Zioła mogą szkodzić, ale brednie Gazety Wyborczej szkodzą bardziej

 sambucus

„Gazecie Wyborczej” nie można wierzyć nawet wtedy, gdy pisze o ziołach. W piątek ósmego lipca bieżącego roku ukazał się w niej artykuł Ireny Cieślińskiej zatytułowany „Zioła – jak leczą, to leczą”. Opiera się on o jak najsłuszniejsza tezę, że zioła nie tylko leczą, ale też mogą szkodzić i to poważnie. Autorka dowodzi jednak owej tezy w sposób, delikatnie mówiąc, daleki od doskonałości. Artykuł bowiem roi się od poważnych błędów.

 

Już w pierwszym zdaniu, tam gdzie powinien być kozłek lekarski pojawia się jakiś nieznany botanice kozłak. No, ale to jeszcze można uznać za niegroźną i niewinną literówkę. Kiedy jednak autorka przytacza za anonimową i mało wiarygodną strona zielnik biz, ściągając zresztą jak leci i nie podając źródła, listę potencjalnie szkodliwych ziół nie tylko wymienia kolejne gatunki nieznane nauce (tutek czarny i paprotka słodka), ale także cały szereg roślin trujących, których od dziesiątków lat nie stosuje się ani w medycynie akademickiej, ani w ludowej (szalej, tojad). To już są błędy znacznie poważniejsze. W przypadku owego tutka, zapewne chodzi o lulka czarnego, stosowanego zresztą w lecznictwie tylko w postaciach wysokoprzetworzonych, przypadek paprotki słodkiej jest trudniejszy do rozszyfrowania, mogłoby bowiem chodzić o paprykę słodka, gdyby nie to, że jest ona warzywem i zalecenie unikania jej samodzielnego zbioru jest absurdalne. Korzystanie z takich źródeł jak wspomniana strona wymaga rozwagi i sprawdzenia danych w poważniejszych opracowaniach, na przykład w książkach naukowych, czego autorka najwyraźniej zaniedbała. Jak widać ściąganie nie popłaca, nie tylko w szkole, ale także w pracy dziennikarskiej.

 

Sporo błędów zawiera też umieszczona pod właściwym tekstem tabelka z działaniami niepożądanymi popularnych ziół. Niegotowane owoce bzu czarnego, wbrew temu, co napisała Irena Cieślińska, nie są trujące, o ile tylko są w pełni dojrzałe i nie spożyje się ich bardzo dużo. Zjedzenie dużej ilości może wywołać łagodne przeczyszczenie, zaś owoców niedojrzałych poważniejsze zatrucie z wymiotami. Trzeba jednak pamiętać, że w dużych ilościach szkodliwy jest każdy produkt spożywczy, nie tylko owoc bzu. „Wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną, bo tylko dawka czyni truciznę” powiadał Paracelsus i maksyma ta, pomimo upływu setek lat, nic nie straciła ze swojej aktualności. Tego jednak, co w zazwyczaj spożywanych ilościach nie szkodzi, a tak jest z dojrzałymi owocami czarnego bzu, nie uznaje się za trujące. Niektórzy autorzy uznają te owoce za niejadalne, po części z powodu owych właściwości rozwalniających, po części zaś z powodu specyficznego smaku. Niejadalne to zdecydowanie nie to samo, co trujące. Nawet jednak jeśli uznajemy je za niejadalne, dotyczy to owoców surowych, nie zaś niegotowanych. Suszone w wysokiej temperaturze, smażone, czy zapiekane również są bez zastrzeżeń jadalne, choć niewątpliwie nie są ugotowane. Wbrew twierdzeniom autorki, zarówno kwiaty, jak i owoce głogu (w tekście nie sprecyzowano, o który surowiec chodzi) obniżają ciśnienie krwi łagodnie, nie zaś silnie i nie trzeba ich stosować pod nadzorem lekarza. Wręcz przeciwnie, wszystkie naukowe źródła są zgodne, że nawet długotrwałe ich stosowanie nie wiąże się z poważniejszymi działaniami ubocznymi, można je więc uznać, za bardzo bezpieczne. Warto przy tem zauważyć, że owoc głogu jest również surowcem spożywczym. Nawoływanie do kontroli lekarskiej nad spożywaniem głogowego dżemu, czy wina jest całkowicie pozbawione jakiegokolwiek sensu.

 

Błędów w rzeczonym tekście jest jeszcze dużo więcej, nie ma jednak żadnej potrzeby zanudzania czytelnika ich szczegółową analizą. Te, które wymieniono wyżej wystarczają do stwierdzenia, że omawiany artykuł, mimo niewątpliwie szlachetnych intencyj autorki jest, z powodu jej ewidentnych braków wiedzy w przedmiotowym zakresie, pozbawiony większej wartości. Niestety nie koniec na tym, może on bowiem być także poważnie szkodliwy. Szkodzić może dwutorowo. Po pierwsze, osoby sceptyczne wobec ziół mogą utwierdzić się i zradykalizować w swoim sceptycyzmie, wielu pacjentów może też porzucić stosowanie pożytecznych dla nich surowców, na przykład owoców bzu i głogu, na skutek nieprawdziwych informacji o ich toksyczności czy szkodliwości. Z drugiej strony entuzjastyczni zwolennicy ziół mogą uznać, że skoro w artykule o potencjalnej szkodliwości leków roślinnych są tak poważne błędy (a większość z nich te błędy wychwyci, wie bowiem o ziołach więcej niż redaktor Cieślińska), to i sama teza o możliwej szkodliwości tego typu specyfików jest błędna. To zaś skutkować może zaniechaniem przez te osoby jakichkolwiek środków ostrożności przy terapiach ziołowych i na przykład zażywanie różnych podejrzanych specyfików niewiadomego pochodzenia. Obydwie te skrajne postawy, mogące się uaktywnić pod wpływem tak bałamutnego artykułu, stanowią poważne zagrożenie zdrowotne. Takie szkodliwe teksty w poważnej prasie nie powinny się ukazywać. Powszechnie jednak wiadomo, że „Gazeta Wyborcza” do poważnej prasy się nie zalicza.

Podyplomowe Studia Etnomuzykologiczne

uniwersytet

Podyplomowe Studia Etnomuzykologiczne

Instytut Muzykologii Uniwersytetu Warszawskiego

Instytut Muzykologii Uniwersytetu Warszawskiego w chwili obecnej skupia najliczniejsze środowisko etnomuzykologów w Polsce. Na stałe pracują tu:
prof. dr hab. Sławomira Żerańska-Kominek, dr hab. prof. UW Piotr Dahlig,
dr hab. prof. UW Anna Gruszczyńska-Ziółkowska, dr Tomasz Nowak, mgr Dawid Martin.
Z Instytutem współpracują prof. dr hab. Anna Czekanowska-Kuklińska, dr Weronika Grozdew, mgr Jacek Jackowski. W tej placówce wykształciła się większość polskich etnomuzykologów znanych z instytucji nauki i kultury oraz publicystyki. Dziś Instytut Muzykologii UW zaprasza wszystkich tych, którzy nie mieli możliwości kształcić się w zakresie etnomuzykologii na studiach stacjonarnych.

