Resurrexit 2

 

Resurrexit

Χριστός ανέστη εκ νεκρών,

θανάτω θάνατον πατήσας,

και τοις εν τοις μνήμασι,

ζω ήν χαρισάμενος!

 

Chrystus zmartwychpowstał

Śmiercią śmierć pokonał

Tym, którzy w grobach leżą

Żywot wieczny darował

Alleluja

Radosnych Świąt Wielkanocnych

życzą

Ela, Artur, Pawełek i Martusia Rumplowie

Trzeci sezon "Prawdziwej Wielkiej Nocy"

Wielki Post się kończy, a wraz z nim kończy się trzeci sezon mojego bloga Prawdziwy Wielki Post. W tym roku udało mi się go uzupełniać dosyć regularnie, umieściłem na nim kilkadziesiąt wpisów, przedewszystkiem dlatego, że udało mi się znaleźć w sieci dużą ilość interesujących materiałów. Szczególnie obfitym źródłem inspiracyj stał się dla mnie Serwis Wielkopostny Dzieła Świętej Jadwigi Królowej. Polecam go wszystkim moim czytelnikom. Można tam znaleźć mnóstwo tradycyjnych modlitw, pieśni i nabożeństw. W przyszłym roku zapewne nowych tekstów na tym blogu będzie mniej. A teraz nadszedł czas na otwarcie trzeciego sezonu na moim blogu wielkanocnym Prawdziwa Wielka Noc. Planuję w tym roku około dwudziestu wpisów, poświęconych przedewszystkiem polskim pieśniom wielkanocnym. Podobnie jak w blogu wielkopostnym będzie też co najmniej kilka wpisów poświęconych innym niż rzymskokatolicki nurtom chrześcijaństwa sakramentalnego.

Trzeci sezon "Prawdziwej Wielkiej Nocy" 3

Wielki Post się kończy, a wraz z nim kończy się trzeci sezon mojego bloga Prawdziwy Wielki Post. W tym roku udało mi się go uzupełniać dosyć regularnie, umieściłem na nim kilkadziesiąt wpisów, przedewszystkiem dlatego, że udało mi się znaleźć w sieci dużą ilość interesujących materiałów. Szczególnie obfitym źródłem inspiracyj stał się dla mnie Serwis Wielkopostny Dzieła Świętej Jadwigi Królowej. Polecam go wszystkim moim czytelnikom. Można tam znaleźć mnóstwo tradycyjnych modlitw, pieśni i nabożeństw. W przyszłym roku zapewne nowych tekstów na tym blogu będzie mniej. A teraz nadszedł czas na otwarcie trzeciego sezonu na moim blogu wielkanocnym Prawdziwa Wielka Noc. Planuję w tym roku około dwudziestu wpisów, poświęconych przedewszystkiem polskim pieśniom wielkanocnym. Podobnie jak w blogu wielkopostnym będzie też co najmniej kilka wpisów poświęconych innym niż rzymskokatolicki nurtom chrześcijaństwa sakramentalnego.

Prawo Agaty

prawo

Oglądam ostatnio w telewizji (nie wiem jakiej, bo wszystkie są takie same) co drugi odcinek (bo na większą regularność nie pozwala mi niedobór wolnego czasu) nowego, polskiego serialu, zatytułowanego „Prawo Agaty”. Tytułowa bohaterka jest początkującym adwokatem i w każdym odcinku wygrywa jakąś trudną sprawę w sądzie. Co jednak ciekawe, każda jej wygrana rujnuje życie przynajmniej jednemu człowiekowi, najczęściej któremuś ze świadków. Jest to swoista egzemplikacja paranoicznej tezy Michała de Montaigne’a, zgodnie z którą, gdy ktoś zyskuje, ktoś inny musi stracić. Teza ta, jak powszechnie wiadomo, stoi u fundamentów wszelkiego rodzaju socjalizmów. A omawiany serial te fundamenty w zakamuflowany sposób umacnia.

