Jutro, w piątek 23 kwietnia, o godzinie 21.30 w telewizji Religia TV ukaże się audycja Rozmównica z moim udziałem, w ramach promocji mojej książki Religie w Polsce. Zapraszam do oglądania.
Mieszkania, nieruchomości Bydgoszcz, dekoracja wnętrz, balony, wagi, okna dachowe
Przegnawszy Muralisa Expertusa, Biberiusz jął się intensywnie zastanawiać co dalej począć. Z jednej strony z takim bufonem i megalomanem nie ma się co zadawać, ale z drugiej strony remont Koźlego Zamku przeprowadzić trzeba. Tak źle i owak nie za dobrze. Z kłopotu wybawił księcia ojciec Kalikst, który wszedł do komnaty i rzekł, że zasłyszał na mieście, iż w okolicy przebywa Ekstrawagantus z Bydgoszczy, słynny w całym Wielkim Królestwie mistrz sztuki budowlanej. Słysząc te wieści, Biberiusz bardzo się ucieszył, bowiem imię Extrawagantusa nie było mu obce.
Od razu zaprosił architekta na zamek, ten zaś zaproszenie ochoczo przyjął. Przybywszy zwiedził gmach cały, następnie zaś ozwał się tymi słowy:
– Bardzo lubię takie gmaszyska. Nie zawsze jednak mogłem się nimi zajmować. Gdy byłem początkującym architektem nie miałem swobody wybierania zleceń. Musiałem projektować nieruchomości Bydgoszcz i mieszkania Bydgoszcz, bo niczego innego mi nie zlecano. Nieruchomości Bydgoszcz i mieszkania Bydgosz niebywale mnie nudziły, no ale z czegoś żyć przecież trzeba. Na szczęście rychło doszedłem do jako takiej sławy i mogłem się przerzucić na zamki. Ja wprost uwielbiam przebudowywać stare zamki. Szczególnie lubię montować w nich okna dachowe. Można powiedzieć, że okna dachowe to poniekąd mój znak firmowy. Jeśli kiedy, Mości Książę, ujrzycie na jakimś zamku okna dachowe, możecie być prawie pewni, że przyłożyła się do tego moja ręka. Ale oczywiście nie samymi tylko oknami się zajmuję. Wykonuję kompleksowe remonty zamków, pałaców i dworów. Również dekoracja wnętrz nie jest mi obca. Co więcej dekoracja wnętrz wielką mi sprzwia satysfakcję. Stosuję przy tem nieco ekstrawaganckie, nomen omen, metody. Dla przykładu często w swej pracy wykorzystuję wagi i balony.
– Wagi i balony? A jakież one mają zastosowanie w sztuce mularskiej? – zdumiał się Biberiusz. -Wagi służą mi do wyważania doskonałych proporcyj, a balony do wynoszenia różnych przedmiotów na znaczne wysokości.
-Mnie najbardziej interesuje, jak to Waść czynisz, że Waści balony tak pięknie unoszą sie w powietrzu.
-A to mój pomysł, z którego jestem dumny. Balony unosza się, gdyż są wypełnione wodorodem, gazem lżejszym od powietrza, wynalezionym przez alchemika Atanoriusza.
-Aaa, ja dobrze znam Atanoriusza, kiedyś blisko współpracowaliśmy, a może nawet przyjaźniliśmy się. Atanoriusz to wielki geniusz, ale nieco szalony.
-Wasza Książęca Mość, pozwolę sobie zauważyć, że każdy prawdziwy geniusz jest zarazem szaleńcem, choć nie każdy oczywiście szaleniec jest geniuszem.
-Oczywiście, oczywiście, bardzoś trafnie to Waść ujął.
-Muszę jeszcze nadmienić, ze z wodorodem jest jeden mały, tyci tyci problemik.
-Jaki problemik, Mistrzu?
-Wodoród w zetknięciu z powietrzem wybucha. Toteż, gdy balon jest nieszczelny lub się uszkodzi, mamy małą eksplozyjkę.
-Aaa to całkiem ciekawe. Eksplozyjka by nie zaszkodziła, mogłaby nudę rozproszyć. Myślę, że się dogadamy.
-I ja tak samo myślę, Wasza Miłość.