 

1. Kogo zapraszamy?

 

Serdecznie zapraszamy animatorów i twórców kultury, nauczycieli szkół muzycznych i powszechnych, instruktorów zespołów ludowych i folklorystycznych, redaktorów muzycznych oraz wszystkich zainteresowanych muzyką etniczną.

 

2. Czego nauczamy?

 

Szczególne miejsce w programie studiów zajmuje polski folklor muzyczny, uzupełniony wiedzą z zakresu dziejów polskiej folklorystyki i instrumentologii. Studia mają także za zadanie ogólnie wprowadzić słuchaczy w zagadnienia będące przedmiotem badań antropologii muzyki i etnochoreologii. Przewidziane są również zajęcia o charakterze praktyczno-warsztatowym, których celem jest przysposobienie słuchaczy do praktycznej działalności muzycznej z wykorzystaniem muzyki etnicznej.

 

3. Co dają studia absolwentom?

 

Absolwenci studiów posiadają wiedzę niezbędną do pracy w zakresie muzycznej kultury ludowej w narodowych, samorządowych i prywatnych instytucjach kultury, stowarzyszeniach i fundacjach kulturalnych, placówkach szkolno-wychowawczych, a także mediach i przemysłach kultury. Specjalne znaczenie studia mają dla absolwentów studiów na kierunkach muzycznych z przygotowaniem pedagogicznym, którzy nabywają kwalifikacje niezbędne do prowadzenia zajęć z przedmiotu „Polski folklor muzyczny” w szkołach muzycznych (honorowane przez Centrum Edukacji Artystycznej).

 

4. Jakie warunki musi spełniać kandydat?

 

Warunkiem przyjęcia na studia jest posiadanie tytułu magistra lub co najmniej dyplomu ukończenia studiów I stopnia.

 

5. Jaki jest tryb i organizacja studiów?

 

Studia trwają jeden rok akademicki (dwa semestry) i kończą się uzyskaniem świadectwa ukończeniu studiów podyplomowych. Zajęcia odbywają się w systemie zjazdów weekendowych (sobota i niedziela) pięć razy w semestrze (w sumie 10 zjazdów + zjazd końcowy zaliczeniowy). Łączna liczba godzin lekcyjnych: 152. Pierwszy zajęcia rozpoczynają się 8 października b.r. o godz. 10.15. Opłata semestralna (bez uwzględnienia wsparcia instytucji delegujących): 2.100 zł.

 

6. Jakie są wymagane dokumenty?

 

Do dnia 15 września b.r. do sekretariatu należy dostarczyć: podanie o przyjęcie na studia, życiorys, 1 zdjęcie, odpis dyplomu, zobowiązanie do ponoszenia kosztów odpłatności za studia, adres  do korespondencji.

 

Informacji udziela:

 

Kierownik studiów:

dr Tomasz Nowak; e-mail: t.m.nowak@uw.edu.pl

 

Sekretariat:

tel.: 22 552 15 35; e-mail: imuz@uw.edu.pl

 

Sekretariat czynny od poniedziałku do piątku w godz. 9.00 – 14.30.
(Uwaga! Sierpień w instytucie jest miesiącem urlopowym).

 

Adres:

 

Instytut Muzykologii
Uniwersytetu Warszawskiego
Krakowskie Przedmieście 32
00-927 Warszawa

(wejście C, parter)

tel./fax: 22 552 15 35

 

http://www.imuz.uw.edu.pl

 

 

 

Wszystkie języki świata

rybnik

 

Każdego dnia zalewa nas całe mnóstwo reklam nie tylko w mediach, ale także w domu i na ulicy, chociażby w postaci wszechobecnych ulotek, plakatów i bannerów. Większość z nich jest banalna, ale niektóre są wielce intrygujące. Tak właśnie jest z reklamami pewnej firmy oferującej porady prawne i tłumaczenia ze wszystkich języków. Porady możemy sobie odpuścić, bo to banalne, ale z tymi tłumaczeniami to pewna zagwozdka.  Bez wielkiego ryzyka błędów można przyjąć, że te „wszystkie języki” to po prostu marketingowa hiperbola. Nie jest bowiem możliwe, aby byli w stanie tłumaczyć ze wszystkich języków. Aby tłumaczenie było dobre zasadniczo musi być dokonane przez profesjonalnego tłumacza. Oczywiście są od tej zasady wyjątki, ale nie należą one do tych tłumaczeń, które zleca się firmom przekładowym. Do wyjątków takich należy bowiem na przykład tłumaczenie poezji, do którego nie trzeba być profesjonalnym tłumaczem, ale trzeba być poetą.

 

Aby jednak tłumaczyć normalne, niepoetyckie teksty ze stu języków i robić to należycie firma musi zatrudnić co najmniej kilkudziesięciu tłumaczy. Oczywiście dzięki komputerowym programom tłumaczącym oraz tradycyjnym słownikom można poszerzyć zakres języków dostępnych dla grona kilkudziesięciu tłumaczy do kilkuset, a nawet tysiąca. Aby jednak takie tłumaczenie miało jakąkolwiek wartość, osoba go dokonująca musi mieć, niezależnie od posiadanych narzędzi pomocniczych, przynajmniej podstawową znajomość danego języka. Aby więc obsłużyć tysiąc języków, firma musiałaby zatrudnić co najmniej kilkudziesięciu wysokiej klasy fachowców. Byłoby to więc bardzo kosztowne, a z drugiej strony zupełnie niepotrzebne, bo zamówienia na 95% spośród owego tysiąca języków będą się pojawiać niesłychanie rzadko. Czyni to przedsięwzięcie całkowicie nieopłacalnym. A przecież od tysiąca języków (optymistycznie licząc) do wszystkich języków świata droga jeszcze bardzo daleka. Tych jest co najmniej kilka tysięcy, do większości z nich nie ma polskich słowników, o translatorach już nie wspominając, część jest w ogóle niezbadana, część nawet tajna i w związku z tym nawet niemożliwa do zbadania.

