
Niedawno miała miejsce piąta rocznica wstąpienia Ojca Świętego Benedykta XVI na Tron Piotrowy. Przy tej okazji warto pokusić się o krótkie podsumowanie tych pierwszych pięciu lat jego pontyfikatu. Aby jednak rzeczowo mówić o rządach JŚ Benedykta PP XVI, trzeba najpierw powiedzieć słów parę na temat ogólnej sytuacji Kościoła Powszechnego w naszych czasach. A sytuacja ta jest, delikatnie mówiąc, nieciekawa. Od mniej więcej pół wieku, Kościół znajduje się w stanie głębokiego kryzysu. Kolejni Namiestnicy Chrystusowi nie potrafią sobie z tym kryzysem poradzić. Paweł VI swoimi działaniami wręcz ten kryzys pogłębiał. Jan Paweł II niewątpliwie szczerze pragnął jego zażegnania, ale był w swych działaniach bardzo niekonsekwentny i można rzec, że jedną ręką gasił, a drugą podpalał. Dopiero Benedykt XVI podjął konsekwentną walkę z chorobą, która trawi Łódź Piotrową.
Ojciec Święty, w odróżnieniu od swoich niedalekich poprzedników, w pełni docenia znaczenie zasady Lex orandi – Lex credendi. Oznacza ona, że porządek modlitwy odbija się na porządku wiary. Zepsucie liturgii prowadzi do zepsucia wiary, zaś zepsucie wiary do zepsucia obyczajów. Owo zepsucie obyczajów to trzeciorzędny i najmniej sam w sobie groźny aspekt kryzysu w Kościele, ale paradoksalnie najczęściej podnoszony przez media, zwłaszcza te, które są Kościołowi wrogie, choćby w kontekście afer seksualnych z udziałem katolickich duchownych. Istota problemu leży jednak nie w grzesznych zachowaniach księży, lecz w spaczonej liturgii i doktrynie. Dopóki się nie naprawi liturgii i doktryny, nie ma co liczyć na odnowę moralną kleru, o wiernych świeckich nie wspominając. Wie o tym Benedykt XVI i dlatego sukcesywnie naprawia liturgię i doktrynę.
Naprawa liturgii idzie dwutorowo. Po pierwsze Ojciec Święty podejmuje działania poszerzające przestrzeń dla rytów tradycyjnych w Kościele Zachodnim. Można w tym poszerzaniu wymienić trzy aspekty. Pierwszym jest ogłoszenie w lipcu 2007 roku motu proprio Summorum Pontificum, pozwalającemu każdemu kapłanowi rzymskokatolickiemu na sprawowanie Mszy Świętej trydenckiej. Praktycznym skutkiem tego aktu jest zwielokrotnienie liczby miejsc, w których Msza taka jest w pełnej jedności z Kościołem sprawowana. Drugim aspektem rozszerzania przestrzeni dla liturgii tradycyjnej jest przyjmowanie do jedności z Rzymem, wielu, w większości drobnych, grup tradycjonalistycznych. Nie wszystkie z tych grup są małe. Aktualnie trwa proces jednoczenia się z Kościołem Katolickim Tradycyjnej Wspólnoty Anglikańskiej, która liczy kilka milionów wiernych. Wszystkie znaki na niebie i na ziemi wskazują też na to, że w ciągu najbliższych kilku lat do pełnej jedności z Rzymem wróci również najbardziej znana organizacja tradycjonalistyczna, czyli Bractwo Kapłańskie Świętego Piusa X. Trzeci aspekt owego poszerzania wynika po części z pierwszego, po części zaś z drugiego. Polega on bowiem na całkowitym lub częściowym przyjęciu starej liturgii przez grupy, które dotąd używały nowej. Najczęściej są to małe wspólnoty monastyczne, ale nie zawsze. Coraz częściej mówi się także o tym, że liturgia sprzed reformy ma uzyskać równoprawny status w prałaturze Opus Dei.
Tradycyjne ryty zachodnie zyskają w Kościele nieporównywalnie donioślejszą pozycję niż dotąd, kiedy będą się wspierać na tak prężnych strukturach jak OD, TAC i FSSPX. Ich zasięg znacznie się zwiększy, tak że prawdopodobnie każdy chętny będzie miał do nich swobodny dostęp. Nic jednak nie wskazuje na to, aby w ciągu najbliższego półwiecza miały szansę wyrugować Mszę Pawła VI. Zdaje sobie z tego doskonale sprawę również sam Ojciec Święty. Dlatego równolegle z poszerzaniem pola dla rytów tradycyjnych, podejmuje działania mające na celu zapewnienie ogółowi wiernych dostępu do liturgii dobrze oddającej prawdy wiary katolickiej. Działania te zwykło się nazywać „reformą reformy”. Reformą, która ma być reformowana jest oczywiście reforma, a właściwie rewolucja liturgiczna Pawła VI. Jej reforma, czy też korekta ma prowadzić do nadania liturgii w Zwyczajnej Formie Rytu Rzymskiego kształtu bardziej tradycyjnego i lepiej odzwierciedlającego prawdy katolickiej wiary. Niektórzy autorzy piszą o „reformie reformy” jako o pewnej skokowej zmianie, jaka ma nastąpić w bliższej, lub dalszej przyszłości. Takie stanowisko nie wydaje mi się słuszne. Z moich obserwacyj i analiz wynika, że reforma reformy nie jest czymś, co ma dopiero nastąpić. Jest ona powolnym procesem, toczącym się już od początku obecnego pontyfikatu, a zaplanowanym zapewne na wiele lat. Reforma ta przebiega dwutorowo – na drodze zmian w prawie kościelnym i zmian w praktyce. Zmiany w praktyce widać było od pierwszych dni pontyfikatu. Ojciec Święty, w odróżnieniu od swego poprzednika często używa Kanonu Rzymskiego, a w pozostałych przypadkach prawie wyłącznie III Modlitwy Eucharystycznej. Obydwie te modlitwy, w odróżnieniu od najczęściej w polskich kościołach używanej drugiej, wyraźnie podkreślają ofiarny charakter Mszy Świętej i jej związek z Ofiarą Chrystusa na Golgocie. Benedykt XVI jest też znany z przywracania do użytku rozmaitych, prawie już zapomnianych elementów papieskiego stroju.

Na zmiany w prawie musieliśmy poczekać prawie dwa lata. Pierwszym przykładem takowych jest właśnie posynodalna adhortacja apostolska Sacramentum Caritatis z marca 2007. Zachęca ona między innymi do:
-szerszego niż dotychczas użycia chorału gregoriańskiego
-stonowania stosowania Znaku Pokoju
-nauczania w seminariach duchownych odprawiania Mszy po łacinie i śpiewu chorału gregoriańskiego
-odprawiania w języku łacińskim wszelkich Mszy „międzynarodowych”
-preferowania tradycyjnego ustawienia tabernakulum z Najświętszym Sakramentem, to jest w centralnym miejscu prezbiterium np. na starym ołtarzu.
Szczególnie interesujące są dwa ostatnie punkty, gdyż w tym zakresie widać wyraźną zmianę. Jeszcze ostatnie Wprowadzenie Ogólne do Mszału Rzymskiego zaleca przenoszenie tabernakulów do bocznych kaplic lub do miejsc z boku prezbiterium. Benedykt XVI wyraźnie nakazuje odstąpić od tej praktyki. Zacytuję odpowiedni fragment adhortacji: Jest zatem konieczne, by miejsce, gdzie są przechowywane Postacie Eucharystyczne, było łatwo rozpoznawalne przez każdego, kto wchodzi do kościoła, również dzięki wiecznej lampce. W tym celu należy wziąć pod uwagę układ architektoniczny budynku sakralnego: w kościołach, w których nie ma kaplicy Najświętszego Sakramentu a pozostał ołtarz główny z tabernakulum, wskazane jest, by zachować ten układ dla przechowywania i adoracji Eucharystii, unikając stawiania w tym miejscu fotela dla celebransa. Tak więc adhortacja wskazała pewien kierunek, tożsamy zresztą z nakreślonym już wcześniej przez soborową konstytucję o liturgii. Zreformowany ryt musi mieć osadzenie w tradycji, musi z niej integralnie wynikać i musi być, nieładnie mówiąc, „produktem” uprawnionej ewolucji bytów wcześniejszych. Musi zachowywać ten sam sens – który zachowywały wszystkie ryty dawniejsze, mianowicie z samej formy rytu musi wynikać jasno i wyraźnie, że Msza Święta jest Ofiarą i że jest to ta sama Ofiara, którą Pan Jezus sprawował na Krzyżu. Jak mówi na wpół zapomniana pieśń mszalna:
Co nam nakazuje nasza wiara * Jest między innymi i ta Ofiara *
Którą Bóg Syn * Dla naszych win * Na Krzyżu sprawował aż do trzech godzin.
Kolejny krok w reformie reformy, na który zresztą trzeba było poczekać ponad pół roku, należał znów do sfery praktyki. 1 października 2007 roku zakończył swą posługę mistrz ceremonii papieskich abp Piotr Marini. Zastąpił go na tym stanowisku ksiądz Gwido Marini. Jedyne, co nowego głównego ceremoniarza łączy z poprzednikiem, to nazwisko. Arcybiskup był miłośnikiem liturgicznej awangardy i entuzjastą inkulturacji. Msze papieskie w jego aranżacji często przybierały formę kolorowego widowiska upstrzonego elementami zaczerpniętymi z rozmaitych religii i kultów pogańskich. Dotyczyło to zwłaszcza celebracji podczas papieskich podróży zagranicznych, gdzie można było zobaczyć w czasie Mszy egzotyczne tańce w w wykonaniu skąpo odzianych dziewcząt, a nawet pogańskie rytuały w wykonaniu rozmaitych szamanów i szamanek. Tymczasem obecny ceremoniarz jest człowiekiem szczerze miłującym liturgiczną tradycję, co widać wyraźnie w czasie papieskich mszy od listopada tegoż roku począwszy. Na ołtarzu centralnie stoi spory krucyfiks, obok niego sześć dużych świec, po trzy z każdej strony i dodatkowo jedna mniejsza na środku, w czasie Mszy pontyfikalnych, dokładnie tak, jak tego wymagają przepisy liturgiczne. Coraz częściej też Ojciec Święty, wspomagany przez swojego mistrza ceremonii, ubiera stare szaty nie tylko galowe, ale także liturgiczne.
Poza wspomniana wyżej adhortacją nie ma, jak na razie żadnych aktów prawnych dotyczących „reformy reformy” nie ma. Pojawiają się tylko zapowiedzi takowych, ostatnia na jesieni ubiegłego roku. 30 października Radio Watykańskie podało informację, że Kongregacja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów pracuje nad nowym programem formacji liturgicznej co zapowiedział prefekt tej dykasterii kard. Antonio Cañizares Llovera. „Jak stwierdził w wywiadzie dla tygodnika Calatunya Cristiana, ludziom brak dziś właściwego przygotowania do liturgii. Sądzą, że chodzi w niej o jakieś formuły czy rzeczy czysto zewnętrzne. Musimy zatem przywrócić sens kultu, poczucie sacrum, wrażliwość na Boga. W przekonaniu hiszpańskiego purpurata nie wystarczy tu zmiana rubryk czy wprowadzenie czegoś nowego. Ważniejsze jest odzyskanie wrażliwości na tajemnicę, która została zagubiona pod wpływem sekularyzacji. Liturgia nie potrzebuje wciąż nowych zmian, innowacji, kreatywności, lecz kultu, uznania Boga, który nas przewyższa i daje nam zbawienie – podkreślił kard. Cañizares. Szef watykańskiej dykasterii ujawnił również, że przywrócenie liturgii nadrzędnego miejsca w życiu Kościoła jest dziś główną troską Benedykta XVI. To liturgia czyni nas nowymi ludźmi – podkreślił. Ona zawsze zwrócona jest na Boga, a nie na wspólnotę. To bowiem nie wspólnota sprawuje liturgię, lecz sam Bóg, który przychodzi, aby nas spotkać i dać nam udział w swoim życiu, obdarzyć nas swoją łaską i przebaczeniem – powiedział kard. Cañizares.” (za strona internetową Radia Watykańskiego). We wspomnianym wywiadzie kardynał zasugerował odejście od udzielania Komunii Świętej na rękę, oraz przywrócenie skierowania kapłana sprawującego Mszę Świętą „ku Panu”, przynajmniej w momencie Przeistoczenia. Nie wiadomo, jaki ostatecznie kształt przyjmie zreformowana liturgia, ale możemy zaufać Ojcu Świętemu i przyjąć, ze lepszy niż obecnie.
Oczywiście nie tylko liturgią zajmował się Benedykt XVI w ciągu tych pięciu lat i nie tylko za kwestie liturgii należy mu się podziw i uznanie. Warto też wspomnieć o wypowiedziach doktrynalnych zarówno samego Ojca Świętego, jak tez podległych mu dykasteryj Kurii Rzymskiej. Szczególnie warte wspomnienia są dwie. Pierwszą jest nota Kongregacji Nauki Wiary z lipca 2007 roku, stwierdzająca, iż soborowe sformułowanie, że Kościół Chrystusowy trwa w Kościele Katolickim oznacza, że Kościół Chrystusowy jest tożsamy z Kościołem Katolickim. Drugim jest papieska encyklika Spe salvi, którą bez przesady można nazwać traktatem kontrrewolucyjnym. Również na sprawy obyczajowe Benedykt XVI nie pozostaje obojętny, o czym świadczy choćby ostatni list do Kościoła w Irlandii.
Mamy wielkiego papieża, który powoli, ale konsekwentnie, a więc w sposób dający najwięcej szans na powodzenie, naprawia „popsuty” gmach Kościoła we wszystkich aspektach jego funkcjonowania. Musimy się modlić, aby Bóg raczył dać Ojcu Świętemu Benedyktowi długie lata życia, aby mógł on swoje zamierzenia zrealizować. Wtedy możemy mieć nadzieję na rychły koniec kryzysu w Kościele.

