Reguiem z Gościa Niedzielnego

Requiem

W styczniu zapowiadałem, że będę omawiać wszystkie płyty z muzyką dołączane do Gościa Niedzielnego i zrecenzowałem pierwszą z nich, zawierającą cudzoziemskie przeboje operowe. Na następną płytę i recenzję przyszło długo czekać. Gość bowiem żadnej muzyki nie dołączał przez ponad dwa miesiące. Dopiero do numeru datowanego na 25 marca została dołączona płyta, zatytułowana Requiem, a dedykowana ofiarom Stanu Wojennego. Wykonawcami płyty są Zespół Śpiewaków Miasta Katowice Camerata Silesia, Zespół Instrumentów Historycznych Parnassos i Adam Myrczek (recytacja). Muzycy występują pod dyrekcją Anny Szostak. Na repertuar płyty składa się przedewszystkiem msza Requiem Andrzeja Siewińskiego, zapomnianego kompozytora z pierwszej połowy XVIII stulecia. Msza ta jest niekompletna, więc uzupełniono ją elementami Requiem gregoriańskiego. Całości dopełniają dwie anonimowe kompozycje osiemnastowieczne do tekstów średniowiecznych antyfon: Media Vita  i Salve Regina oraz fragment barokowego kazania pogrzebowego. Całość jest ułożona w strukturę zbliżoną do liturgicznej. Tygodnik przedstawia płytę jako muzykę na Wielki Tydzień. Wydaje mi się to nieco naciągnięte, gdyż jej repertuar stanowią nie pieśni pasyjne, czy postne, a żałobne. To, że jedne i drugie są z założenia smutne, jeszcze nie czyni ich ekwiwalentnymi. Co więcej, Requiem Siewińskiego wydaje mi się nieco zbyt lekkie, jak na mszę żałobną. Może lepiej byłoby taką płytę wydać w listopadzie, a teraz typowo pasyjną? Nie jest to żaden gruby zarzut, ot co najwyżej mikroskopijny zarzucik. Płyta jest bowiem bardzo dobra muzycznie, a przy tem doskonale wprowadza w nastrój powagi i zadumy, właściwy okresowi pasyjnemu, mimo tego, że nie opiera się na pasyjnych treściach. Co więcej, otwierająca album antyfona była już wcześniej wykorzystywana w pasyjnych projektach, na przykład na płycie zespołu Bornus Consort, gdzie była utworem tytułowym. Dlatego też u słuchaczy obeznanych chociaż trochę z polską fonografią pasyjną niewątpliwie wzbudzi ona ciąg pasyjnych skojarzeń. Mimo więc wspomnianego wyżej drobnego niedopasowania jest to niewątpliwie dobra muzyka na Wielki Tydzień. Gdy oleum konopnego nie ma pod ręką, to i słonecznikowe się nada.  

Wiosenny tekst organizacyjny

 

Skoro zaczął się Wielki Post, to nadszedł czas na kolejny tekst organizacyjny. Odnoszę wrażenie, że teksty te są coraz mniej potrzebne, gdyż moje blogowanie coraz bardziej zmierza do pewnego stanu ustalonego i coraz mniej się w nim zmienia. Jednak będę tę tradycję kontynuował, głównie po to, aby zaprezentować wszystkie moje blogi tym czytelnikom, którzy znają tylko jeden z nich. Dlatego w odróżnieniu od kilku poprzednich razów, na końcu tego wpisu umieszczę w miarę kompletny spis owych blogów. Głównym moim blogiem jest nadal i pewnie zawsze będzie „Kultura Okiem Svetomira”. Jest jedynym moim blogiem uzupełnianym w miarę regularnie – przynajmniej dwa razy w tygodniu. Pozostałe blogi są tworzone falami, przy czem w przypadku blogów okresowych (bożonarodzeniowego, wielkopostnego i wielkanocnego) fale te są przewidywalne, a w pozostałych przypadkach nieprzewidywalne. Co się zaś tyczy mojej aktywności pozablogowej, to śpieszę poinformować, że w styczniu ukazała się moja druga książka, pod tytułem „Ludzie i religie w Polsce”. Przypominam też, że nadal poszukuję wydawcy dla zbiorków nowel fantasy i bajek dla dzieci. Zainteresowanych proszę o maila: svetomir@gazeta.pl

 

Blogi pierwotne:

 

Prawdziwy Wielki Post – blog wielkopostny

Kultura Okiem Svetomira – blog o szeroko pojętej kulturze

Polityka Okiem Svetomira – blog polityczny

TFUrczość Svetomira – blog z moimi mizernymi próbami literackimi

Polski Turbofolk – blog z tekstami lekkich piosenek, przełożonymi z różnych języków oraz pisanymi przeze mnie

Okiem Pawełka – blog mojego syna

Rybnik i okolice w obiektywie komórki – mizerny fotoblog z Rybnika i okolic

Zdrowie Okiem Svetomira – jako farmaceuta powinienem pisać też coś o zdrowiu, chorobach i lekach, a więc piszę

Piwo Okiem Svetomira – blog o piwie

Tytoń nie gryzie – blog o produktach tytoniowych i innych z nikotyną

Prawdziwe Boże Narodzenie – blog bożonarodzeniowy

Moje Ulubione Produkty – blog zakupowy

Wspomnienia o ludziach kultury – blog biograficzny, uzupełniany głównie w listopadzie, o ludziach kultury zmarłych w ostatnim roku

Głupie Maile – każdy z nas dostaje masę spamu. Tu prezentuję najciekawsze spamy, które dostałem

Prawdziwa Wielka Noc – blog wielkanocny

 

Blogi wtórne, w których publikuje wybór tekstów z blogów pierwotnych:

 

Okiem Svetomira na Frondzie

Okiem Svetomira na Salonie24

Marcin czy Franek?

marcin

W telewizjach dziecięcych oraz w dziecięcych blokach programowych na antenach telewizyj ogólnych można oglądać setki seriali przeznaczonych dla najmłodszych i nieco starszych telewidzów. Wśród tego ogromu produkcyj znajduje się między innymi francuski serial animowany Martin Matin, którego tytuł jest w Polsce tłumaczony jako Marcin Ranek. Uważam to tłumaczenie za nie najszczęśliwsze. Czemu? Zaraz wytłumaczę.

Niedawno jeden z moich znajomych, zastawszy mnie przy czytaniu zapytał, co też czytam. Odpowiedziałem, że Odyseję w przekładzie Lucjana Siemieńskiego. Stwierdziłem przy tem, że wolę stare przekłady poematów Homera, pisane wierszem polskim, osobliwie zaś trzynastozgłoskowcem, od nowszych, starających się odwzorować wiersz starogrecki i zapytałem, jakie woli mój rozmówca? Odrzekł, że wierne. Odpowiedź ta zdumiała mnie niepomiernie i skłoniła do głębokiego zastanowienia się nad tym problemem. Cóż bowiem oznacza wierny przekład tekstu poetyckiego? Aby mógł być za taki uznany, musiałby ściśle oddawać nie tylko treść oryginału, ale i jego formę, a więc rym, rytm, melodykę, rozkład rymów, długość wersów, etc., etc., etc. Jestem głęboko przekonany, iż jest to absolutnie niemożliwe. Dlatego właśnie Tadeusz Boy Żeleński postulował, aby poematy epickie tłumaczyć prozą. Tylko w ten sposób bowiem można przynajmniej treść utworu oddać całkiem ściśle. Jeśli zaś dokonuje się poetyckiego przekładu wiersza, czy poematu, de facto tworzy się nowy utwór, jedynie inspirowany oryginałem. Dlatego tłumacz poezji nie musi być filologiem, czy nawet biegłym znawcą języka z którego tłumaczy, musi natomiast być poetą z pewną liczbą publikacji.

Co to wszystko ma do serialu o małym Marcinie? Ma bardzo dużo. Tu też pojawia się to samo pytanie, czy tłumaczenie Tłumaczenie „Martin Matin” jako „Marcin Ranek” jest niewątpliwie doskonale dosłowne, nie jest jednak dosłownie doskonałe, co więcej, dalekie jest od jakiejkolwiek doskonałości. Oddaje co prawda całość werbalną treść oryginału, ale nie oddaje nie mniej ważnej, a w tym przypadku nawet stokroć ważniejszej treści niewerbalnej, czy też raczej pozawerbalnej. Oryginalny tytuł angielski zawiera bowiem pewną zabawną grę słów, której dosłowny przekład polski jest całkowicie pozbawiony. Otóż, jak już czytelnicy zapewne zauważyli, słowa Martin i Matin różnią się tylko jedną literą w zapisie i jedną głoską w wymowie. W wersji polskiej nie ma po tem śladu. A przecież dla fabuły serialu imię chłopca nie ma większego, czy zgoła żadnego znaczenia, zaś tytułowa gra słów ma dla tejże fabuły znaczenie fundamentalne, opiera się bowiem na niej cały koncept serialu. Logicznym więc byłoby odejście od ślepej dosłowności dla zachowania owej gry słów. A można to było uczynić bez najmniejszego trudu. Mnie samemu zastanowienie się nad polskimi formami imion męskich oraz ich zdrobnieniami i wybranie odpowiednich zajęło mniej niż jedną minutę. Szukałem oczywiście takich imion i ich zdrobnień, które od słowa ranek różniłyby się tylko jedną literą. Znalazłem takowe dwa: Radek i Franek. Przymierzyłem obydwa do tytułu serialu i stwierdziłem, że „Franek Ranek” brzmi zdecydowanie lepiej niż „Radek Ranek”, głównie z racji dokładności rymu, która w twórczości dla dzieci ma spore znaczenie. Szkoda, że twórcy polskiej wersji serialu nie poszli tą drogą. Tytuł zawierający intrygującą grę słów, a nadto posiadający rym i charakterystyczną melodykę zdecydowanie lepiej zapadałby w pamięć, niż ten, na który się zdecydowano. Przełożyłoby się to w znacznym stopniu na rozpoznawalność, popularność i oglądalność serialu. Polski dystrybutor pokpił więc sprawę i zmarnował wielką szansę. Nie pierwszy to i zapewne nie ostatni tego rodzaju przypadek. Tłumaczenia tytułów filmów i seriali na język polski od wielu już lat są przedmiotem licznych kontrowersyj. Zazwyczaj jednak zarzuca się im przekład zbyt swobodny, bardzo daleko odbiegający od oryginału. Przykłady można by mnożyć: „Wirujący seks”, „Nieśmiertelny”, „Agentka o stu twarzach” (w oryginale odpowiednio „Dirty Dancing”, „Highlander” i „Alias”). Tu sytuacja jest formalnie zupełnie odwrotna. Tytuł omawianego serialu został zepsuty przez nadmierną dosłowność przekładu, a nie jego nadmierną swobodę, jak w podanych przykładach. Wydawać by się to mogło na pierwszy rzut oka niemożliwym, aby swobodność i dosłowność przekładu mogły być w równym stopniu szkodliwe dla tytułu, a co za tem idzie również dla samego dzieła, przedewszystkiem zaś dla jego recepcji. Okazuje się jednak, że jest to jak najbardziej możliwe. W życiu zresztą bardzo często jest tak, że sytuacje skrajnie odmienne są w równym stopniu niepożądane. Już starożytni, a wśród nich przedewszystkiem Eklezjasta i Budda, zalecali unikanie skrajności i podążanie ścieżką umiaru. A byli to mędrcy, więc warto ich słuchać.

 

Mówi się powszechnie o przekładach, że są one albo piękne, albo wierne. Ja osobiście jestem w życiu zdecydowanym optymistą, ale mimo to uważam to zdanie za nazbyt optymistyczne. Jest bowiem na świecie wiele przekładów, które nie są ani piękne ani wierne. Chociażby wymienione wyżej tytuły filmów i seriali, które obok wierności nawet nie leżały, a które pięknymi mało kto nazwie. Zresztą nie tylko piękno, ale i wierność przekładu, to pojęcia mocno względne. Powyżej wyjaśniłem już chyba w stopniu przekonywającym, że przekład wierny to bynajmniej nie to samo, co przekład dosłowny. Tłumaczenie „Martin Matin” jako „Marcin Ranek” jest dosłowne, ale nie jest wierne. Aby bowiem przekład był wierny, musi oddawać nie tylko słowa oryginału, ale i to, co się za owymi słowami kryje.

Problem z wynajmem

lokal

Stali czytelnicy moich tekstów zapewne zauważyli, ze posługuję się w nich swoistą, delikatną i częściową stylizacją na polszczyznę przedwojenną. Używam w dopełniaczu liczby mnogiej rzeczowników pochodzenia obcego kończących się na -ja lub -ia końcówek -ij, yj, zamiast -ji, -ii, które rezerwuję dla liczny pojedynczej, wyrazu „przedewszystkiem” i starej odmiany zaimka „to”. Czynię tak przedewszystkiem z dwóch przyczyn. Po pierwsze, jest to wyraz mojego konserwatyzmu, ale nie to jest najważniejsze. O wiele ważniejsza jest precyzja wypowiedzi, a te stare formy są zdecydowanie bardziej jednoznaczne i precyzyjne. Gdy ktoś powie „chadzam do restauracji”, nie wiadomo, czy do jednej, czy do wielu, „chadzam do restauracyj” nie pozostawia zaś wątpliwości. A brak precyzji zaburza zrozumiałość komunikatu językowego. Należy więc o tę precyzję dbać. Pięknym przykładem na to, jak użycie takiej stylizacji ratuje precyzje wypowiedzi, jest zdanie Miłosza o Gałczyńskim wyrażone w „Zniewolonym Umyśle”: Ponieważ podobał się czytelnikom, miał wiele propozycji z redakcyj i radia. Celowo niekonsekwentne użycie wzmiankowanej stylizacji znacząco poprawia estetykę zdania.

 

Na zdjęciu powyżej widzimy komunikat mało precyzyjny. Nie wiemy, czy autor słów „wynajmę lokal” szuka lokalu do wynajęcia, czy najemcy. Oczywiście, z kontekstu możemy się domyślić, że chodzi o to drugie, bo ogłoszenie to wisi na ścianie nieczynnej knajpy. Nie zawsze jednak ten kontekst jest widoczny. Gdy ogłoszenie takiej samej treści pojawia się w prasie, jest właściwie niezrozumiałe, chyba że zostanie umieszczone w adekwatnej rubryce. Dużo lepszym komunikatem o tym samym znaczeniu jest ten ze zdjęcia poniżej. Wyrażenie „lokal do wynajęcia” jest jednoznaczne, szkoda tylko, że musi się składać aż z trzech wyrazów. W ogłoszeniu prasowym, gdzie płaci się od słowa, ma to pewne znaczenie. Rodzi się więc dylemat, czy lepiej zapłacić więcej i wyrazić swą myśl jasno, czy zaoszczędzić i narazić się na błędne zrozumienie komunikatu przez jego potencjalnych odbiorców. Oczywiście dotyczy to nie tylko ogłoszeń.

lokal

Problem oczywiście leży w czasownikach „wynająć, wynajmować”. W języku polskim są one dwuznaczne, podobnie zresztą jak bliskoznaczne czasowniki „pożyczyć, pożyczać”. Słownik Języka Polskiego PWN definiuje: wynająć — wynajmować 1. «wziąć w czasowe płatne użytkowanie czyjąś własność» 2. «oddać coś w czasowe, płatne użytkowanie» 3. «przyjąć kogoś do pracy, zwykle krótkoterminowej». Znaczenie trzecie nas oczywiście w tej chwili raczej nie interesuje. Znamienny jest sposób definiowania dwóch pierwszych znaczeń. Słownik nawet nie próbuje podać jakichś ujednoznaczniających synonimów tego słowa. Nie podaje takowych, bo ich w polszczyźnie nie ma. W języku angielskim tego problemu nie ma. Są w nim osobne słowa „lent” i „borrow” odnoszące się do pożyczania oraz „rent” i „lease” odnoszące się do wynajmowania, wyraźnie rozgraniczające stronę, która w wynajem bierze, od tej, która w wynajem puszcza. Anglicy i Amerykanie mają się więc dobrze, my zaś musimy sobie radzić, stosując wyrażenia dłuższe. Można przypuszczać, że jest to spowodowane uwarunkowaniami historycznymi. Kultura polska i literacki język polski ukształtowały się w środowisku szlacheckim. Szlachta polska zaś z mocy prawa nie mogła zajmować się pozarolniczą działalnością gospodarczą, nie dziwi więc fakt, że w polszczyźnie mamy ograniczony zasób słów odnoszących się do takiej właśnie działalności.

 

Wspomniałem już wyżej, ze nieraz wiąże się to z ponoszeniem wyższych kosztów. Gdyby była to jedyna niedogodność, to jeszcze nie byłoby tak źle. Nie byłoby też źle, gdyby taki problem pojawiał się tylko w przypadku tego jednego słowa. W rzeczywistości jest on jednak dużo bardziej rozległy.

Niestety, bardzo często się zdarza, że jedno krótkie słowo niemieckie, czy angielskie po polsku precyzyjnie oddać można tylko kilkoma słowami i to dosyć długimi. Na przykład niemiecki tintenroller, to po polsku „atramentowe pióro kulkowe”. Problem długości i nieprecyzyjności niektórych polskich słów jest może marginalny w tekstach pisanych prozą, ale tłumaczom zagranicznej poezji spędza sen z powiek. Szczególnie dotkliwym staje się przy tłumaczeniu piosenek. Aby utwór przetłumaczony z angielskiego, czy niemieckiego na polski dał się zaśpiewać na tę samą melodię i z ta samą liczba zwrotek, musi zawierać znacznie mniej treści. I niestety, chyba nic się z tym nie da zrobić. O ile w toku ewolucji języka może się tak zdarzyć, że pojawią się osobne czasowniki na owe dwie strony wynajmowania, to ów problem szerszy raczej nie ma szans na rozwiązanie.

 

Ta cecha języka polskiego jest jednym z powodów, dla których nigdy nie stanie się on językiem globalnym. I nie stałby się takim, nawet gdyby Rzeczpospolita miała tyle kolonii, co Anglia. Z drugiej jednak strony, gdyby nie ta cecha, nie mielibyśmy prawdopodobnie tak zachwycającego tworu kulturowego, jak polski trzynastozgłoskowiec. Polski poeta potrzebował bowiem trzynastu sylab, by wyrazić tyle, ile francuski, czy niemiecki mógł zawrzeć w ośmiu. Szkoda, że taki wspaniały wynalazek poetycki powoli odchodzi do lamusa. Prawie nikt już nie pisze trzynastozgłoskowcem. Pomijam już fakt, ze większość współczesnych poetów w ogóle nie uważa za stosowne pisać do rymu i do taktu.

Oddaliłem się w tych swoich rozważaniach dość znaczenie od tekstu zacytowanego na wstępie, ale tak właśnie miało być. Takie jest założenie mojego cyklu „Napisy drobne”, aby od przeczytanego gdzieś jednego zdania przechodzić do problemów ogólnokulturowych.

Małe i wielkie inicjacje – XVII Forum Inspiracji Jungowskich


XVII Forum Inspiracji Jungowskich

Małe i wielkie inicjacje

3 marca 2012 (sobota)

Biblioteka Narodowa, Warszawa

Program

10.00–10.15 I nauguracja Forum: Małe i wielkie inicjacje – Zenon Waldemar Dudek,

red. nacz. ALBO albo. Problemy psychologii i kultury

10.15–10.45 I nicjacje Tragicznego Romantyka. Enneagram i kultura alternatywna – Wojciech Joźwiak

10.45–11.15 Twórcze szaleństwo geniuszy – dr Jacek Sieradzan

11.15–11.30 Dyskusja

11.50–12.20 „Odlatujący Łabędź” – ostatni etap inicjacji? – Jerzy Prokopiuk

12.20–12.50 N ajnowsze trendy współczesnej brazylijskiej religijności – Renata Siuda Ambroziak

12.50–13.05 Dyskusja

14.00–14.30 Tazijja – wielkie szyickie misterium – prof. dr hab. Ewa Machut-Mendecka

14.30–15.00 I nicjacje w tradycji Zachodu: mroczne początki, rozkwit i upadek – dr Jerzy T. Bąbel

15.00–15.15 Dyskusja

15.35–16.05 Triksterzy i heretycy – inicjacje w sztuce współczesnej – dr Paweł Możdżyński

16.05–16.25 Hermes Hermafroditos. W poszukiwaniu archetypowego symbolu homoerotyzmu

dr Paweł Fijałkowski

16.45–17.15 R odzina jako środowisko inicjacyjne. Problem Edypa i wyzwanie Sfinksa

dr Tomasz Olchanowski

17.15–18.00 Dyskusja i zakończenie Forum

Organizatorzy zastrzegają sobie możliwość zmian w programie.

Warunki uczestnictwa:

Prenumeratorzy ALBO albo 2009/2011, uczestnicy XVI Forum (2011), młodzież, studenci, zz emeryci, renciści:

120 zł (wpłaty do 29.02.2012), 140 zł (od 01.03.2012).

zz Pozostałe osoby: 140 zł (wpłaty do 29.02.2012), 160 zł (od 01.03.2012).

W ramach opłaty konferencyjnej uczestnicy otrzymują materiały konferencyjne oraz posiłek obiadowy.

Zgłoszenia:

W celu rejestracji na konferencję należy:

zz przesłać formularz zgłoszeniowy (tradycyjny lub dostępny na stronie forum.eneteia.pl)

zz dokonać wpłaty na numer konta (do 29 lutego):

ENETEIA, ul. Zwierzyniecka 8A/21, 00-719 Warszawa

33 1240 1109 1111 0000 0515 7868 (z dopiskiem „XVII Forum”)

Wypełniony formularz prosimy przesłać mailem, pocztą lub faxem na adres Redakcji.

Od 1 marca prosimy o wnoszenie opłaty bezpośrednio na konferencji.

Zgłoszenia i aktualne informacje: forum.eneteia.pl

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij