się diecezjalnym ośrodkiem rekolekcyjno-rekreacyjnym.
Jestem stuprocentowo przekonany, ze ten nietuzinkowy arystokrata zasługuje na naszą pamięć i modlitwę. Tu można zobaczyć zdjęcia z pogrzebu księcia.





