Pochowajmy Wojciecha Kilara w Panteonie Narodowym lub na Jasnej Górze

Dziś rano zmarł w Katowicach, w wieku lat 81, Wojciech Kilar, jeden z najwybitniejszych współczesnych kompozytorów, nie tylko w skali Polski, ale i świata. Przez wiele lat rozsławiał on imię Polski w świecie. Jego wkład w kulturę polską i światową jest niezwykle znaczący. „Krzesany”, oraz muzyka do ponad stu filmów na stałe weszły do kanonu światowej muzyki. Polonez z „pana Tadeusza” wyparł ze studniówek „Pożegnanie Ojczyzny” Ogińskiego. Wraz ze zmarłym kilka lat temu Henrykiem Mikołajem Góreckim sprowadził on polską muzykę poważna na powrót na tory osadzenia w Tradycji, przerywając awangardowe zaczadzenie. Jego zasługi można by opisywać latami i na pewno jeszcze kiedyś zrobię to obszerniej, ale dziś chcę ten tekst napisać i rozpowszechnić jak najszybciej, gdyż postulat, który chcę zgłosić uważam za niezwykle ważny i pilny.

Odszedł wielki Polak, jeden z największych. Requiem aeternam dona ei, Domine, et lux perpetua luceat ei. Requiescat in pace. Amen. Modlitwy teraz potrzebuje najbardziej.

Żeby zaś pamięć o nim w narodzie nigdy nie zaginęła, pochowajmy go w nowym Panteonie Narodowym w kościele św. św. Piotra i Pawła w Krakowie. Jest tego ze wszech miar godzien. Nie zawsze doceniamy naszych wielkich rodaków, tak, jak na to zasługują. Hańbą dla nas jest, że nie pochowaliśmy na Skałce Witolda Lutosławskiego. Właśnie jego sprawa zainspirowała mnie do walki o godne pochówki wielkich Polaków. Zdaję sobie sprawę z tego, że mój głos jest słaby i ledwo słyszalny. Pamiętam jednak, że „lawina bieg od tego zmienia, po jakich toczy się kamieniach” (Cz. Miłosz). Dlatego nie zamierzam odpuszczać. W przypadku Czesława Miłosza stanęliśmy na wysokości zadania. Wtedy jeszcze swej walki nie prowadziłem i wkładu w ten pochówek żadnego nie miałem. Gorąco go jednak od samego początku popierałem w trakcie licznych dyskusyj na rozmaitych forach internetowych. Teraz czas, abyśmy ostatni hołd oddali Mistrzowi Wojciechowi Kilarowi To nasz obowiązek.

Kiedy kilka lat temu poświęciłem podobny apel Leszkowi Kołakowskiemu, spotkałem się z bardzo małą dozą zrozumienia, a bardzo dużą oburzenia i osobistych ataków. Rok później, gdy zaproponowałem Panteon Narodowy dla Henryka Mikołaja Góreckiego, uzyskałem spore poparcie, chociaż efektu moje działania nie przyniosły żadnego. W lecie bieżącego roku zaapelowałem o pochowanie w krakowskim Panteonie Narodowym Sławomira Mrożka. Faktycznie tak się stało, choć nie ma w tem żadnej mojej zasługi, bo moje teksty w tej sprawie przeszły tym razem bez echa. Teraz po raz kolejny zabieram głos w sprawie Panteonu. Bardzo dobrze by się stało, gdyby w nowym krakowskim Panteonie Narodowym Sławomir Mrożek nie leżał zbyt długo sam. Dlatego apeluję, by pochować tam również Wojciecha Kilara. A jeśli nie tam, to na Jasnej Górze, którą szczególnie ukochał.

 

 

 

 

 

 

Sprzedam

ksi ażka

Dzisiejszy wpis ma jednoznacznie komercyjny charakter. Chciałbym bowiem sprzedać parę drobiazgów, które mi zalegają w domu, a poprzez łamy mojego bloga pragnę dotrzeć do potencjalnych nabywców. Zbliżają się święta Bożego Narodzenia, może więc komuś te drobiazgi przydadzą się na prezent.

 

Po pierwsze mam do sprzedania kilka egzemplarzy mojej książki „Religie w Polsce”. Jest to pozycja dosyć gruntownie opisująca wszystkie znacząco obecne w Polsce nurty religijne, tak historyczne, jak współczesne, tak chrześcijańskie, jak niechrześcijańskie. Omówiona została ich doktryna, historia i współczesność, głównie w Polsce, ale także na świecie. Całość jest uzupełniona licznymi ilustracjami. Książka, wydana w twardej oprawie i na kredowym papierze, am nie tylko walory merytoryczne, ale też estetyczne. Może służyć nie tylko jako źródło wiedzy, ale też ozdoba domowej biblioteczki. Cena 50 zł za sztukę, o 10 zł mniej niż sugerowana przez wydawcę. Możliwość uzyskania autorskiego autografu o prawie dowolnej treści.

 

Po drugie chcę sprzedać kilka niebanalnych naszyjników w stylu „neolitycznym”, czyli kamienia gładzonego. Obróbka jest minimalistyczna i polega tylko na zrobieniu za pomocą ręcznych narzędzi otworu w naturalnych rzecznych kamieniach z Soły. Część tych kamieni, to wygładzone przez rzekę kawałki cegieł. Cena 10 zł od egzemplarza.

Zainteresowanych zakupami proszę o kontakt: svetomir@gazeta.pl

 

Lub na allegro:

http://allegro.pl/show_item.php?item=3783200300

http://allegro.pl/show_item.php?item=3783226555

kamienie

Smerfy 2 – wyrafinowana manipulacja

smerfy

 

Od jakichś kilku lat, od czasu do czasu chodzę z dziećmi do kina na dziecięce filmy i mniej więcej z połowy tych wypraw piszę recenzje. Ostatnio wybraliśmy się cała rodziną na „Smerfy 2”. Wiązaliśmy z tym filmem wiele nadziei, bo pierwsza część bardzo się nam wszystkim podobała. Nowy film o niebieskich stworkach bardzo nas jednak zawiódł.

Przedewszystkiem można było łatwo zauważyć liczne nielogiczności scenariusza. Wymienię tylko dwie z nich, najbardziej jaskrawe. Po pierwsze, skoro formułę rytuału przemiany w smerfa zapamiętała Smerfetka, choć była tylko jego uczestnikiem, a nie wykonawcą i nie miała w jej zapamiętaniu żadnego interesu, to jakim cudem żywo zainteresowany jej znajomością Gargamel nie mógł jej zapamiętać i musiał ją mieć spisana na kartce? Po drugie, akcja części drugiej dzieje się kilka lat po pierwszej, o czym świadczy choćby wiek dziecka pary głównych ludzkich bohaterów. W tym czasie Gargamel rozrzutnie szafuje smerfesencją, a mimo to, nie brakuje mu jej, choć zapasy początkowe miał niewiele tylko większe od tych w pierwszej części, których przy podobnym tempie zużywania starczyło mu ledwie na parę dni.

Dużo słabszy jest też w tym filmie poziom dowcipu. Po pierwszym filmie zamiast recenzji umieściłem na swoim blogu zbiór cytatów z Gargamela i o Gargamelu. Dziś nie miałbym czego cytować, bo choć Gargamel wypowiada równie dużo rozmaitych sentencyj, często będących parafrazami znanych cytatów z literatury, filmu i życia, to są one znacznie słabsze i płytsze niż w pierwszej części, najczęściej zresztą w ogóle nie śmieszne.

Gdyby jednak wady filmu sprowadzały się tylko do niedoskonałości scenariusza, czy niższych lotów humoru, nie byłby to wcale wielki problem. Dużo poważniejsza jest sprawa z przesłaniem tej produkcji. Otóż „Smerfy” z 2011 były bardzo sympatyczną komedią rodzinną z pozytywnym przekazem. Mówiły o dojrzewaniu do małżeństwa, rodzicielstwa i założenia rodziny. Ukazywały, jak pojawienie się dziecka wzbogaca miłość małżonków i czyni ich życie lepszym. W części drugiej przekaz jest zupełnie odwrotny. Dwa równoległe wątki, jeden u smerfów i jeden u ludzi, podważają wartość tradycyjnych więzi rodzinnych, promują zaś na ich miejsce „alternatywny”, „nowoczesny” model rodziny. Podważają mianowicie rolę ojca, sugerując, że od złego ojca znacznie lepszy jest dobry ojczym, i że zamiana ojca na ojczyma z reguły wychodzi dzieciom na dobre.

Przypomina to pod pewnymi względami sytuację z filmem „Renifer Niko ratuje brata” słusznie skrytykowanym przez Tomasza Terlikowskiego, który pisał po jego premierze: „ Film bowiem był ordynarną (choć trzeba powiedzieć dobrze nakręconą i z dużą dozą ciepła) promocją rozwodów i patologicznych układów rodzinnych. Braciszek, którego ratować miał głównym bohater, nie był bowiem braciszkiem, a dzieckiem nowego konkubenta mamusi. Bunt reniferka związany był z tym, że chciał on, by jego prawdziwi rodzice do siebie wrócili i nie chciał zaakceptować nowego związku, cały zaś film zmierzał do wielkiej pochwały nowego związku, fantastyczności nowych więzi i normalności sytuacji, w której każde dziecko ma innych rodziców. Jego zwieńczeniem jest zaś sytuacja, w której największą radością dla małego renifera jest to, że mama z partnerem (nowym) ma trzecie dziecko, którego pochodzenie jest jeszcze inne, niż dwóch rzekomych braci. Poza tym, i to jest największe niebezpieczeństwo, film jest cieplutką opowieścią o wartości przyjaźni, domu, odpowiedzialności. Ale niestety ideologiczny wkład czyni ją całkowicie nieakceptowalną dla rodziców, którzy chcieliby nauczyć dzieci, że brat to znaczy brat, małżeństwo jest nierozerwalne, a wierność jest wartością.” Analogia jest tym pełniejsza, że również pierwsza część tego cyklu, zatytułowana „Renifer Niko ratuje święta” nie niosła żadnego antyrodzinnego przekazu, podobnie jak pierwsza część „Smerfów”.

„Smerfów 2” nie ratuje kilka dobrych scen, takich jak latający Gargamel wygrywający melodię smerfowej piosenki na dzwonach paryskiej katedry Najświętszej Maryi Panny, co jest ewidentnie nawiązaniem do „Dzwonnika z Notre Dame”. W beczce dziegciu, łyżka miodu nic nie pomoże.

Dziewczęta z Equestrii

 

Na rynku zabawek mody i trendy zmieniają się jak w kalejdoskopie. Dotyczy to także lalek dla dziewczynek. Co prawda Barbie trzyma się mocno, ale miewa poważne sezonowe konkurentki. Najważniejszymi z nich są od kilku lat horrorystyczne lalki Monster High. Seria zabawek powstała w 2007 roku, a od 2010 jest obudowana otoczką medialną, opartą przedewszystkiem na serialu animowanym i serii książek. Podobna sytuacja dotyczy samej Barbie, która też stała się w ostatnich latach bohaterką serii filmów animowanych.

 

Inaczej jest z hitem tej jesieni – lalkami Equestria Girls, które pod względem stylistyki zdają się być bytem pośrednim między Barbie a Monster High. Tu najpierw był film, a dopiero później zabawki. Pełnometrażowy obraz animowany „My Little Pony: Equestria Girls”, produkcji amerykańsko-kanadyjskiej, miał swoją światową premierę 16 czerwca, a polską (szkoda, że tylko telewizyjną, a nie kinową) 14 września bieżącego roku. Film nawiązuje do słynnego serialu „My Little Pony” opowiadającego o mówiących kucykach z magicznej krainy zwanej Equestrią. Jedna z głównych jego bohaterek, czarodziejka Twilight Sparkle, na koniec trzeciej i jak dotąd ostatniej serii dołącza do wąskiej grupy rządzących Equestrią księżniczek. Akcja filmu dzieje się po zakończeniu tej serii.

 

Księżniczce Twilight Sparkle ukradziono jej koronę. Korona ta jest nie tylko ozdobą, czy symbolem władzy, ale także, a może nawet przedewszystkiem potężnym artefaktem magicznym, który daje posiadaczowi ogromną moc. Bez niej przyszłość całej Equestrii jest poważnie zagrożona. Złodziejka ucieka z łupem przez magiczny portal z Equestrii do naszego świata. Księżniczka podąża za nią. Trafia do amerykańskiej szkoły średniej. Aby odzyskać koronę, musi zostać królową szkolnego balu. W szkole odnajduje ludzkie odpowiedniki swoich przyjaciółek z krainy kucyków. Z ich pomocą zdobywa koronę, ale złodziejka nie daje za wygraną. Skoro nie wygrała uczciwie, próbuje zdobyć artefakt siłą. Wywiązuje się magiczny pojedynek, w którym magia przyjaźni, będąca przewodnim motywem serialu, wygrywa z magią arkanów. Twilight Sparkle odzyskuje koronę i wraca do Equestrii, ludzkie odpowiedniki kucyków na powrót zostają przyjaciółkami, a złodziejka przeżywa duchową przemianę i naprawia poczynione szkody.

 

Film oczywiście opiera się przedewszystkiem na serialu, ale czerpie też obficie wątki i motywy z wielu innych dzieł literackich i filmowych. Pierwszym i najsilniejszym nawiązaniem jest cykl książek i filmów o Harrym Potterrze. Rywalizacja księżniczki Twilight Sparkle i złodziejki Sunshit Summer jako żywo przypomina rywalizację Harrego z Lordem Voldemortem. Summer, podobnie jak Voldemort, chce opanować zarówno szkołę, jak i cały świat. Obojgu zależy mniej na władzy w zwykłym ludzkim świecie, a bardziej na władzy w świecie istot magicznych, w jednym przypadku kucyków, w drugim czarodziejów. Obydwa czarne charaktery w dążeniu do władzy chcą wykorzystać własne armie, utrzymywane w posłuszeństwie za pomocą magii. Podobnie wygląda pojedynek księżniczki ze złodziejką i pojedynek Harrego Z Voldemortem. W obydwu przypadkach ciemna strona dysponuje potężnym artefaktem (korona, czrna różdżka) ale w obydwu przypadkach to strona dobra ma nad tym artefaktem prawdziwą władzę. Ważnym motywem całego cyklu potteriańskiego, jak też sceny ostatniego pojedynku jest myśl, że miłość jest najpotężniejszą magią. W filmie o dziewczętach z Equestrii podobną rolę pełni koncepcja magii przyjaźni. Nie bez znaczenia jest też to, że w obydwu przypadkach znacząca część akcji ma miejsce w szkole. Najwyraźniej twórcy filmu chcą dotrzeć do fanów Harrego Pottera, bo jak wiadomo jest to duża i atrakcyjna klientela.

 

Można też doszukiwać się w omawianym filmie nawiązań do innych cyklów fantastycznych, w szczególności do serii produkcji o gormitach. Niektóre sezony tego cyklu opowiadają o grupie nastolatków,, które po teleportacji do innego świata stają się władcami żywiołów, przywódcami tytułowych gormitów, istotami o wielkiej, nadnaturalnej mocy. Zachodzi tu pewien paralelizm między elementami żywiołów na Gormie, a elementami harmonii w Equestrii.

Omawiany film ukazuje wyraźnie, jak powstawanie nowych dzieł popkultury opiera się w dużej mierze na wykorzystaniu elementów obecnych w dziełach wcześniejszych. Dotyczy to zresztą nie tylko popkultury, ale ogólnie kultury każdego rodzaju. Nie istnieje twórczość w stu procentach oryginalna i istnieć nie może. Kulturowa kuchnia niezmiennie opiera się ta przyrządzaniu „potraw” ciągle z tych samych składników, w różnych jedynie konfiguracjach.

Akademia Morawskich Wrót V

Olszar

Ks. Henryk Olszar Ludzie tej ziemi. Sylwetki kapłanów spoczywających na cmentarzach w dekanacie gorzyckim, Krzyżanowice 2013, 224 strony + 32 strony zdjęć, cena: 25 zł.

W imieniu organizatorów zapraszam na kolejne spotkanie w ramach

Akademii Morawskich Wrót (zjazd V).

Tym razem spotykamy się w Ośrodku Kultury w Skrzyszowie

6 listopada 2013, o godz. 17.30.

W służbie Bogu i ludziom

Naszym gościem będzie ks. dr Henryk Olszar.

Promujemy Jego nową książkę: Ludzie tej ziemi. Sylwetki kapłanów spoczywających na cmentarzach w dekanacie gorzyckim.

 

Zapraszamy, wstęp wolny.

 

Organizatorzy: Akademia Morawskich Wrót; Gminne Centrum Kultury, Sportu i Turystyki w Godowie, Ośrodek Kultury w Skrzyszowie; Stanisława i Gerard Lenczykowie; Polski Związek Kulturalno-Oświatowy Koło Wierzniowice; Koło Wodzisławsko-Żorskie Ruchu Autonomii Śląska; Hotel i Restauracja „Zamek” w Chałupkach.

Publikacja otwiera nową serię wydawniczą: Bibliotekę Akademii Morawskich Wrót.

Ks. Henryk Olszar, dr teologii; ur. 29 iv 1957 r. w Gorzycach, wykładowca na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Kierunek badań: historia Kościoła katolickiego na Śląsku. Autor książek: Duchowieństwo katolickie diecezji śląskiej (katowickiej) w Drugiej Rzeczypospolitej (Katowice 2000), „Zakotwiczony w Bogu”.Błogosławiony Emil Szramek â kapłan i męczennik(Włocławek 2001),„To nie prowincjonalny ksiądz”. Ks. Paweł Dudek i jego dzieło (Katowice 2010), Od „Jozefata” do Józefowca. Duszpasterze i parafia św. Józefa w Katowicach-Józefowcu, Katowice 2013, Duchowieństwo „postępowe” w państwie totalitarnym na przykładzie Wojewódzkiego Koła Księży „Caritas” w Katowicach (Katowice 2013); redaktor dwóch opracowań: Górny Śląsk na przełomie wieków. Nadzieje i niepokoje. Świadkowie wiary (Katowice, Piekary Śląskie 2002) oraz Biblioteki kościelne i klasztorne w Polsce. Historia i współczesność (Katowice 2009), a także licznych artykułów i biogramów w publikacjach zbiorowych i czasopismach, dotyczących działalności duchowieństwa katolickiego i struktur administracyjnych Kościoła katolickiego w Polsce i na Śląsku. Od wielu lat współpracuje z miesięcznikiem „U Nas”.

 

W swojej nowej publikacji ks. Henryk Olszar oprowadza nas po cmentarzach gmin Godów i Gorzyce, przedstawiając sylwetki czterdziestu pochowanych na nich księży. Rysuje ich barwne, pełne wspomnień, anegdot i opinii portrety. Książka stanowi znakomite źródło do poznania dziejów śląskiego kościoła. Wszystkie postaci Autor osadza w realiach miejsca i czasów, w których żyli. Ks. Henryk Olszar wykorzystał bogatą literaturę przedmiotu oraz ogromną ilośćmateriałów archiwalnych. Publikację ilustruje kilkadziesiąt zdjęć,udostępnionych również przez czytelników „U Nas” oraz „Nowin Wodzisławskich”.Wybrane biogramy publikowano wcześniej na łamach „U Nas”.

Akademia Morawskich Wrót III – tekst nadesłany

 

gorzyce

Witam serdecznie,

Dziękując za udział w poprzednich zjazdach i pomoc w ich organizacji lub promocji,

zapraszamy na kolejne spotkanie w ramach Akademii Morawskich Wrót.

GODÓW, OŚRODEK KULTURY

25 WRZEŚNIA 2013 r., godz. 17.30

Tym razem spotkamy się z pracownikami naukowymi Instytutu Pamięci Narodowej (Katowice), znakomitymi historykami,autorami książek i artykułów poświęconych historii Górnego Śląska, m.in.: przynależności Ślązaków do organizacji nazistowskich, podziemiu niepodległościowemu, początkom władzy ludowej, działalności aparatu bezpieczeństwa, represjom wobec Ślązaków po zakończeniu wojny oraz tutejszego Kościoła.

Naszymi gośćmi będą DR ADAM DZIUROK i DR ADAM DZIUBA

W programie:

prelekcje

Między lojalnością a zdradą. Za mało niemieccy, za mało polscy. Wybory Górnoślązaków w XX w.
dr Adam Dziurok (IPN Katowice): Górnoślązacy w szeregach SA
dr Adam Dziuba (IPN Katowice) – Górnoślązacy w strukturach PPR

prezentacja półrocznika popularnonaukowego: 

„CzasyPismo. O historii Górnego Śląska w XX wieku” 

Jeżeli interesujesz się naszym regionem, jeżeli chcesz poznać przed jakimi wyborami stawali nasi Ojcowie oraz Dziadkowie – zapraszamy. Wstęp wolny, przekaż zaproszenie Znajomym, wrzuć w Internet. Liczymy na Twoją obecność.

W imieniu organizatorów

Daniel Jakubczyk i Leonard Fulneczek

Kontakt:

tel. 728 822 139, akademiamorawskichwrot@gmail.com

 

Relacje z poprzednich spotkań znajdą Państwo m.in. na stronach internetowych:www.morawskie-wrota.pl,  www.gornikzabrze.pl,www.nowiny.pl,www.nowiny.rybnik.plwww.naszwodzislaw.com,www.tuwodzislaw.pl,www.raciborz.com.pl, zbyszko.kikko.pl.

O Akademii Morawskich Wrót pisały m.in.: miesięcznik gminy Gorzyce „U Nas”, „Nowiny Wodzisławskie”, „Nowiny: Tygodnik Regionalny”.

Dziękujemy życzliwym Mediom!

Zapowiedzi

Jeszcze w tym roku w ramach Akademii Morawskich Wrót będziemy promować dwie nowe książki o historii Kościoła i kolei na Górnym Śląsku! O Szczegółach poinformujemy na początku października.  

 

O sobie samym po raz trzeci

Ostatni tekst o sobie pisałem trzy lata temu. Trzy lata, to wiele czasu. Przez ten czas wiele się zmieniło. Najpierw więc o tym, co się nie zmieniło. Urodziłem się w 1975 roku w Rybniku i od kilku lat znów mieszkam w tym mieście. Jestem farmaceutą (Śląska Akademia Medyczna, Sosnowiec, 1999) i antropologiem kulturowym (Uniwersytet Śląski, Cieszyn, 2004).

 

Pracuję jako kierownik apteki w Rybniku, dorabiam sobie jako niezależny, prawicowy niezależny  publicysta. Jestem autorem książek „Religie w Polsce” (Księży Młyn, Łódź, 2010) oraz „Ludzie i religie w Polsce” (Videograf II, Chorzów 2012). W planach i w przygotowaniu mam kilka kolejnych książek z różnych gatunków. Publikuję w licznych czasopismach, m. in. W „Najwyższym Czasie”, Opcji na Prawo”, „Bez Recepty” i „ALBOalbo”. Prowadzę kilka blogów, m. in.: Kultura Okiem Svetomira, TFUrczość Svetomira, Rybnik i okolice w obiektywie komórki, Polityka Okiem Svetomira. Jestem żonaty, mam dwoje dzieci: syneczka urodzonego w  2005 i córeczkę urodzoną w 2009. Zarówno w kwestiach religii, jak i polityki moje poglądy uznać można za zdecydowanie konserwatywne.

 

Przyjmuję zamówienia na publikacje. Mogę napisać książkę popularnonaukową z zakresu nauk humanistycznych lub tematyki zdrowotnej, a także publicystyczną lub biografię jakiejś osoby. Chętnie podejmę się też pisania artykułów z tych dziedzin. Zainteresowanych proszę o kontakt: svetomir@gazeta.pl

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij