Zespół muzyczny, swarovski, brylanty, witraże, haft

Z księgi mów proroka Etana.

Mowa sto szósta.

O wspaniałej świątyni

 

Jednego razu prorok Etan rzekł uczniom swoim taką rzecz: W czasach daleko przyszłych będzie wiele rzeczy strasznych, ale też wiele wspaniałych. Każdemu cieniowi towarzyszy bowiem blask, a każdemu blaskowi cień, „Co nie ma cienia, istnieć nie ma siły”, jak mawiał pewien Wielki Poeta.

 

Widziałem raz w zachwyceniu piękna i wspaniałą świątynię z owych czasów. Wszystko było w niej wspaniałe. W ołtarzu błyszczały drogie kamienie: brylanty, szmaragdy i rubiny. Na ołtarzu spoczywały śnieżnobiałe jedwabne obrusy, które zdobił wykwintny artystyczny haft. Grał doskonały zespół muzyczny, światło wpadało do środka przez piękne witraże. Był tam nawet Swarovski, choć sam nie wiem, kto to taki.

 

Jednak choć w tej świątyni było bogactw tak wiele, choć były tam zespół muzyczny, Swarovski, brylanty, witraże i haft, to jednak czegoś w niej brakowało, a mianowicie Ducha.

 

Zaprawdę powiadam Wam, biada takiej świątyni, w której są bogactwa, ale w której nie ma ducha.

Jest to tak, jakby dzban był pięknie malowany, ale nie byłoby w nim wina. Jak wino nadaje sens dzbanowi, jak rym nadaje sens wierszowi, tak Duch nadaje sens świątyni.

Reklama Na Blogach

Czy Boziewicz nakłaniał do pojedynków? cz. II

pojedynek

Nieznajomość kodeksu przez Milewskiego najjaskrawiej ujawnia następujący fragment artykułu z „Detektywa”: „Najbardziej nonsensowny był pojedynek porucznika Mieczysława Szamaka z urzędnikiem firmy „Pepege” o nazwisku Kohn. Boziewicz miałby niewątpliwie poważne wątpliwości, czy miał on tzw. zdolność honorową do pojedynku, nawet jeśli duża matura, jeśli ją miał, dawała mu w tym względzie jakieś fory. Ale urzędnik i to o dość jednoznacznie brzmiącym nazwisku!” Nie wiem, czy był to najbardziej nonsensowny pojedynek tamtych czasów, niewątpliwie jest to jednak najbardziej nonsensowny fragment tego artykułu. W rzeczywistości, zgodnie z kodeksem zdolność honorowa Kohna jest więcej niż prawdopodobna. Wedle Boziewicza posiadają ją bowiem następujące kategorie osób:

-wszystkich mężczyzn, którzy ukończyli szkoły średnie

-artystów i innych, którzy mimo braku wykształcenia wyróżniają się inteligencja lub zdolnościami

-osoby zajmujące wybitne stanowiska społeczne, np. parlamentarzystów

-osoby stanu szlacheckiego.

Wystarczyło oczywiście spełnić jeden z tych warunków, gdyż ogólnie rzecz ujmując „osobami honorowymi lub z angielskiego: gentlemanami nazywamy (z wykluczaniem osób duchownych) te osoby płci męskiej, które z powodu wykształcenia, inteligencji osobistej, stanowiska społecznego lub urodzenia wznoszą się ponad zwyczajny poziom uczciwego człowieka.” Jest wielce prawdopodobne, że Kohn, skoro był urzędnikiem, miał maturę, a skoro ją miał, to miał także zdolność honorową, chyba że był duchownym (byli oni wyłączeni spod obowiązków honorowych) lub należał do którejś z kategoryj ludzi pozbawionych zdolności honorowej:

-osoby karane przez sąd państwowy za przestępstwo pochodzące z chciwości zysku lub inne, mogące danego, osobnika poniżyć w opinii ogółu;

-denuncjant i zdrajca;

-tchórz w pojedynku lub na polu bitwy;

-homoseksualista;

-dezerter z armii polskiej;

-nieżądający satysfakcji za ciężką zniewagę, wyrządzoną przez człowieka honorowego;

-przekraczający zasady honorowe w czasie pojedynku lub pertraktacji honorowych;

-odwołujący obrazę na miejscu starcia przed pierwszym złożeniem względnie pierwszą wymianą strzałów;

-przyjmujący utrzymanie od kobiet nie będących jego najbliższymi krewnymi;

-kompromitujący cześć kobiet niedyskrecją;

-notorycznie łamiący słowo honoru;

-zeznający fałsz przed sądem honorowym;

-gospodarz łamiący prawa gościnności przez obrażanie gości we własnym mieszkaniu;

-ten, kto nie broni czci kobiet pod jego opieką pozostających;

-piszący anonimy;

-oszczerca;

-notoryczny alkoholik, o ile w stanie nietrzeźwym popełnia czyny poniżające go w opinii społecznej;

-ten, kto nie płaci w terminie honorowych długów;

-fałszywy gracz w hazardzie;

-lichwiarz i paskarz;

-paszkwilant i członek redakcji pisma paszkwilowego;

-rozszerzający paszkwile;

-szantażysta,

-przywłaszczający sobie nieprawnie tytuły, godności lub odznaczenia;

-obcujący ustawicznie z ludźmi notorycznie niehonorowymi;

-podstępnie napadający (z tyłu, z ukrycia itp.);

-sekundant, który naraził na szwank honor swego klienta;

-stawiający zarzuty przeciw honorowi osoby drugiej i uchylający się od ich podtrzymania przed sądem honorowym.”

Jak widać nie ma w tym wyliczeniu „jednoznacznie brzmiących nazwisk”. Zresztą nazwisko Kohn wcale nie brzmi tak jednoznacznie, jak chce Milewski. Nie precyzuje on, co prawda, czego owa jednoznaczność dotyczy, domyślać się jednak należy, że Milewski wnioskuje z nazwiska o przynależności Kohna do narodu niegdyś wybranego. Jeśliby jednak nawet rzeczony Kohn był potomkiem Izaaka, a do tego wyznawcą religii mojżeszowej, nie pozbawiałoby go to zdolności honorowej, chyba żeby był przy okazji rabinem. Jest jednak mało prawdopodobne, aby jakikolwiek rabin dorabiał sobie jako urzędnik w firmie „Pepege”. Jakby tego było mało, zacytowany fragment artykułu Milewskiego, zawiera grubą nieścisłość nie związaną bezpośrednio z „Polskim Kodeksem Honorowym”. Otóż pisanie o „dużej maturze” w odniesieniu do 1928 roku jest rażącym anachronizmem. Rozróżnienie na małą i dużą maturę powstało w wyniku jędrzejewiczowskiej (nazwanej tak od nazwiska Janusza Jędrzejewicza, ówczesnego Ministra Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego) reformy edukacji, która miała miejsce w 1932 roku.

 

 

Nie twierdzę bynajmniej, że artykuł Milewskiego jest w całości zły i nieprawdziwy. Gdyby nie było w nim wyżej wyszczególnionych błędów, które wszystkie wywodzą się z jednego błędu zasadniczego, a mianowicie nieznajomości dzieła Boziewicza, byłby nawet całkiem niezły. W niektórych bowiem przypadkach Milewski wręcz prostuje powszechne mity, np. zgodnie z prawdą pisze, że Kodeks prawo wyboru broni (a dopuszczalne były, poza nielicznymi przypadkami wyjątkowymi jedynie szable, szpady i pistolety, z tym że szpad używano w Polsce niezwykle rzadko) przyznaje obrażonemu, a więc pozywającemu, choć powszechne jest przekonanie, że miał je pozwany. Prawidłowo też pisze, że pojedynek prowadzono do poważnego zranienia jednego z walczących, uniemożliwiającego mu dalszą walkę. Polski Kodeks Honorowy zabraniał bowiem zarówno pojedynków do pierwszej krwi, jak tez na śmierć i życie. Cenne jest też barwne opisanie pojedynków owych czasów, zwłaszcza tych, w których uczestniczyły znane postacie, takie jak Bolesław Wieniawa-Długoszowski, czy Adolf Nowaczyński. Słusznie też przypomina autor głosy wzywające do napisania nowego kodeksu honorowego, który obywałby się bez krwawych pojedynków. Zresztą taki kodeks wartałoby napisać i dziś, żeby pojęcie honoru nie straciło znaczenia. Jednak zważywszy ogrom błędów i brak rzetelnych tekstów na ten temat w prasie popularnej, trzeba uznać, że artykuł Milewskiego przynosi więcej szkody niż pożytku. Przypisywanie Boziewiczowi odpowiedzialności za falę pojedynków w latach dwudziestych ubiegłego stulecia jest równie irracjonalne, jak przypisywanie autorom ksiąg biblijnych odpowiedzialności za wypadki w Salem, czy reżim Kalwina w Genewie. W rzeczywistości, we wszystkich tych przypadkach zawiniło nie dzieło, czy jego autor, ale błędna tego dzieła recepcja. A tekst Milewskiego tej błędnej recepcji „Polskiego Kodeksu Honorowego” nie tylko nie zwalcza, ale wręcz ją pielęgnuje.

 

(Redakcja miesięcznika „Detektyw” odmówiła publikacji niniejszej polemiki)

 

Czy Boziewicz nakłaniał do pojedynków? cz. I

pojedynek

Są takie książki, o których wszyscy słyszeli, a których praktycznie nikt nie czyta. Wokół tych dzieł narastają mity, dotyczące ich rzekomej zawartości. Do tego rodzaju książek należy bez wątpienia „Polski Kodeks Honorowy” Władysława Boziewicza. Najpopularniejszym spośród mitów dotyczących tego kodeksu jest powszechne przekonanie, że zachęca on do pojedynków i o pojedynkach wyłącznie, czy też prawie wyłącznie traktuje. Mitowi temu najwyraźniej hołduje Stanisław Milewski, autor artykułu „W obronie honoru”, zamieszczonego w lipcowym numerze miesięcznika „Detektyw”. Przedstawia ów tekst falę pojedynków, która przetoczyła się przez Polskę w latach dwudziestych ubiegłego stulecia, jako inspirowaną przedewszystkiem książką Boziewicza.

 

Autor przygotowując ów tekst niewątpliwie bardzo skrupulatnie przestudiował polską prasę z omawianego okresu. Dużo mniej dokładnie zapoznał się jednak z treścią „Polskiego Kodeksu Honorowego”. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że nie czytał on tego dzieła wcale, a zna je wyłącznie z opracowań prasowych. Milewski niedwuznacznie sugeruje, że to Kodeks Boziewicza pchał wojskowych i cywilów do pojedynków. Tymczasem Boziewicz pisze: „Przedmiotem każdej sprawy honorowej jest obraza i jej honorowe zadośćuczynienie. (…) Pojęciem obrazy określamy każdą czynność, gestykulację, słowne, obrazowe lub pisemne wywnętrzenie się, mogące obrazić honor lub miłość własną drugiej osoby, bez względu na zamiar obrażającego. (…) Obrażony gentleman ma prawo i obowiązek zażądać od obraziciela satysfakcji honorowej o ile się rozchodzi o poważniejszą zniewagę – zaś obrażający ma obowiązek dać satysfakcję honorową obrażonemu, o ile pragnie uchodzić za człowieka honorowego. (…) W postępowaniu honorowym znane są następujące rodzaje satysfakcji honorowej:

-wyjaśnienie;

-zaprzeczenie obrazy;

-odwołanie obrazy;

-usprawiedliwienie postępku, tworzącego zniewagę i oświadczenie honorowe;

-przeproszenie;

-pojedynek (vide osobny rozdział);

-jednostronny protokół sekundantów. (…) Sekundanci są zobowiązani nie pominąć żadnej sposobności ani drogi, która by mogła doprowadzić do pokojowego zakończenia sporu. (…) Sekundanci winni pamiętać, iż godność ich jest w pierwszym rzędzie godnością pokojową i dlatego jako przyjaciele mocodawcy, winni wpływać na niego w kierunku złagodzenia jego zapatrywań rozognionych świeżą zniewagą, względnie zajściem.” Jest więc kodeks przedwszystkiem zbiorem wskazówek, jak sprawy honorowe bez pojedynku załatwić, a dopiero w dalszej kolejności, jak się pojedynkować, gdy innego wyjścia nie ma.

 

Projektowanie wnętrz, nieruchomości gdynia, adwokat Warszawa, bhp, uczelnie

Z Księgi mów proroka Etana

Mowa czterdziesta trzecia

O trudnościach z domów budowaniem

 

Onego czasu rzekł Etan Ezrahita, prorok sławny i mędrzec niezrównany uczniom swoim wiernym, wokół zgromadzonym, wiedzy i mądrości z ust Mistrza swego łaknącym:

 

Wiele już o rozmaitych dziwacznych pomysłach ludzi przyszłych mówiłem, a i dzisiaj właśnie o tym mówić będę.

 

Budowanie domu w owych czasach dziwacznych nie będzie takie proste, jak jest obecne. Będzie się z tym wiązało wiele skomplikowanych spraw takich jak obrót nieruchomości Gdynia, bhp, projektowanie wnętrz i inne.

 

Będą nawet specjalne uczelnie, które kształcić będą specjalistów od budowania domów. Uczelnie te będą uczyć takich rzeczy jak obrót nieruchomości Gdynia, bhp, projektowanie wnętrz i inne.

 

Czasami budowa domów opierać się będzie o granice prawa, a nawet je przekraczać, prawo bowiem w owym czasie będzie bardzo skomplikowane i opresyjne. W takim przypadku budującemu będzie potrzebny adwokat Warszawa. Tylko bowiem adwokat Warszawa zdoła uchronić dom przed rozbiórką, a budującego przed karą więzienia.

 

Zaprawdę powiadam wam, ludzie mają niesamowite zdolności komplikowania sobie życia. Z upływem czasu umiejętności ludzkości w tej dziedzinie przyrastać będą szybciej niż w jakiejkolwiek innej. Tak to bowiem jest, ze postępowi koniecznie towarzyszy degeneracja.

Reklama Na Blogach

Mody literackie

dzieła xx WIEKU

Wybitny polski interdyscyplinarny humanista Jan Stanisław Bystroń w swojej książce „Publiczność literacka” przytacza następujący sąd Tadeusza Boya-Żeleńskiego na temat trwałości mód literackich i przekonań powszechnych tyczących się genialności takich czy innych dzieł lub twórców, ze mianowicie w młodości swojej czytał wszystko:

 

co szanujący się ówczesny inteligent czytać powinien: Stirnera, Nietzschego, Schoppenhauera i Spinozę, o mało że nie Kanta, drugą część Fau­sta (właśnie drugą), Ibsena i Björnsona, Brandesa i Nordaua (sy git!), Garborga i Strindberga, Gorkiego i Andrejewa, d’Annunzia i Maeterlincka – wreszcie wszystką modernę, najnowsze prądy, wszystkie izmy od jednego bieguna kuli ziemskiej do drugiego. Nie byłem zresztą wówczas literatem, ani śniło mi się, że nim kie­dyś będę; ot, ładowałem w siebie klasyczny bigos polskiego mło­dzieńca w pogoni za światopoglądem”.

 

Bystroń opatrzył ów sąd następującym komentarzem:

Jak to się wszystko zmie­niło! O Garborgu można w ogóle nie wiedzieć, Brandesa i Nor­daua można wzmiankować z lekceważeniem, Stirnera pozostawia się uczonym historykom idei, na temat drugiej części Fausta się nie dyskutuje, d’Annunzia i Maeterlincka wypada znać, ale nie można się nimi zachwycać. Klasyczny bigos pozostał, ale składniki uległy zmianie; dzisiaj w skład tej osobliwej mieszaniny, obowiązującej towarzyskiej wchodzi Pirandello, Paul Valery, Celine, Galsworthy, Th. Mann, Dreiser, ale i to szybko ulega zmianie.”

 

Dostrzegł więc Bystroń zmianę, która zresztą wydaje sie być dosyć oczywistą, jednak nie zwrócił uwagi na coś innego. Owszem, większość nazwisk z owego swoistego kanonu znika po kilku latach, ale są tez takie, które pozostają w nim na dziesięciolecia, albo i na dłużej. Paradoksalnie, ciekawe świadectwo tego zjawiska wpadło w moje ręce w ścisłym związku z Bystroniem. Niedawno kupiłem egzemplarz innej jego książki, ciekawego dziełka „Człowiek i książka”, o ile mi wiadomo po wojnie nie wznawianego, wydanie , które nabyłem pochodziło z lat XXX ubiegłego stulecia. Razem z książką otrzymałem strzęp jej obwoluty, zawierający reklamę serii wydawniczej „Dzieła XX wieku”. Reklama tejże serii, która, zdaniem wydawców „zamknęła dorobek przodujących piór literatury światowej”, zawierała spis nazwisk autorów, których dzieła w niej opublikowano. Były to nazwiska następujące: Bernanos, Buck, Byrne, Dos Passos, Erskine, Galsworthy, Gide, Giradoux, Hemingway, Hesse Herman, Huxley, Joyce, Kaden Bandrowski, Klabund, Malraux, Mann Tomasz, Maurois, Montherlant, Morand, Remarque, Russel, Roth, Sinclair, Undset, Zweig Arnold.

 

Są na tej liście tacy pisarze, których nazwiska są znane tylko fachowcom. Są tacy, o których większość oczytanych ludzi coś tam wie, ale mało kto czyta ich książki. Ale są też tacy, którzy nadal należą do lektur obowiązkowych ludzi wykształconych. Można mieć pewność pewność, że Tomasz Mann, Herman Hesse, czy Ernest Hemingway będą nadal powszechnie czytani za sto, a może nawet za dwieście lat. To że zostali uznani za przodujące pióra już jako początkujący pisarze oraz to, że opinia ta nie została podważona przez następne siedemdziesiąt lat, dowodzi, ze prawdziwy talent szybko zostaje rozpoznany.

Folia, armatura przemysłowa, multimetry, sauny, fotele

Z Księgi mów proroka Etana

Mowa sto trzecia

O foliach, saunach i innych dziwactwach

 

Onego czasu rzekł Etan Ezrahita, prorok sławny i mędrzec niezrównany uczniom swoim wiernym, wokół zgromadzonym, wiedzy i mądrości z ust Mistrza swego łaknącym:

 

Wiele już o rozmaitych dziwacznych pomysłach ludzi przyszłych mówiłem, a i dzisiaj właśnie o tym mówić będę.

 

Lubować się ludzie w czasach przyszłych będą w wyszukanych meblach, takich na przykład, jak fotele. Można je będzie kupić nawet z dowozem do domu. Kiedy się kupować będzie fotele z dowozem będą one owinięte w dziwaczny materiał, który sie zwie folia.

 

Folia służyć też będzie służyć do pakowania innych rzeczy, takich jak armatura przemysłowa. Co to jest armatura przemysłowa, tego wam tłumaczyć nie będę, bo i tak byście tego nie zrozumieli.

 

Nie będę też wam tłumaczyć, co to są multimetry, bo sam dobrze nie wiem, co to są te multimetry.

 

Pytacie, czy w owych czasach będą jakieś rzeczy, które i nam są znane? Owszem, będą, ale najczęściej w formie bardzo zdziwaczałej. Tak na przykład będzie z łaźniami. Będą też łaźnie takie, jak my znamy, ale będą też łaźnie bardzo dziwaczne, które się zwać będą sauny. Sauny to takie łaźnie, w których ludzie myć się będą nie wodą, ale gorącą parą.

 

Zaprawdę powiadam wam, sauny te przyniosą więcej złego niż dobrego.

Reklama Na Blogach

Dies irae cz. II

Przekład Jana Białobłockiego:

 

Dzień on boży, dzień on grozy/ W popiół świat ogniem położy/ Tak Dawid z Sybillą wroży.

Jakiej tam dzień będzie trwogi,/ Kiedy przyjdzie Sędzia srogi,/ Wybada wszytko bez folgi.

 

Trąba dźwięku przedziwnego/ Po grobach świata wszytkiego/ Zbierze wszytkich przed tron jego.

Śmierć się z przyrodzeniem zdziwi,/ Gdy umarli wstaną żywi,/ Przed sąd na sprawę lękliwi.

 

Z księgą wniosą pismo ono, / W którym wszytko jest zamkniono,/ Z czego by świat osądzono.

Sędzia tedy gdy zasiędzie,/ Skryte rzeczy zjawi wszędzie,/ Nic bez karania nie będzie.

 

Cóż tam pocznę, człek strapiony, / Kogo sproszę do obrony,/ Gdzie ledwie święty zbawiony?

Królu strasznej wielmożności,/ Ty ludzi zbawiasz z litości,/ Zbaw mię, źrzódło łaskawości!

 

Racz pomnieć, mój Jezu drogi,/ Żem przyczyną twojej drogi,/ Nie stracaj mię w on dzień srogi.

Szukałeś mię aż do mdlenia,/ Umarłeś dla odkupienia,/ Nie chciej takich prac zniszczenia.

 

Sędzio w zemście sprawiedliwy,/ Odpuść mój grzech nieszczęśliwy,/ Nim przyjdzie liczby dzień ckliwy.

Wzdycham jako obwiniony,/ Wzrok mój wstydem zapłoniony,/ Patrz, Boże, na głos zniżony!

 

Ty Maryję rozgrzeszyłeś/ I łotrowi odpuściłeś;/ I mnie duszność zostawiłeś.

Niegodneć są prośby moje,/ Lecz ty spraw przez dobroć twoję,/ Żebym nie wszedł w wieczne znoje.

 

Daj miejsce między owcami, / Nie racz mię łączyć z kozłami, / Staw w prawej stronie z sługami.

Zhańbiwszy gromem przeklętych,/ Na pożar ognistych wziętych,/ Racz mię przywołać do świętych.

 

Proszę w pokornym zniżeniu, / Serce na popiół w strudzeniu,/ Miej pieczę o mym skończeniu.

Dzień on szczere opłakanie,/ Ktorego z prochu powstanie/ Przed sąd straszny człowiek winny.

 

Zbawże go, Boże jedyny, / Panie Jezusie wdzięczny, / Racz im daj pokój wieczny. Amen.

 

Na koniec, jak zwykle parę nagrań z Youtube:

 

Dies iræ gregoriańskie  z płyty Ego sum ressurectio z 1994

Dies iræ Mozarta w wykonaniu nieznanym

Dies iræ Verdiego pod dyrekcja zubina Mehty

Dies iræ  Gabriela Faure w wykonaniu Chóru Teatru San Carlo 

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij