
Był czas i trwał on jeszcze do niedawnych dni, kiedy to tradycja nie była wysoko ceniona, można by rzec nie była w modzie. Powszechne było podówczas przekonanie, że tylko to, co nowoczesne i postępowe jest dobre, co zaś jest tradycyjne, zachowawcze jest automatycznie złe. Postęp był największą wartością. Zjawisko to nie ograniczało się do jednego kraju, czy regionu, ale miało charakter globalny. Uważano, że za nowoczesną technologią musi iść nowoczesny ustrój społeczny, nowoczesne obyczaje, nowoczesna sztuka, nowoczesna muzyka, a nawet nowoczesna religia. Wraz z unowocześnianiem tych wszystkich dziedzin postępowało ich wzajemne oddzielenie i oddalenie od siebie. O ile w społeczeństwie tradycyjnym technologia, ustrój, obyczaje, sztuka, muzyka, religia i inne dziedziny życia stanowiły zintegrowany system wzajemnie przenikających się elementów, o tyle w społeczeństwie nowoczesnym każda z tych dziedzin była kształtowana i funkcjonowała w oderwaniu i izolacji od pozostałych. Sztuka i muzyka straciły swoje oparcie w religii, ustrój oddzielono od obyczajów, a technologię od kultury. I o ile w wielu dziedzinach trend ten wyraźnie osłabł, o tyle w dziedzinie sztuki żyje i ma się dobrze. Liczne grupy artystów nowoczesnych prześcigają się w ucieczce nie tylko od tradycji europejskiej, nie tylko od uznanych kanonów sztuki, ale od wszelkiej inspiracji jakąkolwiek tradycją. Tendencja taka musi niepokoić wszystkim, którym droga jest tradycja i dziedzictwo tych, którzy poprzedzili nas na ścieżce życia. Ja również zaliczam się do tych zaniepokojonych. W moim osobistym przekonaniu sztuka oderwana od tradycji ulega desakralizacji i przestaje być sztuką. Bo sztuka jest świętością, jest sacrum. Od najdawniejszych dziejów ludzkości dzieła sztuki pełniły funkcję religijną. W wykopaliskach archeologicznych, jeśli znajdujemy rzeźby, czy inne dzieła sztuki, to prawie zawsze w kontekście kultowym. W średniowieczu obrazy, rzeźby i witraże zastępowały masom Biblię. W kościołach wschodnich ikona traktowana jest jak sakrament. Z kultur Azji wspomnę w tym kontekście mandale i tanki do których jeszcze nawiążę w dalszej części pracy. Powie ktoś, ze od czasu renesansu większość dzieł sztuki należy do dziedziny profanum, nie zaś sacrum, gdyż traktują one o tematach świeckich.
Pozwolę sobie nie zgodzić się z tym poglądem. Czymże bowiem są te „świeckie” tematy tradycyjnej sztuki nowożytnej? Piękno przyrody i piękno ludzkiego ciała należą do najczęstszych przedstawień. Piękno, zaś wedle poglądów wywodzących się od Platona, a spopularyzowanych przez Augustyna, jest obok prawdy i dobra atrybutem Boga. Skoro więc sztuka przedstawia jeden z boskich atrybutów, to wbrew wszelkim pozorom pozostaje w sferze sacrum. I tu dochodzimy do istoty tradycji w sztuce. Otóż w dziedzinie sztuki wyznacznikiem tradycji jest piękno.
Sztuka zawsze była rozumiana jako nośnik piękna, a i teraz takie jej rozumienie uchodzi za tradycyjne. Zwolennicy zaś zerwania z tradycją w sztuce oddziela ja pojecie sztuki od pojęcia piękna, co w moim (i nie tylko w moim) przekonaniu jest oddzieleniem sztucznym. A na dowód, że nie jestem w tym myśleniu odosobniony pozwolę sobie zacytować Andrzeja Skarzyńskiego: „Niewątpliwie sztuka antycznej Grecji, kontynuowana przez Rzymian, wyznawała piękno, jako cel swojego działania. Jej spełnieniem były harmonia, czystość – Piękno, osiągane wysiłkiem intelektualnym, wspaniałym warsztatem twórczym, który pozwalał zamienić myśl czy ideę w obiekt materialny. Dążenie do wyrażenia doskonałości, harmonii i piękna trwało wiele wieków, doskonaliły się środki wyrazu, przekazu, powstawały nowe możliwości techniczne, nowe dziedziny sztuki (fotografia, film). Ewoluował również ideał piękna. Początek sztuki nowoczesnej –impresjonizm – wniósł świeży powiew w trochę skostniałe i podkurzone antyczne kanony, utrzymywane jeszcze w akademiach sztuki. Malarstwo, zwolnione przez powstanie fotografii z roli wiernego przedstawiania rzeczywistości, zaczęło wyrażać wrażenia, emocje, bawić kolorem, światłem, z czasem sięgać do tematów z innych kultur, deformować, przekształcać rzeczywistość, stwarzać nowe światy, symbole”. Ale w całej tej swojej różnorodności główny nurt sztuki nowoczesnej pozostał wierny pojęciu piękna, jako naczelnej idei sztuki. Ale nie wszyscy artyści nowocześni pozostali wierni kryteriom estetycznym. Jak pisze ten sam autor, sam zresztą również będący artystą: „Obecnie działania wielu artystów idą w kierunku zadziwienia publiczności, zaszokowania, oryginalności za wszelką cenę. Stało się to celem samym w sobie. Ekscentryczność, wydumane pseudofilozofie, teorie maja usprawiedliwić ich działanie. Piękno, harmonia przestały być wartością, czy kryterium pozytywnym. Antyestetyka, obsceniczność zajęły miejsce główne w twórczości wielu współczesnych autorów nazywających siebie awangardą, czy nowa falą”. Trzeba przyznać, ze są to ostre słowa, ale nie są one pozbawione słuszności. Tak czy inaczej mamy w sztuce nowoczesnej do czynienia z dwoma podstawowymi nurtami. Jeden nie jest wprawdzie naśladownictwem form dawniejszych, eksperymentując w najróżniejszy sposób z przekazem artystycznym, ale zachowuje najistotniejszy rdzeń tradycji sztuk plastycznych – poczucie piękna. Drugi natomiast zrywa z rozumieniem sztuki jako transmisji piękna i czyni z niej transmisję idei społecznych, filozoficznych i religijnych wedle dowolnego zamysłu twórcy. Ten pierwszy kierunek jest mi osobiście znacznie bliższy, dlatego tez chciałbym przedstawić kilka jego wątków artystycznych i ideowych na przykładzie dzieł i wypowiedzi dwojga polskich artystów współczesnych: Jerzego Nowosielskiego i Beaty Futro.
Jerzy Nowosielski (ur. 1923) jest malarzem, rysownikiem i scenografem. Jednym z najwybitniejszych polskich artystów współczesnych. Bogaty dorobek artystyczny Nowosielskiego obejmuje kompozycje religijne (malowidła ścienne w kościołach, ikonostasy, obrazy kultowe), studia portretowe, sceny figuralne (np. pływaczki, gimnastyczki, akty), a także pejzaże, martwe natury i obrazy abstrakcyjne. Inspiracją malarskiego sposobu organizowania wizji człowieka – jego twarzy i całego ciała – jest ikona, a w pozostałych tematach zaznacza się wpływ surrealizmu, malarstwa abstrakcyjnego i sztuki naiwnej (stąd odindywidualizowanie postaci, hieratyzm, nieruchomość, monumentalizm, uproszczenie form i operowanie dużą płaszczyzną). Pejzaże często o charakterze kontemplacyjnym, traktowane w duchu odmaterializowanej syntezy graniczącej z abstrakcją. Wyrazistej kolorystyce płócien towarzyszy oszczędna gama barw.
Beata Futro jest absolwentką dwóch wyższych uczelni w Krakowie: Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz Akademii Sztuk Pięknych W 1997/1998 przebywała na stypendium Rządu Republiki Indii w Dharmasali w Indiach, gdzie studiowała tradycyjne malarstwo tybetańskie –thangki (tanki. Pobyt w Indiach zaowocował szeregiem artykułów prasowych o kulturze Indii i Tybetu oraz tematyce podróżniczej. Beata Futro zajmuje się malarstwem, rysunkiem, grafiką warsztatową (akwaforta) oraz projektowaniem graficznym. (z katalogu wystawy „Malarskie doświadczenia z buddyzmem”)
Można zadać pytanie dlaczego wybrałem do tego tekstu akurat tę dwójkę artystów? Otóż reprezentują oni oboje wizję sztuki, która jest mi szczególnie bliska. Sztuka w tej wizji przynależy do sfery sacrum i jest zjawiskiem sui generis religijnym. Obydwoje wyrażają również w napisanych przez siebie tekstach swoje poglądy na temat sztuki, religii i życia, dzięki czemu możemy je lepiej poznać. Dlatego tez poniżej pozwolę sobie przytoczyć ich pogląd na sztukę, tradycje, kulturę i duchowość, oczywiście bardzo pobieżnie, jak na to pozwalają ramy tego tekstu.
Gdy się czyta jakiekolwiek teksty Jerzego Nowosielskiego, na przykład jego wywiady ze Zbigniewem Podgórcem rzuca się w oczy ciągłe przeplatanie się tematyki sztuki i tematyki religii. Potwierdza to tezę, którą już wyżej wygłosiłem, że dla tego artysty sztuka, a zwłaszcza malarstwo należy do dziedziny sacrum. „Malarstwo jest usiłowaniem wydobycia się na zewnątrz serca ludzkiego. Jako działalność należącą do sfery sacrum jest w porządku empirycznym czynnością rewolucyjną.” Warto tu wspomnieć, że całe malarstwo Nowosielskiego, nawet to zasadniczo świeckie, nawet abstrakcyjne jest w jakimś stopniu inspirowane ikoną, nie tyle zresztą jej treścią, co jej specyficzna estetyką.
Przykładem na to może być obraz, którego reprodukcję zamieściłem powyżej. Jest on na poły realistyczny, na poły abstrakcyjny, ale zarówno w kolorystyce, jak i w stylu bardzo przypomina ikonę. Dowodzi to jak bardzo artysta jest przywiązany do swojej wizji sztuki jako sacrum. Centrum zarówno jego sztuki, jak i jego życia jest ikona. Zapytany o podział jego malarstwa na sakralne i świeckie, tak odpowiedział: „Broń Boże! Już sam taki podział jest nieporozumieniem. Moim zdaniem, sztuka jako tajemniczy akt ufności wypływający z wiary w rzeczywistość nie stworzoną należy sama w sobie do dziedziny sacrum i poza nią nie może w ogóle istnieć. Stąd wszystkie próby wyprowadzenia sztuki poza obszar sacrum kończyły się porażką. Przecież nie udało się jak dotąd, stworzenie sztuki materialistycznej, należącej wyłącznie do sfery profanum. Sztuka jest domeną sacrum i bez niego nie może istnieć.”
Pogląd Beaty Futro idzie jeszcze dalej: „Sztuka poprzez symbole może być obok medytacji i dzięki niej środkiem prowadzącym do doświadczenia stanu niezróżnicowanej jedności wykraczającej poza rozróżnienie podmiotu i przedmiotu oraz przestrzeni i czasu . Inaczej mówiąc uchwycenie bezpośrednio ostatecznej rzeczywistości jest możliwe dzięki samemu procesowi tworzenia i odpowiedniemu odbiorowi dzieła sztuki. Doświadczenie takiego stanu znajduje się poza zasięgiem operowania dyskursywnym myśleniem oraz językiem i w ten sposób niemożliwe do przekazania innym. Dzieło sztuki, które- chronologicznie pojawiło się znacznie wcześniej niż pismo i określone znakami pisma pojęcia – stwarza możliwość rozumienia na innym poziomie percepcji. Odwołuje się do naszej wiedzy, ale również i przede wszystkim do naszych doświadczeń na drodze do zrozumienia procesów zachodzącym w kosmosie, którym przecież podlegamy. Nasza świadomość rejestruje wszelkie zmiany, kształtuje się w zależności od kolejnych doświadczeń i przemyśleń. Sądzę, że jedynie sztuka może być drogą do rozwijania świadomości, rozumienia prawdziwej natury świata.”
Osobiście nie skłaniałbym się do poglądu, że jedynie sztuka prowadzi do duchowej realizacji. Jak mawiają Japończycy „wiele dróg prowadzi na Fujijamę”, ale rola sztuki w tym procesie jest bez wątpienia nadzwyczaj istotna. Zwłaszcza we współczesnym świecie, kiedy człowiek coraz częściej odchodzi od tradycyjnych form religijności, sztuka staja się coraz to ważniejszą forma życia duchowego dla coraz większych grup ludzi. Być może w rozpoczynającym się stuleciu będzie po muzyce pełnić najważniejszą rolę na tym polu. A dla wielu będzie pewnie tą najważniejszą drabiną do świata ducha. I tu dochodzimy do tytułowej wspólnoty ducha. Gdy się mówi o wspólnocie ducha najczęściej przychodzi na myśl wspólnota religijna, wspólnota ludzi, których łączy wiara. Ale skoro nie tylko religia należy do sfery sacrum, a wiec sfery ducha, ale także inne dziedziny kultury , zwłaszcza sztuka, muzyka i poezja, toteż partycypacja w nich kreuje wspólnotę ducha. Jeśli więc chodzi o duchowa wspólnotę uczestników (twórców i odbiorców) sztuki to trzeba powiedzieć, że jej charakter jest nieco inny niż wspólnot religijnych. Różnic jest wiele, ja wskażę kilka. Część z nich dotyczy granic obydwu wspólnot. Wspólnota sztuki jest z jednej strony szersza, a z drugiej węższa. Szersza, bo krąg wielbicieli podobnej sztuki nie ogranicza się to wyznawców takiej czy innej ideologii religijnej, społecznej, czy politycznej, czy nawet osób podzielających taki sam pogląd na jakakolwiek kwestie nie dotyczącą ściśle samej sztuki. Węższa natomiast, bo recepcja sztuki z zasady nie jest masowa i wyjątki są rzadkie, religia zaś w większości przypadków jest masowa, choć tu wyjątków jest zdecydowanie więcej. Następna różnica polega na tym, że o ile granice wspólnoty religijnej da się, choć w przybliżeniu określić, nie da się tego zasadniczo uczynić dla „wspólnoty sztuki”. I z tego wynika różnica następna. Wspólnota religijna tworzy w swoich członkach znacznie silniejsze poczucie tożsamości i przynależności. Powstaje jeszcze pytanie, czy istnieje jedna tylko wspólnota ducha dla uczestników wszystkich nurtów sztuki? Czy ci, którzy uznają miskę klozetową i stertę martwych zwierząt za sztukę i Ci, którzy jak Andrzej Skarzyński tych tworów za dzieła sztuki nie należą partycypują w tej samej wspólnocie ducha? Wydaje się to mocno wątpliwe. W moim przekonaniu tym co integruje duchową wspólnotę sztuki jest właśnie tradycja. Niewątpliwie w jednej wspólnocie ducha uczestniczą wszyscy ci, którzy rozumieją sztukę jako: po pierwsze należącą do sfery sacrum, po drugie zakorzenioną w taki, czy inny sposób w tradycji żywej i po trzecie wreszcie jako będącą zobrazowaniem piękna. Artyści których przedstawiłem w tym tekście nie powielają skostniałych schematów wyrosłych z dawnych kanonów. Sztuka każdego z nich jest jedyna i niepowtarzalna, jest odbiciem ich dusz. Jerzy Nowosielski i Beata Futro przenoszą na płótno, deskę i papier swoje własne koncepty filozoficzne, swoja własną gnozę, jak to ujmuje mistrz Jerzy. A jednocześnie ich sztuka wyrasta z tradycji jak gałęzie drzewa wyrastają z korzeni. Nie może pozostać żywym drzewo pozbawione korzeni. Korzenie i gałęzie stanowią nierozerwalna całość. I trzeba pamiętać, że to co teraz jest gałęziami drzewa sztuki, stanie się kiedyś jego korzeniami. Bo jak powiedział Tagore „Korzenie, to gałęzie rosnące w ziemi; gałęzie, to korzenie w powietrzu”. Luźne kawałki drewna nie mające więzi z korzeniami nie są gałęziami i nie staną się korzeniami.
WYKAZ PIŚMIENNICTWA:
1.Zbigniew Podgórzec „Wokół ikony. Rozmowy z Jerzym Nowosielskim” Warszawa 1985
2.Zbigniew Podgórzec „Mój Chrystus. Rozmowy z Jerzym Nowosielskim” Białystok 1993
3.Jerzy Nowosielski „Inność Prawosławia” Warszawa 1991
4.Internetowa encyklopedia WIEM
5.Program wystawy „Beaty Futro malarskie doświadczenia z buddyzmem” Warszawa 2001
6.Program wystawy „Corrida II”, Nowy Jork 2001
7.Andrzej Skarzyński „Rozdroża Sztuki” < „ALBO albo” 1/1998 Warszawa
8.Rabindranath Tagore „Gitanjali”, Poznań 1996
9.Sergiusz Bułgakow „Prawosławie”, Białystok, Warszawa 1992
10.Ilustracje zaczerpnięto ze stron intenetowych poświęconych Jerzemu Nowosielskiemu i Beacie Futro