Biberiusz chętnie zatrudnił Extrawagantusa, bo lubił ludzi z fantazją. Był też zadowolony z efektów przebudowy zamku. Trochę był tylko zawiedziony tym, że się żadna eksplozyjka przy remoncie nie zdarzyła. No ale w życiu nie można mieć wszystkiego, czego sie pragnie.
Ubezpieczenia, Rozwód kościelny, Tłumaczenia rosyjski, odzież ciążowa, erp
Ubezpieczenia, Rozwód kościelny, Tłumaczenia rosyjski, odzież ciążowa, erp- jak można powiązać ze sobą te tak rózne pojęcia? Jest to nie lada zadanie nawet dla osoby z tek bujną wyobraźnią, jak ja. Powiązania proste tu nie pomagają. Część z tych pojęc odnosi się do usług: Ubezpieczenia, Rozwód kościelny, Tłumaczenia rosyjski. Ale już erp trudno podciągnąć po pojęcie usług, a odzież ciążowa to nie usługa, a towar. Część z tych pojęć odnosi się do nieporozumień. Nie ma przecież czegoś takiego, jak rozwód koscielny, przynajmniej w Kościele Katolickim, czegoś takiego jak rozwód kościelny. Nie ma nawet czegoś takiego, jak unieważnienie małżeństwa, które to pojęcie jest nagminnie używane. Ważnie zawartego małżeństwa kościelnego unieważnić się nie da. Może je w dwóch niezmiernie rzadkich przypadkach ( matrimonium non consummatum i Privilegium Pauli) rozwiązać papież, ale rozwiązanie, to nie unieważnienie. Rozwodem kościelnym, czy unieważnieniem małżeństwa nazywa się powszechnie proces stwierdzenia nieważności małżeństwa, które od początku było nieważne, miało tylko pozór ważności. Nieporozumieniem jest też termin „tłumaczenia rosyjski”, gdyż jest ono niegramatyczne, jest więc gwałtem na języku polskim. Ubezpieczenia i erp też są w pewnym sensie ubazpieczeniem, gdyż niektórym wydają się one panaceami na wszelkie bolączki, a takim nie są. Nie można jednak uznać za nieporozumienie odzieży ciążowej.
A więc nie usługi i nie nieporozumienie sa wampeterem tego karassu. Co więc nim jest? Co jest, nie wiem, wiem jednak, co być może. A może nim być nadzwyczajna sytuacja. Wszystkie te usługi i towary mają zastosowanie w nadzwyczajnej sytuacji. Nie na co dzień potrzebujemy tłumaczeń z rosyjskiego, a tym bardziej, rozwodów, kościelnych, czy innych, których zresztą znakomita większość z nas nie potrzebuje wcale. Odzież ciążowa potrzebna jest tylko w czasie ciąży, która też jest poniekąd sytuacją nadzwyczajną. Ubezpieczenie jest po to, aby przed skutkami pewnych sytuacyj nadzwyczajnych chronić. Wydawać by się mogło, że erp może się przydać również w sytuacji zwyczajnej. Tak się jednak tylko wydaje. Nadużywanie erp i podobnych metod przynosi pracodawcom więcej szkody niz pożytku.
Wielki Post i Wielkanoc
Od Popielca do Wielkiego Tygodnia prowadziłem blog zatytułowany Prawdziwy Wielki Post. Niestety, z powodu niedostatku czasu, prowadziłem go z mniejszym rozmachem niż planowałem i dużo mniejszym niż analogiczny blog bożonarodzeniowy. Na blogu wielkopostnym nie pojawił się żaden tekst nowy, specjalnie nań napisany. Wszystkie wpisy były przedrukami z Kultury Okiem Svetomira z lat poprzednich. Nie uniknąłem też paru małych wpadek edycyjnych. Stworzyłem więc raczej zalążek bloga, aniżeli blog pełnokrwisty. Nie ma się tedy co dziwić, że nie osiągnął on sukcesu poprzednika. Złożyło się zresztą na ten słabszy wynik kilka czynników. Oprócz niższej jakości bloga znaczenie miała także znaczenie bardziej niszowa jego tematyka i słabsza promocja. Jednak nie zamierzam z tego bloga rezygnować, głównie dlatego, że jest on integralną częścią większej całości. W przyszłym roku uzupełnię go nowymi tekstami.
Na wspomnianą wyżej większą całość składają się trzy blogi: Prawdziwe Boże Narodzenie, Prawdziwy Wielki Post i Prawdziwa Wielka Noc. Ten ostatni wystartował w nocy z Wielkiego Piątku na Wielką Sobotę. Już teraz wiadomo, że rozmachem nie dorówna pierwszemu, ale przewyższy drugi. Pojawi się na nim w tym roku nie mniej niż trzydzieści wpisów, w tym co najmniej jedna trzecia nowych. Mam nadzieję, że nowy blog zdobędzie sobie jakieś grono czytelników.
O sobie samym po raz drugi
Ostatni tekst o sobie pisałem trzy lata temu. Trzy lata, to wiele czasu. Przez ten czas wiele sie zmieniło. Najpierw więc o tym, co sie nie zmieniło. Urodziłem się w 1975 roku w Rybniku i od kilku lat znów mieszkam w tym mieście. Jestem farmaceutą (Śląska Akademia Medyczna, Sosnowiec, 1999) i antropologiem kulturowym (Uniwersytet Śląski, Cieszyn, 2004). Pracuję jako kierownik Apteki z + w Wodzisławiu Śląskim, dorabiam sobie jako niezależny, prawicowy niezależny publicysta. Jestem autorem książki „Religie w Polsce” (Księży Młyn, Łódź, 2010). W planach i w przygotowaniu mam kilka kolejnych książek z różnych gatunków. Publikuję w licznych czasopismach, m. in. W „Najwyższym Czasie”, Opcji na Prawo” i „ALBOalbo”. Prowadzę kilka blogów, m. in.: Kultura Okiem Svetomira, TFUrczość Svetomira, Rybnik i okolice w obiektywie komórki, Polityka Okiem Svetomira. Jestem żonaty, mam dwoje dzieci: syneczka urodzonego w 2005 i córeczkę urodzoną w 2009. Zarówno w kwestiach religii, jak i polityki moje poglądy uznać można za zdecydowanie konserwatywne.
Frère Jacques

Pieśń Frère Jacques znana w Polsce jako Panie Janie to, wbrew pozorom, nie współczesna dziecięca piosenka, a utwór o bardzo ciekawej, sięgającej głębokiego średniowiecza, historii. Wszyscy ją znają, a mało kto wie, że jej początki są związane z pielgrzymkami do grobu Apostoła Jakuba w Santiago de Compostella. O tym, jaki te pielgrzymki wywarły wpływ na europejską kulturę, pisało już wielu autorów, a w tej liczbie słynny brazylijski powieściopisarz Paweł Coelho. Nie będę się więc rozpisywał i skupię się na samej pieśni. Powstała ona w XV wieku, prawdopodobnie w celu wyśmiania tych pątników, którzy mieli problemy z porannym wstawaniem. Prawdopodobnie oryginalna była wersja łacińska:
Quare dormis, o Iacobe,
Etiam nunc, etiam nunc?
||: Resonant campanae, :||
Din din dan, din din dan.
Pieśń ta jest przełożona na setki języków, ale powszechnie na całym swiecie jest wykonywana wersja francuska:
Frère Jacques, Frère Jacques
Dormez-vous, dormez-vous?
||: Sonnez les matines, :||
Ding ding dong, ding ding dong.
Wersja polska jest wspomnaine już :
Panie Janie! Panie Janie!
Rano wstań! Rano wstań!
||: Wszystkie dzwony biją, :||
Bim, bam, bom, bim, bam, bom.
Można to uzupełnić o fonetyczne spolszczenie wersji francuskiej, którego dokonaliśmy ja i mój synek Pawełek:
Cztery żabki, cztery żabki,
Domki dwa, domki dwa.
Czy sie w nich zmieścicie?
Czy się w nich zmieścicie?
Bim bam bom
Bim bam bom
I swobodna kontynuacje tego spolszczenia, również naszego autorstwa:
Baba Jaga, Baba Jaga
Domek ma, domek ma
Lecz wy tam nie idźcie, lecz wy tam nie idźcie
Bim bam bom
Bim bam bom
Oczywiście taka trzyzwrotkowa wersja nie ma już w ogóle pątniczego kontekstu i jest po prostu piosenka dziecięcą.
Frère Jacques ma żywy wpływ na popkulturę ,nie tylko w dziale dziecięcym ,ale też ogólnomuzycznym. Poniżej kilka nagrań zgoła nie dziecięcych.
Frère Jacques niejakiego Paslaya
Frère Jacques w wersji rockowej
Frère Jacques jako piosenka rerezentujaca Luksemburg w ESC w 1977
Frère Jacques na ukulele
Drzwi przeciwpożarowe, dachy, meble łazienkowe, stal, podnośniki Warszawa, piły
Pewnego razu Biberiusz postanowił przeprowadzic gruntowny remont i modernizacje Kożlego Zamku. W celu przeprwowadzenia tego wielkiego przedsiewziecia, sprowadził na zamek znanego w całej okolicy mistrza budowlanego Muralisa Expertusa. Ten przyjechał, ale dopiero wtedy, kiedy otrzymał zadatek, bardzo bowiem cenił swój czas. A gdy już przybył do zamku, ozwał się do ksiecia tymi słowy:
-Wasza Miłość! Rzecz to znana, proszę Mości pan, żem jest największym eskspertem budowlanym w całej bliższej i dalszej okolicy, a może nawet w całym Wielkim Królestwie. Świadczy o tym dobitnie choćby moje imionisko. Oferuje między innymi drzwi przeciwpożarowe, dachy, meble łazienkowe, stal, podnośniki Warszawa, piły.
-Drzwi przeciwpożarowe, dachy, meble łazienkowe, stal, piły to wszystko pięknie, ale cóz tu robia te podnosniki Warszawa. Któż to jest, lub był ów Warszaw?
-Niee mam pojęcia, kto to jest, lub był ów Warszaw, anie w ogóle, cy istniej bądź istniał jakiś Warszaw. Po prostu wszyscy tak mówia, to i ja tak mówie.
-Skoro pan mówwisz, sam pan nie wiesz i nie rozumiesz co, to Pan jesteś dupa, a nie fachowiec, ja zas potrzebuje fachowca, niekoniecznie sławnego, za to koniecznie rzetelnego i wiedzącego, co mówi i corobi. Żegnam Pana, Panie Dupo.
Księżniczka i żaba

Disneyowska bajka filmowa Księżniczka i żaba, której polska premiera odbyła się z początkiem bieżącego roku, jest produkcją na wskroś postmodernistyczną.
Cała fabuła tej bajki zasadniczo się różni od ludowego oryginału. Tytułowa księżniczka nie jest prawdziwą księżniczką, ale przebraną na użytek balu kostiumowego czarną kelnerką. Akcja filmu dzieje się nie w jakimś baśniowym królestwie, dawno, dawno temu, a w Nowym Orleanie, mniej więcej w pierwszej połowie ubiegłego stulecia. No i żeby inwersja bajki w modernistyczną antybajkę była pełna, pocałunek nie przywraca księciu ludzkiej postaci, lecz przeciwnie i dziewczynę w żabę obraca.
Jak to często z dziełami postmodernistycznymi bywa, film ten jest nie tylko opowieścią, ale także światopoglądowym traktatem, pełnym rozmaitych idej. Jest tu więc idea, że śmierć jest początkiem nowego życia, a miłość jest silniejsza od śmierci. Jest też idea, że magia (konkretnie voo doo, które jest wyjątkowo rozplenione w Nowym Orleanie) jest złem, a jej uprawianie prowadzi do niechybnej zguby, zresztą miłość jest silniejsza także i od magii. Jest w końcu idea, wspólna zresztą dla wielu amerykańskich pełnometrażowych kreskówek, że jeżeli się czegoś naprawfę chce, to można to osiągnąć, nie wystarczy jednak tylko chcieć, trzeba także działać. Może są to prawdy banalne, ale niezwykle ważne dla edukacji młodego pokolenia.
Warto też zauważyć, że ta antybajka, chociaż ma Murzynkę za główną bohaterkę, nie wykazuje jakiegoś wyraźnego lewoskrętu. Wręcz przeciwnie, jako droga do sukcesu jest tu przedstawione połączenie pomysłowości i pracowitości, a więc rozwiązanie typowo kapitalistyczne
Opiekunki, ogrody Warszawa, zabawki edukacyjne, sprzęt sportowy, obozy, studia podyplomow
Pojechał razu jednego Biberiusz Łysy, pan na Kożlim Zamku i najbliższej okolicy, a niegdys najpotęzniejszy pretendent do tronu Wielkiego Królestwa, w towarzystwie kapelana swego, ojca kaliksta, niegdyś zarcykapłoana jednej ze swiątyn Wiecznego Ognia i kilku służacych, do miasteczka pewnego, w którym jeszcze nigdy dotad nie bywał. Postanowił więc przejsc się wieczorową porą ulicami owego miasteczka, aby poznać jego osobliwości. Poszedł na owoą przechadzke jedynie w towarzystwie kapelana, służacych niechawszy w gospodzie. Szli więc owymi ulicami i mijali karmy rozmaite, różnorodnymi szyldami upstrzone. A szyldy owe głosiły:
„Opiekunki”, „Ogrody Warszawa”, ”Zabawki edukacyjne”, Sprzęt sportowy”, „obozy”, „studia podyplomowe” Opiekunki, zabawki edukacyjne, sprzęt sportowy, obozy, studia podyplomowe cos tam księciu mówiły, ale ogrody Warszawaq nie mówiły mu nic, nie miał bowiem zielonego pojęcia, kim mógłby być ów Warszaw. Biberiusz zapytał więc ojca kalikta o owego tajemniczego Warszawa, ale i on nic o nim nie wiedział. Toteż zafgadka pozostała nierozwiązaną, co wprawiło wędrowców w głebokie przygnębienie. Aby się owego przygnębienia pozbyć, udali się do pobliskiego zamtuza. Tam przy piwie i dziewkach przygnębienia się pozbyli, nabawiwszy się jednak w zamian trypra, bo miasteczko było liche, a zamtuz podły.
Humanistyka z marketowego koszyka – Koniec dziećiństwa
W poprzednim wpisie z niniejszego cyklu omówiłem powieść Orsona S. Carda Gra Endera. Dziś chciałbym pozostać przy SF i napisać co nieco o książce Artura C. Clarke’a Koniec dziecińswa. Treść tej książki jest w zasadzie nieistotna, ważniejszym zda mi się, że autor raczy nas kilkoma proroctwami, z których część okazała się trafna, część zaś zupełnie chybiona.
Trafnie autor przewidział zjednoczenie Europy w jeden quasipaństwowy organizm. W kwestiach pozapolitycznych jednak nie poszło mu już tak dobrze. Prorokował na przykład, że po wynalezieniu stuprocentowo pewnego środka antykoncepcyjnego i stuprocentowo pewnej metody ustalania ojcowstwa, zapanuje na całym świecie totalna swoboda seksualna. No cóż, pewne ustalanie ojcowstwa już mamy, pewną antykoncepcję prawie, ale swoboda seksualna, choć większa niż w purytańskim XIX stuleciu, daleka jest od tej, jaka panowała w niektórych dawnych epokach i kulturach. Być może Clarke nie uwzględnił po prostu trzeciego czynnika praktycznego, mającego wpływ na kształtowanie się norm moralności seksualnej, a mianowicie istnienia śmiertelnych, a zarazem nieuleczalnych chorób przenoszonych drogą płciową. Trzeba bowiem pamiętać, że to epidemia kiły zaostrzyła te normy w Europie w XVIII stuleciu. Nie można też jednak wykluczyć, że poza czynnikami praktycznymi, także inne wpływają znacząco na kształtowanie się wspomnianych norm.
Grubszą pomyłkę popełnił Clarke w kwestii religii. Uznał, że zapoznanie się ludzi, za pomocą wyrafinowanych środków technologicznych z dokładną historią powstania poszczególnych religij, doprowadzi do całkowitego upadku wszystkich systemów religijnych. Co prawda tego akurat nie jesteśmy jeszcze w stanie zweryfikować empirycznie, ale to, co wiemy o społecznych i psychologicznych funkcjach religii, pozwala nam z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością stwierdzić, że twierdzenia Clarke’a w tej materii są piramidalnymi bzdurami. Autor nie bierze bowiem pod uwagę tego, że religie rzeczywiście zaspokajają istotne potrzeby jednostek i społeczeństw, nie tylko zresztą ściśle religijne, ale także odnoszące się do przynależności, bezpieczeństwa i samorealizacji.
Widać więc wyraźnie, że powieści SF pełnią także funkcje poważnych analiz, może nie naukowych, ale na pewno publicystycznych, z których tezami można się zgadzać lub polemizować.