 

Myślę więc, że owa firma dokonuje tłumaczeń z kilkunastu lub co najwyżej kilkudziesięciu języków, a pisząc o wszystkich ma na myśli „wszystkie we współczesnych realiach polskich praktycznie użyteczne”. Przykład tej superekstrahiperbolicznej reklamy  skłania do refleksyj ogólniejszej natury. Słowa takie jak wszystko, wszyscy, wszystkie, zawsze, wszędzie, a z drugiej strony, nikt, nic, żaden, nigdy, nigdzie są nagminnie nadużywane nie tylko w reklamie, poezji, czy felietonistyce, gdzie jest to poniekąd uzasadnione i usprawiedliwione, ale też w tych formach wypowiedzi, które wymagają precyzyjnego wysławiania się. A przecież znakomita większość zdań zawierających w sobie któreś ze słów z powyższej listy, to zdania fałszywe, chociaż nie zawsze jest to tak jaskrawo widoczne, jak w wyżej omówionej reklamie.

Dylematy z czterema kółkami

  kłady

Z reguły nie kupuję „Tygodnika Rybnickiego”, który jest gazetą zdecydowanie słabszą od konkurencyjnych „Nowin”. Odnoszę zresztą wrażenie, że nie ma on zbyt wielkiego grona stałych czytelników, a utrzymuje się na rynku przedewszystkiem dzięki publikowaniu zdjęć noworodków i długożeńców, co sprawia, że jest dość licznie kupowany przez krewnych i znajomych jednych i drugich. Niedawno jednak kupiłem jeden egzemplarz tego pisma, a to z racji specyficznego języka, jakim została napisana jedna z notek umieszczonych na pierwszej stronie. Notka to zresztą sama w sobie specyficzna, przynajmniej z dwóch względów. Po pierwsze, została ona powtórzona na stronie drugiej, w formie nieco tylko rozszerzonej. Po drugie, żadna z tych dwóch wersyj nie została podpisana, ani imieniem i nazwiskiem autora, ani pseudonimem, ani też inicjałami. Nic, totalny anonim. Notka opowiadała o dosyć przykrym wypadku. Kilkoro dzieci odniosło obrażenia po potrąceniu przez kierowany przez inne dziecko kład. Tak właśnie napisano „kład”, a nie, jak już zdążyliśmy się przyzwyczaić „quad”. Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że „Tygodnik Rybnicki” mówiąc kolokwialnie „strzelił byka”.

 

W rzeczywistości jednak jest zupełnie inaczej. Z przetłumaczeniem angielskiego  słowa „quad” na język polski jest bowiem pewien problem. Nie da się go jednoznacznie oddać jednym słowem. Są trzy podstawowe potencjalne rozwiązania. Pierwsze to przetłumaczenie słowa oparte na jego znaczeniu. W tym nurcie wytworzyło się słowo „czterokołowiec”. Jest to rozwiązanie być może najbardziej eleganckie, najbardziej poprawne i najbardziej zgodne z polską tradycją językową. Jest jednak przy tem także najbardziej niepraktyczne, osobliwie w tej wersji, która się w tym przypadku przyjęła. Słowo „czterokołowiec” jest po prostu stanowczo za długie na to, by stać się podstawowym polskim odpowiednikiem angielskiego słowa „quad”. Można by je zastąpić jakimś krótszym, na przykład „czwórkół”, ale wypromowanie takowego byłoby obecnie bardzo trudne z racji silnej konkurencji ze strony nie tyle owego czterokołowca, co raczej rozwiązań innych niż tłumaczenie oparte na znaczeniu. Warto jeszcze zaznaczyć, że słowo czterokołowiec ma i tę wadę , że jest niejednoznaczne, używa się go bowiem także w odniesieniu do czterokołowych poziomych rowerów, popularnych zwłaszcza w parkach i kurortach, gdzie zazwyczaj można je wypożyczyć. Najczęściej stosowanym jest zapożyczenie słowa angielskiego w postaci natywnej, czyli quad. Wersja ta jest najpowszechniejsza i bardzo praktyczna, ale przy tem najmniej elegancka i najmniej zgodna z polską tradycją językową, a być może nawet niepoprawna. Należy  bowiem unikać wprowadzania do języka polskiego słów pospolitych zawierających litery q,v i x, nienależące do podstawowego korpusu znaków polskich.

 

I w ten sposób dochodzimy do owego „kłada”, który nie jest takim złym rozwiązaniem, jakim się na pierwszy rzut oka wydaje. Zgodnie z regułami obowiązującymi w języku polskim spolszczenie fonetyczne jest jak najbardziej prawidłowe. Kiedyś w ten sposób polonizowano nawet nazwiska cudzoziemskie. Maurycy Mochnacki na przykład tak pisał o zachodnioeuropejskich poetach: „Bayron nie upatrywał w Kornelu prawdziwego poety, a w dziełach Rassyna ledwie jedną myśl poetycką znalazł”. Ciekawe, czy Szanowni Czytelnicy mojego tekstu rozszyfrują wszystkie trzy nazwiska wymienione w powyższym cytacie? Dziś fonetyczne spolszczenia nazwisk, czy nazw miejscowych byłyby nie tylko arcydziwaczne, ale i błędne. Jednak w odniesieniu do nazw pospolitych ta metoda przyswajania słów obcojęzycznych nadal stanowi normę językową. I dobrze funkcjonuje, co dobitnie widać na przykładzie słów takich jak ksero, dżem, czy menedżer. A jednak przy słowie „kład”, równie wzorcowo tą metodą spolszczonym, jak wyrazy przytoczone w zdaniu poprzednim, odczuwa się jakąś niepewność. Jest ona wywołana przedewszystkiem przez tę arcysłowiańską literę ł, rażąco niepasującą do anglopochodnego słowa. Może więc lepsza by była forma kuad? Chyba nie, bo chociaż znacznie lepiej wygląda na papierze, to jest zdecydowanie mniej wierna fonetycznie. Mamy więc tu do czynienia z klasycznym problemem tłumaczeń, które ponoć są albo wierne, albo piękne, ale nigdy takie i takie jednocześnie. Mamy więc dylemat, czy wybrać formę precyzyjniejszą, czy ładniejszą. Wyboru jednak nie będą dokonywali autor i czytelnicy tego tekstu. Dokona go ogół użytkowników języka polskiego, w znakomitej zresztą większości nieświadomych faktu, że dokonują jakiegoś wyboru. Rolą autora niniejszego tekstu było jedynie zaprezentowanie możliwych rozwiązań, co niniejszym uczynił. Teraz zaś będzie on cierpliwie czekał miesiące i lata na wykrystalizowanie się jakiegoś jednoznacznego rozwiązania, mając nadzieję, że nie będzie ono zbytnio gwałciło języka polskiego. Obawiam się jednak, ze mogę się w swych nadziejach zawieść, bo anglicyzacja polszczyzny nasila się i co gorsza jest dość powszechnie akceptowana. Najprawdopodobniej wygra więc nie kuad czy czwórkół, ani nawet nie kład, czy czterokołowiec, ale quad.

Czy można poświęcić gormita?

 

gormity

Czy można poświęcić gormita? Takie pytanie zadał mi mój pięcioletni syn w Wielką Sobotę, gdy wybieraliśmy się do kościoła z pokarmami do poświęcenia. Odpowiedziałem mu żartobliwie, że owszem można, ale skoro to jest poświęcenie pokarmów, to musiałby potem tego gormita zjeść. Pytanie jest jednak, wbrew pozorom, dużo poważniejsze od tej odpowiedzi i w związku z tym poważniejszego potraktowania wymaga. Zanim jednak zacznie się rozważania na temat możliwości poświęcenia gormitów, trzeba tej części czytelników, którzy nie mają w swoim otoczeniu mężczyzn pomiędzy piątym, a piętnastym rokiem życia wyjaśnić, czym owe gormity (czy też gormici, tu funkcjonuje oboczność, podobnie jak w mianowniku liczby pojedynczej jest w jednych źródłach gormit, a w innych gormita, w niniejszym tekście przyjęto gormit, bo tak mówią dzieci) są. Najprościej rzecz ujmując, są to kilkucentymetrowe plastikowe figurki, których kolekcjonowanie jest obecnie szalenie modne wśród chłopaków, a niekiedy i dziewcząt w wieku późnoprzedszkolnym i wczesnoszkolnym. Jest ich kilkadziesiąt, służą zarówno do kolekcjonowania, jak i do różnego typu gier. Oprócz typowych małych figurek będących właśnie przedmiotami kolekcjonerskimi i pionkami do gry, są też produkowane kilkukrotnie większe, spełniające rolę klasycznych zabawek w typie lalki. Figurkom towarzyszą filmy, czasopisma i gadżety.

 

Trochę trudniej wyjaśnić, co te figurki przedstawiają. Zgodnie z towarzyszącą im opowieścią, funkcjonującą głównie w postaci włoskiego serialu animowanego oraz krótszych i dłuższych komiksów, gormici to mieszkańcy świata Gorm, którego lokalizacja nie jest precyzyjnie określona. Gormici są „władcami sił natury”, toteż potrafią posługiwać się magią.  Dzielą się na plemiona, z których jedne są dobre, a inne złe. Dobrzy prowadzą ciągłą wojneę ze złymi. Kojarzą się nieodparcie z pogańskimi bóstwami, szczególnie zaś tymi, które pochodzą z mitologii germańskiej. Sprawę komplikuje fakt, że Gorm jest połączony z Ziemią za pomocą magicznego portalu, a ludzie, przechodząc do tamtego świata, stają się Gormitami. Wydarzenia na Gormie mają też wpływ na wydarzenia na ziemi. Na przykład wojny gormitów przyczyniają się do powstawania ziemskich katastrof przyrodniczych. W świetle tych informacyj pytanie „czy można poświęcić gormita?” nabiera nowego, szerszego sensu. Należy bowiem zadać pytanie, czy „kultura gormicka”, na którą składają się nie tylko figurki, ale także filmy, czasopisma, gry, gadżety, etc., jest do pogodzenia z wiarą chrześcijańską? Można by zbyć to pytanie, odpowiedzią, że to tylko  dziecięca zabawa, a taka z samej swej natury sprzeczna z wiarą być nie może, ale to by było zbyt proste.

 

Rozpatrzmy to na przykładach. Wróżby są złe, ale dziecięca zabawa we wróżby, na przykład andrzejkowe, zazwyczaj jest całkowicie niewinna. Czary są złe, ale dziecięca zabawa w czary, na przykład przy okazji odgrywania scen z bajek jest zazwyczaj całkowicie niewinna. Pojedynki są złe, ale dziecięca zabawa w pojedynki, na przykład przy okazji inscenizacyj wydarzeń historycznych na lekcji, czy szkolnej akademii. Wszystkie te zabawy mogą jednak stać się złe, gdy przekroczą miarę rozsądku, wskutek czego zatarciu ulegnie granica pomiędzy zabawą i rzeczywistością. Tyle, że takie ryzyko istnieje w przypadku każdej zabawy, a nie tylko takiej, której temat jest „podejrzany”.

 

Trzeba więc przyjrzeć się temu, jak gormity funkcjonują w świecie dziecięcej zabawy. Dzieci nie traktują ich jak pogańskie bóstwa, ale jak zwykłe postacie bajkowe i tak powinno pozostać. Należy uświadamiać dziecku, że opowieści o gormitach to tylko bajki i że w rzeczywistym świecie życiem na ziemi nie sterują wydarzenia z Gormu. Nie tylko więc można, ale i należy święcić gormity, tyle że w sensie przenośnym. Należy je święcić, czyli dbać o to, żeby ich miejsce w zabawie i wyobraźni dziecka było zgodne z chrześcijańską religią i kulturą, żeby było to miejsce analogiczne do tego, które zajmują postacie z tradycyjnych bajek ludowych. Dbać o to, żeby gormity pozostały zabawą i bajką, a nie nurtem ideologicznym. Tak jak przy każdej innej zabawie, trzeba pilnować, żeby dziecko zbytnio się od niej nie uzależniło. Mądry rodzic zapewni dziecku różnorodność i wszechstronność zabawy. Nie ma powodu, aby z obawy przed pogańskimi powiązaniami eliminować gormity z życia dziecka. Zabranianie zabawy nimi, czy oglądania bajek o nich może wywołać efekt zakazanego owocu i dodatkowo rozbudzić fascynacje do niezdrowych rozmiarów. Trzeba w pierwszym rzędzie dbać o zachowanie umiaru.

 

Oczywiście w sensie dosłownym poświęcić gormitów nie można. Przynależą one jednoznacznie do sfery profanum i tam powinny pozostać. Ich poświęcenie, czy inna sakralizacja byłyby właśnie otwarciem drzwi dla ich pogańskiego pojmowania. Nie ma tu żadnej analogii z poświęcaniem pokarmów, czy narzędzi pracy, na przykład samochodów. Jedzenie, praca i podróżowanie zahaczają o sferę sacrum, również w chrześcijaństwie. Pięknie to widać na przykładzie Reguły Świętego Benedykta, która wyraźnie ukazuje sakralny charakter tych czynności. Zabawa w chrześcijaństwie charakteru sakralnego nie posiada. Dlatego zabawek się nie święci. Gormity należy tu traktować tak jak wszystkie inne zabawki. Ani lepiej, ani gorzej.

Golgota Młodych 2011

golgota

Jedyną rzeczą, w której człowiek jest stały jest jego zmienność.  Jeśli ktoś mówi, że ciągle jest taki sam, to najpewniej nie ma racji albo zmienia się w sposób niezbyt przez siebie pożądany.

Przemiana, a dokładnie „transformacja”  będzie tematem tegorocznej Golgoty Młodych.

Już po raz piąty Bracia Kapucyni z Prowincji Warszawskiej zapraszają licealistów i studentów do Serpelic nad Bugiem.  Pod ich zaproszeniem kryje się nie tylko zachęta do wzięcia udziału w pięciodniowych rekolekcjach, na których wyjątkowość składają się miejsce (piękne nadbużańskie tereny), charyzmat organizatorów i przede wszystkim uczestnicy.  Golgota Młodych proponuje przyjęcie chrześcijańskiego modelu życia. Takiego, w którym krzyż nie będzie kojarzony jedynie z kresem i cierpieniem, ale z drogą do Zmartwychwstania. Golgota Młodych to nie miejsce, gdzie otrzymuje się gotowy „przepis na życie”. Chcemy pokazać, jak wygląda prawdziwy żywy Kościół, który miał swój początek u stóp Krzyża. Krzyża od którego nie należy uciekać, bo owocne trwanie przy nim ma w sobie wielką tajemnicę następującego po strapieniu pocieszenia.

W tym roku w dniach od 24 do 28 sierpnia będziemy odkrywali właściwe źródło i kierunek życiowej przemiany. Posłuży nam do tego świadectwo życia i testament Franciszka z Asyżu. Świętego, który nie był jedynie świętym od „ptaszków i rybek”, ale odważnym wojownikiem o  wewnętrzną wolność i szczęście.

Zapraszamy Cię do podjęcia wyzwania, wypowiedzenia wojny najtrudniejszemu do zwalczenia wrogowi – samemu sobie!

Poniżej program rekolekcyuj za ich stroną podany:

DZIEŃ 1

24.08.

ŚRODA  „NASYCENIE”

19:00     Rozpoczęcie

Misterium nadbużańskie „Transitus”  – młodzież z klasztoru w Lubartowie, br. Michał Kulczycki

22:00     Zakończenie

22:30     Cisza nocna

 

DZIEŃ 2

25.08.

CZWARTE „GORYCZ”

8:00 Śniadanie

8:45 Spotkanie na dzień dobry

9:00 Jutrznia – br.  Szymon Janowski

9:30 Konferencja – bracia kapucyni

11:00 Przygotowanie do Eucharystii

11:30 Eucharystia – br. Marek Przeczewski, Minister Prowincjalny

13:00 Obiad

15.00 Konferencja – Jurek Ledzińki „EKS”  Hiphopowiec ewangelizacyjny

16:15 Wprowadzenie w spotkania w grupach

16:30 Spotkania w grupach

18:30 Kolacja

20:00 Droga krzyżowa – młodzież z klasztoru w Białej Podlaskiej,  br. Piotr Owczarz

21:30 Nabożeństwo Taw na Kalwarii Podlaskiej – br. Piotr Owczarz

23:00 Cisza nocna

 

DZIEŃ 3

26.08.

PIĄTEK „SŁODYCZ”

8.00 Śniadanie

8.45 Spotkanie na dzień dobry

9.00 Jutrznia

9.30 Konferencja  – bracia kapucyni

11.30 Eucharystia – ks. Zbigniew Maciejewski  (Stowarzyszenie Pedagogów NATAN)

13.00 Obiad

15.00 Konferencja – Ekipa OAT

17.00 Spotkania w grupach

18.30 Kolacja

20.30 Nabożeństwo pokutne – ks. A. Godnarski (Przystanek Jezus)

22.30 Podsumowanie dnia

 

DZIEŃ 4

27.08.

SOBOTA „PRAGNIENIE”

8.00 Śniadanie

8.45 Spotkanie na dzień dobry

9.00 Jutrznia

9.30 Konferencja – bracia kapucyni

11.30 Przygotowanie do Eucharystii

12.00 Eucharystia – o. bp. Antoni Pacyfik Dydycz

13.00 Obiad

15:00 Konferencja – Adam Woronowicz

17.00 Spotkania w grupach

18.30 Kolacja

19.00 Koncert zespołu Broders i LuxTorpeda

 

DZIEŃ 5

28.08.

NIEDZIELA „TROSKA”

8.00 Śniadanie

8:30 Jutrznia

9.00 Msza Święta prymicyjna– neoprezbiterzy

11.00 Zakończenie

Najpierwiści

 

Często się zdarza, że jakiś błąd językowy jest w powszechnym użyciu i popełniający go wcale nie uważają go za błąd. Zazwyczaj sytuacja taka trwa przez dłuższy czas, a następnie rozwiązuje się na jeden z dwu sposobów. Czasami autorytety językowe, działając za pośrednictwem mediów i systemu edukacji dają radę zmarginalizować, a nawet wyrugować taki powszechny błąd. Częściej jednak błąd staje się tak powszechny i utrwalony, że owe autorytety z czasem akceptują jego użycie, co niekiedy zostaje nawet potwierdzone oficjalnym placetem Rady Języka Polskiego.

 

Bywa jednak czasami i odwrotnie. Zdarza się mianowicie, że jakieś słowo, wyrażenie, czy zwrot powszechnie uchodzi za błąd językowy, mimo że jest całkowicie poprawne. Tak jest ze słowem „wpierw”, a w mniejszym stopniu także z innymi synonimami słowa „najpierw”, takimi jak „najsampierw”, czy „nasamprzód”. Piętnowanie użycia tych słów przybiera często formy prądu ideologicznego, towarzyszą mu też spore emocje. Szczególnie widoczne jest to w internecie. Na autorach używających w swych tekstach słowa „wpierw” niektórzy komentatorzy nie pozostawiają suchej nitki. Gdy na przykład na portalu gazeta.pl zostało ono użyte w artykule o brzydkich sprawkach brytyjskiego tabloidu „News of the World”, właśnie zresztą z racji tych sprawek zamkniętego przez swojego właściciela, niejaki huston_mamy_problem raczył napisać następujący komentarz: „cyt,, wpierw ich podsłuchiwali „WPIERW ?? CHYBA NAJPIERW KASZTANIE, ZDAŁEŚ CHOCIAŻ MATURĘ ??” (pisownia oryginalna). Jest to typowy przykład tego zjawiska, które z racji jego zideologizowania i nasycenia emocjami postanowiłem nazywać najpierwizmem, a jego aktywistów najpierwistami, a to dlatego, że zasadniczo tylko formę „najpierw” uważają oni za prawidłową, zaś wszystkie jej synonimy odrzucają. Najbardziej wyrazisty przypadek najpierwizmu znalazłem w komentarzu pod hasłem „wpierw” umieszczonym w internetowym słowniku dla skrablistów. Komentarz ów brzmiał następująco „Naprawdę nie lubię tego słowa – najpierw, OK, ale wpierw – dla mnie brzmi trochę po wiejsku :/ A jeszcze lepsza wersja: NAJSAMPIERW xD Total wiocha !!!”. Użycie wielkich liter (również w pierwszym cytacie), emotikonów i redundantnych wykrzykników, cy pytajników zdradza duże emocje. Ten drugi cytat przybliża nas do istoty tego zjawiska i pozwala przypuszczać, skąd te emocje się biorą. Anonim, który nawet pseudonimem nie raczył się podpisać uważa słowa „wpierw” i „najsampierw” za „wiochę”. Sam, jak widać, niezbyt sprawnie posługuje się językiem polskim (niepotrzebne wtręty angielskie) i niewiele o nim wie, skoro nie odróżnia archaizmów od wpływów gwarowych. Tropi zaś i zwalcza to, co uważa za wiejskie. Wiele to o nim mówi, o wiele więcej, niż powiedziałby jego podpis, gdyby się pod tym komentarzem znalazł. Nie trzeba być psychologiem, aby podejrzewać u niego pewne kompleksy na punkcie wsi. Zwalcza to, co w jego przekonaniu jest wiejskie być może właśnie po to, aby samemu nie być o wiejskość posądzonym. Podobny ton można znaleźć w wypowiedziach praktycznie wszystkich osób piętnujących „wpierw” i jego archaiczne, bądź gwarowe synonimy.

 

Tymczasem językoznawcy są zgodni, słowo „wpierw” jest jak najbardziej prawidłowe i zgodne z wszelkimi normami języka polskiego. Co najwyżej niektórzy uważają je za nieco przestarzałe. Oddajmy głos kilku z nich. Mirosław Bańko z Państwowego Wydawnictwa Naukowego tak pisze: „Nie powiedziałbym, żeby wyraz pierw był „powszechnie stosowany, najczęściej przez ludzi młodych”, przeciwnie – jest przestarzały. Słowa przestarzałe często dłużej niż w języku ogólnym utrzymują się w gwarach, więc może Pana rozmówcy pochodzą ze wsi albo mają rodziców ze wsi, od których przyswoili sobie to słowo. Że nauczyciele go nie lubią, to się wcale nie dziwię. Szkoła powinna upowszechniać współczesny język ogólny (mówi się też: standardowy, dawniej mówiono: literacki), a pierw do niego nie należy. Skoro, jak pisze Pan, „studenci używają go rzadko”, to widocznie szkoła na tym polu odnosi sukcesy. Pewnym kompromisem między przestarzałym pierw, a współczesnym najpierw jest też współczesne, ale książkowe wpierw.” Grzegorz Wojewoda z Uniwersytetu Gdańskiego na pytanie o prawidłowość „wpierw” odpowiada następująco: „Istnieje wiele różnych wyrazów służących mówieniu o uprzedniości, czyli o tym, że coś było wcześniej, było w pierwszej kolejności lub pojawiło się (albo pojawi się) przed czymś. Słowem najbardziej neutralnym i nienacechowanym jest oczywiście najpierw. Jest ono również najczęściej używane, ma jednak wiele synonimów, do których należy m.in. wpierw, o którym mowa w pytaniu. We współczesnej polszczyźnie wpierw jest słowem uważanym za poprawne, jednak nie uchodzi ono za zbyt eleganckie. W sytuacjach neutralnych raczej skłonni jesteśmy mówić najpierw. W tym samym znaczeniu zdarza się również, chociaż bardzo rzadko, usłyszeć archaiczne nasamprzód lub gwarowe najprzód, które w języku ogólnym poprawne nie są. Z tego powodu słowo wpierw, choć już nieco archaiczne, jest mimo wszystko najbliższym synonimem słowa najpierw. Mały słownik języka polskiego z roku 1968 podaje przykład użycia tego słowa w zdaniu: Aby kogo ocenić, trzeba go wpierw dobrze poznać. Wpierw pojawia się również w edycji tego słownika z roku 1980, jednak późniejsze małe słowniki języka polskiego już go nie podają – nie występuje ono już np. w Słowniku współczesnej polszczyzny PWN z roku 2002. Tak więc, mimo że używanie słowa wpierw w dalszym ciągu można uznać za poprawne, wyraz ten staje się coraz bardziej archaiczny i powoli zanika.” Zaś „mistrz polskiej ortografii” Maciej Malinowski uważa: „Słownik poprawnej polszczyzny PWN pod red. prof. Witolda Doroszewskiego sprzed 30 lat podawał, że wpierw to forma potoczna o znaczeniu ‘najpierw’, ale dawni pisarze chętnie się nią posługiwali. To dowód, że traktowali przysłówek wpierw synonimicznie z najpierw także w języku ogólnym. Ale formy wpierw używano również w znaczeniu ‘wcześniej, przedtem, uprzednio’, czego nie odnotowywano w wypadku słowa najpierw. Świadczyłoby to o jednym: o tym, że wyraz wpierw był potrzebny w polszczyźnie. Dziś razi nas nieco archaicznością, podobnie jak formy najprzód, najsamprzód, nasamprzód, najsampierw, wprzód (to też synonimy najpierw), występujące kiedyś powszechnie. Byłoby jednak nadgorliwością traktowanie wyrazu wpierw jako jednoznacznie niepoprawnego. Odnotowuje go najnowszy Uniwersalny słownik języka polskiego PWN pod red. prof. Stanisława Dubisza, choć z adnotacją: przestarzały, a także „Nowy słownik poprawnej polszczyzny” PWN pod red. prof. Andrzeja Markowskiego (ten zalicza ów wyraz ciągle do polszczyzny potoczonej). Inaczej postąpiono z formami najprzód, najsamprzód, nasamprzód, najsampierw. U prof. Dubisza są przestarzałe, u prof. Markowskiego niepoprawne (trzeba mówić i pisać najpierw).”

 

Wydaje się więc, że częste w pewnych środowiskach ataki na „wpierw” i jego synonimy powodowane są w mniejszym stopniu troską o poprawność językową, w większym zaś specyficznie pojmowaną antywiejską ideologią oraz kompleksami na punkcie wsi, powstałymi zapewne, przynajmniej w części przypadków, wskutek wiejskiego pochodzenia, obecnie zamieszkujących miasta „najpierwistów”. Jak słusznie zauważył Grzegorz Wojewoda, wskutek rozpowszechnienia w społeczeństwie takiej postawy, wyraz „wpierw” może z czasem zupełnie zaniknąć. Ten sam los spotka zapewne i to prawdopodobnie jeszcze wcześniej niektóre z jego synonimów. A szkoda ich będzie, bo bez nich język polski stanie się uboższy.

Skanseny

Skanseny bywają różne, kwadratowe lub podłużne. Mówiąc o tym zróżnicowaniu nie mam wcale na myśli szwedzkiej wyspy Skansen, od której owe plenerowe muzea wzięły swoją nazwę, ani też kotki Skansen, która z kolei została nazwana na cześć jednego z owych muzeów. Różnorodne są same parki etnograficzne, popularnie zwane skansenami. Niektóre, jak na przykład skansen w Nowym Sączu, mieszczą w sobie kilka zrekonstruowanych wiosek z wszystkimi typami zabudowań, jakie się niegdyś w owych wioskach mieściły, a więc nie tylko chatami i oborami, ale także karczmami, kościołami, młynami, spichrzami, warsztatami etc., etc., etc. Wspomniany skansen w Nowym Sączu nie tylko jest rozległy terytorialnie i bogaty w budynki, ale też i tym jeszcze się wyróżnia, że gromadzi eksponaty reprezentujące różne grupy etniczne i regionalne zamieszkujące tamtejszą okolicę, a więc Górali, Lachów, Łemków, Cyganów i Niemców. Na terenie skansenu są na przykład aż trzy kościoły, trzech różnych wyznań. Niestety nie wszystkie skanseny są tak bogate. Na skansen w Pszczynie na przykład składają się bodaj dwie chaty, kilka budynków gospodarczych, mały wiatrak, studnia bez wody, grupa rzeźb oraz stadko kóz i owiec. Co ciekawe bilety do skansenu w Pszczynie są droższe niż do tego w Nowym Sączu. Istnieją oczywiście jeszcze mniejsze obiekty tego rodzaju, ale tych nikt skansenami nie nazywa. Do takich miniskansenów należy muzeum wiejskie Stara Chałupa w Milówce. Nazwa jest trochę myląca, bo aktualnie na obiekt ten składają się dwie chałupy. No ale kiedyś była jedna, a nazwa pozostała. W lipcu bieżącego roku obiekt otwarto po remoncie. Otwarciu towarzyszyły  imprezy artystyczne i naukowe. Skoro rzecz opito (co widziałem) i ośpiewano (co słyszałem) to pewnikiem się nie rozleci. A skoro istnieją nie tylko wielkie skanseny, ale też i małe mikroskanseniki, to znaczy, że jedne i drugie są potrzebne. Duże są placówkami nie tylko wystawienniczymi, ale i naukowymi. Przyczyniają się nie tylko do popularyzacji tradycyjnej kultury ludowej, ale też do jej lepszego zbadania i wykształcenia nowej kadry jej badaczy. Placówki małe i bardzo małe nie mają charakteru naukowego, a jedynie wystawienniczy. Niczego nie badają i nikogo nie kształcą, ale są nie mniej przydatne od tamtych, bo docierają do mieszkańców swoich okolic, których większość nigdy w życiu nie trafi do odległych dużych skansenów.

Sacrun Profanum 2011

 

sacrum profanum

niedziela, 11 września 2011

Koncert Paweł Mykietyn – Dwa Wiersze Miłosza – prawykonanie w ramach Made in Poland – Miłosz Sounds
Steve ReichElectric Counterpoint
Steve Reich – Daniel Variations
Steve Reich – Music for 18 Musicians
Miejsce Hala ocynowni ArcelorMittal
Godzina 19:30
Wykonawcy Zygmunt Malanowicz, Maja Ostaszewska – recytacja
Steve Reich
– fortepian

Jonny Greenwood (Radiohead) – gitara
Synergy Vocals
Ensemble Modern
Brad Lubman – dyrygent

Transmisja w Programie 2 Polskiego Radia

 
 
 

poniedziałek, 12 września 2011

Koncert Aleksandra Gryka – einerjedeneither – prawykonanie w ramach Made in Poland – Miłosz Sounds
John Adams arr. Caleb Burhans – Coast
John Adams – Chamber Symphony
John Adams arr. John Orfe – Short Ride in a Fast Machine
John Adams – Son of Chamber Symphony
Miejsce Muzeum Inżynierii Miejskiej
Godzina 19:00
Wykonawcy Alarm Will Sound
Alan Pierson – dyrygent

Transmisja w Programie 2 Polskiego Radia

 
 
 
Koncert Steve Reich/Beryl Korot – Three Tales
Miejsce Teatr Łaźnia Nowa
Godzina 22:00
Wykonawcy Synergy Vocals
Ensemble Modern

Brad Lubman – dyrygent

Transmisja w Programie 2 Polskiego Radia

 
 
 

wtorek, 13 września 2011

Koncert David LangIncrease
David Lang – Forced March
David Lang – Pierced
David Lang – Cheating Lying Stealing
David Lang – Sweet Air
Miejsce Muzeum Inżynierii Miejskiej
Godzina 19:00
Wykonawcy Alarm Will Sound
Alan Pierson – dyrygent

Rejestracja przez Program 2 Polskiego Radia

 
 
 
Koncert Steve ReichDifferent Trains
Steve Reich – Tehillim
Miejsce Teatr Łaźnia Nowa
Godzina 22:00
Wykonawcy Synergy Vocals
Ensemble Modern

Brad Lubman – dyrygent

Transmisja w Programie 2 Polskiego Radia

 
 
 

środa, 14 września 2011

Koncert Wojciech Ziemowit Zych – Postgramatyka Miłosza
…Teraz szukajcie go w gajach i puszczach słownika
– prawykonanie w ramach Made in Poland – Miłosz Sounds
Julia WolfeTell Me Everything
Julia Wolfe – The Vermeer Room
Julia Wolfe – Combat de boxe
Julia Wolfe – Impatience
Miejsce Muzeum Inżynierii Miejskiej
Godzina 19:00
Wykonawcy Asko | Schönberg
Etienne Siebens – dyrygent

Rejestracja przez Program 2 Polskiego Radia

 
 
 
Koncert Steve ReichEight Lines
Steve Reich – Triple Quartet
Steve Reich – City Life
Miejsce Teatr Łaźnia Nowa
Godzina 22:00
Wykonawcy Ensemble Modern
Brad Lubman – dyrygent

Transmisja w Programie 2 Polskiego Radia

 
 
 

czwartek, 15 września 2011

Koncert Agata Zubel – Aforyzmy na Miłosza – prawykonanie w ramach Made in Poland – Miłosz Sounds
Terry RileyIn C
Miejsce Muzeum Inżynierii Miejskiej
Godzina 19:00
Wykonawcy Agata Zubel
Klangforum Wien

Clement Power – dyrygent

Rejestracja przez Program 2 Polskiego Radia

 
 
 
Koncert Steve ReichClapping Music
Steve Reich – Video Phase
Steve Reich – Double Sextet
Steve Reich – New York Counterpoint
Steve Reich – 2 x 5
Miejsce Teatr Łaźnia Nowa
Godzina 22:00
Wykonawcy Steve Reich
David Cossin – instrumenty perkusyjne
Evan Ziporyn – klarnety
Bang on a Can All-Stars

Transmisja w Programie 2 Polskiego Radia

 
 
 

piątek, 16 września 2011

Koncert Jagoda Szmytka – electrified memories of bloody cherries.
extended Landschaft von Musik – prawykonanie w ramach Made in Poland – Miłosz Sounds
Michael GordonSonatra
Michael Gordon – I Buried Paul
Michael Gordon – Industry
Michael Gordon – For Madeline
Michael Gordon – Yo Shakespeare
Miejsce Muzeum Inżynierii Miejskiej
Godzina 19:00
Wykonawcy Bang on a Can All-Stars

Rejestracja przez Program 2 Polskiego Radia

 
 
 
Koncert Michael GordonX/Y
David LangSo called laws of nature (part II & III)
Julia WolfeDark Full Ride
Steve ReichSix Marimbas
Miejsce Teatr Łaźnia Nowa
Godzina 22:00
Wykonawcy Amadrums

Transmisja w Programie 2 Polskiego Radia

 
 
 

sobota, 17 września 2011

Koncert Reich 75
Miejsce Hala ocynowni ArcelorMittal
Godzina 21:00
Wykonawcy Steve Reich
Aphex Twin
Adrian Utley (Portishead)
Tom Verlaine (Television)
Will Gregory (Goldfrapp)
Leszek Możdżer
Envee
Pianohooligan

IX FESTIWAL PIEROGÓW W KRAKOWIE 12-15 SIERPNIA 2011 r.

 

IX FESTIWAL PIEROGÓW W KRAKOWIE

KRAKÓW 12-15 SIERPNIA 2011 r.

 MAŁY RYNEK W KRAKOWIE

12 sierpnia (piątek)

godz. 17.00-22.00 – sprzedaż

pierogów na stoiskach

godz. 17.00-22.00 – program artystyczny

PROGRAM ARTYSTYCZNY – godz. 17.00-22.00

Godz. 17:00

Otwarcie festiwalu

Godz.18:00

Prezentacja uczestników rajdu Złomobol, konkursy, wspominki.

Godz. 18:30

Koncert zespołu Los Karenos

Godz. 19:15

Koncert zespołu Different Colors

Godz. 20:00

Koncert zespołu Jacek i Placek

Godz. 20:45

Koncert zespołu Clock machine

13 sierpnia (sobota)

godz. 9.00-21.00 – sprzedaż

pierogów na stoiskach oraz „Konkurs Publiczności”

godz. 12.00-20.00 – program artystyczny (prowadzenie: Krzysztof Bochenek)

PROGRAM ARTYSTYCZNY – godz. 12.00-20.00

godz. 12.15-13.45

Koncert zespołu Leliwa Jazz Band

godz. 14.15-15.30

Koncert Małgorzaty Markowskiej Quartet

godz.16.00-17.30

Koncert Katarzyny Cygan z zespołem

godz.18.30-20.00

Koncert zespołu Eden Express

14 sierpnia (niedziela)

godz. 9.00-21.00 – sprzedaż

pierogów na stoiskach oraz „Konkurs Jury”

godz. 12.00-20.00 – program artystyczny (prowadzenie: Krzysztof Bochenek)

godz. 12.00-16.00 -punkt krwiodawstwa zorganizowany przez Fundację

„Kibicujemy życiu”

PROGRAM ARTYSTYCZNY – godz. 12.00-20.00

godz. 12.00-13.30

Koncert Bluesmobile Band

godz. 14:00-14:45

Krakowska Grupa Folklorystyczna z Mydlnik

godz. 14:50-15:30

Kapela Tęcza z gminy Iwanowice

godz.16.00-17.30

Koncert zespołu Blue Transfer

godz.18.30-20.00

Koncert zespołu Dzień Dobry

15 sierpnia (poniedziałek)

godz. 9.00-21.00 – sprzedaż

pierogów na stoiskach

godz. 12.00-16.00 -punkt krwiodawstwa zorganizowany przez Fundację

„Kibicujemy życiu”

godz. 11.00

msza święta w Bazylice Mariackiej w intencji gastronomików i kupców krakowskich

Cudowna Moc Bukietów

Instytut Dziedzictwa ogłasza konkurs na Tradycyjny Bukiet tzw. Ziele na Święto

Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny

godz. 10.00-14.00

przyjmowanie i rejestracja bukietów (Plac Mariacki obok kościoła św. Barbary)

godz. 12.00

spod kościoła św. Barbary wyruszy barwny korowód z bukietami zielnymi z

towarzyszeniem kapeli Krakowianie, uczestnikami korowodu będą: przedstawiciele

Krakowskiej Kongregacji Kupieckiej, przedstawiciele Urzędu Miasta Krakowa,

przedstawiciele Stowarzyszenia Instytutu Dziedzictwa oraz ks. Infułat Bronisław Fidelus

godz. 12.10

poświęcenie ziół

i bukietów zielnych na Małym Rynku przez ks. Infułata Bronisława

Fidelusa

godz. 12.15

ogłoszenie wyników „Konkursu publiczności” i „Konkursu jury” oraz wręczenie nagród

przez Przedstawiciela Organizatora i Przewodniczącego Jury (prowadzenie: Krzysztof

Bochenek)

godz. 13.00-13.45

Koncert kapeli Krakowianie

godz. 14:00

Program artystyczny, ekologiczny i botaniczny.

Prowadzenie Mieczysław Czuma i Leszek Mazan

godz. 14:15-17:00

Koncert „ Królowo Ziół i Kwiatów” artyści z kabaretu Loch Camelot

Ekologiczne gry i zabawy dla dzieci

godz. 16.30

Ogłoszenie wyników konkursu i nagrodzenie laureatów

Regulamin konkursu na stronie: http://www.instytutdziedzictwa.pl

Instytut Dziedzictwa zaprasza również od godz. 9:00 przed Bazyliki:

Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny na Piasku (ul. Karmelicka 19), OO. Franciszkanów

(pl. Wszystkich Świętych 5), św. Trójcy (ul. Stolarska 12), – Bożego Ciała (ul. Bożego

Ciała 26) po symboliczne bukiety zielne.

godz.18:00-19:30

Koncert zespołu Siwy Dym

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij