Jubileusz Benedykta XVI

Benedykt XVI

Niedawno miała miejsce piąta rocznica wstąpienia Ojca Świętego Benedykta XVI na Tron Piotrowy. Przy tej okazji warto pokusić się o krótkie podsumowanie tych pierwszych pięciu lat jego pontyfikatu. Aby jednak rzeczowo mówić o rządach JŚ Benedykta PP XVI,   trzeba najpierw powiedzieć słów parę na temat ogólnej sytuacji  Kościoła Powszechnego w naszych czasach.  A sytuacja ta jest, delikatnie mówiąc, nieciekawa. Od mniej więcej pół wieku, Kościół znajduje się w stanie głębokiego kryzysu. Kolejni Namiestnicy Chrystusowi nie potrafią sobie z tym kryzysem poradzić. Paweł VI swoimi działaniami wręcz ten kryzys pogłębiał. Jan Paweł II niewątpliwie szczerze pragnął jego zażegnania, ale był w swych działaniach bardzo niekonsekwentny i można rzec, że jedną ręką gasił, a drugą podpalał.  Dopiero Benedykt XVI podjął konsekwentną walkę z chorobą, która trawi Łódź Piotrową.

 

Ojciec Święty, w odróżnieniu od swoich niedalekich poprzedników, w pełni docenia znaczenie zasady Lex orandi – Lex credendi.  Oznacza ona, że porządek modlitwy odbija się na porządku wiary. Zepsucie liturgii prowadzi do zepsucia wiary, zaś zepsucie wiary do zepsucia obyczajów. Owo zepsucie obyczajów to trzeciorzędny i najmniej sam w sobie groźny aspekt kryzysu w Kościele, ale paradoksalnie najczęściej podnoszony przez media, zwłaszcza te, które są Kościołowi wrogie, choćby w kontekście afer seksualnych z udziałem katolickich duchownych. Istota problemu leży jednak nie w grzesznych zachowaniach księży, lecz w spaczonej liturgii i doktrynie. Dopóki się nie naprawi liturgii i doktryny, nie ma co liczyć na odnowę moralną kleru, o wiernych świeckich nie wspominając. Wie o tym Benedykt XVI i dlatego sukcesywnie naprawia liturgię i doktrynę.

 

Naprawa liturgii idzie dwutorowo. Po pierwsze Ojciec Święty podejmuje działania poszerzające przestrzeń dla rytów tradycyjnych w Kościele Zachodnim. Można w tym poszerzaniu wymienić trzy aspekty.  Pierwszym jest ogłoszenie w lipcu 2007 roku motu proprio Summorum Pontificum, pozwalającemu każdemu kapłanowi rzymskokatolickiemu na sprawowanie Mszy Świętej trydenckiej. Praktycznym skutkiem tego aktu jest zwielokrotnienie liczby miejsc, w których Msza taka jest w pełnej jedności z Kościołem sprawowana. Drugim aspektem rozszerzania przestrzeni dla liturgii tradycyjnej jest przyjmowanie do jedności z Rzymem, wielu, w większości drobnych, grup tradycjonalistycznych. Nie wszystkie z tych grup są małe. Aktualnie trwa proces jednoczenia się z Kościołem Katolickim Tradycyjnej Wspólnoty Anglikańskiej, która liczy kilka milionów wiernych. Wszystkie znaki na niebie i na ziemi wskazują też na to, że w ciągu najbliższych kilku lat do pełnej jedności z Rzymem wróci również najbardziej znana organizacja tradycjonalistyczna, czyli Bractwo Kapłańskie Świętego Piusa X. Trzeci aspekt owego poszerzania wynika po części z pierwszego, po części zaś z drugiego.  Polega on bowiem na całkowitym lub częściowym przyjęciu starej liturgii przez grupy, które dotąd używały nowej. Najczęściej są to małe wspólnoty monastyczne, ale nie zawsze. Coraz częściej mówi się także o tym, że liturgia sprzed reformy ma uzyskać równoprawny status w prałaturze Opus Dei. 

 

Tradycyjne ryty zachodnie zyskają w Kościele nieporównywalnie donioślejszą pozycję niż dotąd, kiedy będą się wspierać na tak prężnych strukturach jak OD, TAC i FSSPX. Ich zasięg znacznie się zwiększy, tak że prawdopodobnie każdy chętny będzie miał do nich swobodny dostęp. Nic jednak nie wskazuje na to, aby w ciągu najbliższego półwiecza miały szansę wyrugować Mszę Pawła VI. Zdaje sobie z tego doskonale sprawę również sam Ojciec Święty. Dlatego równolegle z poszerzaniem pola dla rytów tradycyjnych, podejmuje działania mające na celu zapewnienie ogółowi wiernych dostępu do liturgii dobrze oddającej prawdy wiary katolickiej. Działania te zwykło się nazywać „reformą reformy”.  Reformą, która ma być reformowana jest oczywiście reforma, a właściwie rewolucja liturgiczna Pawła VI. Jej reforma, czy też korekta ma prowadzić do nadania liturgii w Zwyczajnej Formie Rytu Rzymskiego kształtu bardziej tradycyjnego i lepiej odzwierciedlającego prawdy katolickiej wiary. Niektórzy autorzy piszą o „reformie reformy” jako o pewnej skokowej zmianie, jaka ma nastąpić w bliższej, lub dalszej przyszłości. Takie stanowisko nie wydaje mi się słuszne. Z moich obserwacyj i analiz wynika, że reforma reformy nie jest czymś, co ma dopiero nastąpić. Jest ona powolnym procesem, toczącym się już od początku obecnego pontyfikatu, a zaplanowanym zapewne na wiele lat. Reforma ta przebiega dwutorowo – na drodze zmian w prawie kościelnym i zmian w praktyce. Zmiany w praktyce widać było od pierwszych dni pontyfikatu. Ojciec Święty, w odróżnieniu od swego poprzednika często używa Kanonu Rzymskiego, a w pozostałych przypadkach prawie wyłącznie III Modlitwy Eucharystycznej. Obydwie te modlitwy, w odróżnieniu od najczęściej w polskich kościołach używanej drugiej, wyraźnie podkreślają ofiarny charakter Mszy Świętej i jej związek z Ofiarą Chrystusa na Golgocie. Benedykt XVI jest też znany z przywracania do użytku rozmaitych, prawie już zapomnianych elementów papieskiego stroju.

Benedykt XVI

Na zmiany w prawie musieliśmy poczekać prawie dwa lata. Pierwszym przykładem takowych jest właśnie posynodalna adhortacja apostolska Sacramentum Caritatis z marca 2007. Zachęca ona między innymi do:

-szerszego niż dotychczas użycia chorału gregoriańskiego

-stonowania stosowania Znaku Pokoju

-nauczania w seminariach duchownych odprawiania Mszy po łacinie i śpiewu chorału gregoriańskiego

-odprawiania w języku łacińskim wszelkich Mszy „międzynarodowych”

-preferowania tradycyjnego ustawienia tabernakulum z Najświętszym Sakramentem, to jest w centralnym miejscu prezbiterium np. na starym ołtarzu.

Szczególnie interesujące są dwa ostatnie punkty, gdyż w tym zakresie widać wyraźną zmianę. Jeszcze ostatnie Wprowadzenie Ogólne do Mszału Rzymskiego zaleca przenoszenie tabernakulów do bocznych kaplic lub do miejsc z boku prezbiterium. Benedykt XVI wyraźnie nakazuje odstąpić od tej praktyki. Zacytuję odpowiedni fragment adhortacji: Jest zatem konieczne, by miejsce, gdzie są przechowywane Postacie Eucharystyczne, było łatwo rozpoznawalne przez każdego, kto wchodzi do kościoła, również dzięki wiecznej lampce. W tym celu należy wziąć pod uwagę układ architektoniczny budynku sakralnego: w kościołach, w których nie ma kaplicy Najświętszego Sakramentu a pozostał ołtarz główny z tabernakulum, wskazane jest, by zachować ten układ dla przechowywania i adoracji Eucharystii, unikając stawiania w tym miejscu fotela dla celebransa. Tak więc adhortacja wskazała pewien kierunek, tożsamy zresztą z nakreślonym już wcześniej przez soborową konstytucję o liturgii. Zreformowany ryt musi mieć osadzenie w tradycji, musi z niej integralnie wynikać i musi być, nieładnie mówiąc, „produktem” uprawnionej ewolucji bytów wcześniejszych. Musi zachowywać ten sam sens – który zachowywały wszystkie ryty dawniejsze, mianowicie z samej formy rytu musi wynikać jasno i wyraźnie, że Msza Święta jest Ofiarą i że jest to ta sama Ofiara, którą Pan Jezus sprawował na Krzyżu. Jak mówi na wpół zapomniana pieśń mszalna:

Co nam nakazuje nasza wiara * Jest między innymi i ta Ofiara *

Którą Bóg Syn * Dla naszych win * Na Krzyżu sprawował aż do trzech godzin.

 

Kolejny krok w reformie reformy, na który zresztą trzeba było poczekać ponad pół roku, należał znów do sfery praktyki. 1 października 2007 roku zakończył swą posługę mistrz ceremonii papieskich abp Piotr Marini. Zastąpił go na tym stanowisku ksiądz Gwido Marini. Jedyne, co nowego głównego ceremoniarza łączy z poprzednikiem, to nazwisko. Arcybiskup był miłośnikiem liturgicznej awangardy i entuzjastą inkulturacji. Msze papieskie w jego aranżacji często przybierały formę kolorowego widowiska upstrzonego elementami zaczerpniętymi z rozmaitych religii i kultów pogańskich. Dotyczyło to zwłaszcza celebracji podczas papieskich podróży zagranicznych, gdzie można było zobaczyć w czasie Mszy egzotyczne tańce w w wykonaniu skąpo odzianych dziewcząt, a nawet pogańskie rytuały w wykonaniu rozmaitych szamanów i szamanek. Tymczasem obecny ceremoniarz jest człowiekiem szczerze miłującym liturgiczną tradycję, co widać wyraźnie w czasie papieskich mszy od listopada tegoż roku począwszy. Na ołtarzu centralnie stoi spory krucyfiks, obok niego sześć dużych świec, po trzy z każdej strony i dodatkowo jedna mniejsza na środku, w czasie Mszy pontyfikalnych, dokładnie tak, jak tego wymagają przepisy liturgiczne. Coraz częściej też Ojciec Święty, wspomagany przez swojego mistrza ceremonii, ubiera stare szaty nie tylko galowe, ale także liturgiczne.

 

Poza wspomniana wyżej adhortacją nie ma, jak na razie żadnych aktów prawnych dotyczących „reformy reformy” nie ma. Pojawiają się tylko zapowiedzi takowych, ostatnia na jesieni ubiegłego roku. 30 października Radio Watykańskie podało informację, że Kongregacja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów pracuje nad nowym programem formacji liturgicznej co zapowiedział prefekt tej dykasterii kard. Antonio Cañizares Llovera. „Jak stwierdził w wywiadzie dla tygodnika Calatunya Cristiana, ludziom brak dziś właściwego przygotowania do liturgii. Sądzą, że chodzi w niej o jakieś formuły czy rzeczy czysto zewnętrzne. Musimy zatem przywrócić sens kultu, poczucie sacrum, wrażliwość na Boga. W przekonaniu hiszpańskiego purpurata nie wystarczy tu zmiana rubryk czy wprowadzenie czegoś nowego. Ważniejsze jest odzyskanie wrażliwości na tajemnicę, która została zagubiona pod wpływem sekularyzacji. Liturgia nie potrzebuje wciąż nowych zmian, innowacji, kreatywności, lecz kultu, uznania Boga, który nas przewyższa i daje nam zbawienie – podkreślił kard. Cañizares. Szef watykańskiej dykasterii ujawnił również, że przywrócenie liturgii nadrzędnego miejsca w życiu Kościoła jest dziś główną troską Benedykta XVI. To liturgia czyni nas nowymi ludźmi – podkreślił. Ona zawsze zwrócona jest na Boga, a nie na wspólnotę. To bowiem nie wspólnota sprawuje liturgię, lecz sam Bóg, który przychodzi, aby nas spotkać i dać nam udział w swoim życiu, obdarzyć nas swoją łaską i przebaczeniem – powiedział kard. Cañizares.” (za strona internetową Radia Watykańskiego). We wspomnianym wywiadzie kardynał zasugerował odejście od udzielania Komunii Świętej na rękę, oraz przywrócenie skierowania kapłana sprawującego Mszę Świętą „ku Panu”, przynajmniej w momencie Przeistoczenia. Nie wiadomo, jaki ostatecznie kształt przyjmie zreformowana liturgia, ale możemy zaufać Ojcu Świętemu i przyjąć, ze lepszy niż obecnie.

 

Oczywiście nie tylko liturgią zajmował się Benedykt XVI w ciągu tych pięciu lat i nie tylko za kwestie liturgii należy mu się podziw i uznanie. Warto też wspomnieć o wypowiedziach doktrynalnych zarówno samego Ojca Świętego, jak tez podległych mu dykasteryj Kurii Rzymskiej. Szczególnie warte wspomnienia są dwie. Pierwszą jest nota Kongregacji Nauki Wiary z lipca 2007 roku, stwierdzająca, iż soborowe sformułowanie, że Kościół Chrystusowy trwa w Kościele Katolickim oznacza, że Kościół Chrystusowy jest tożsamy z Kościołem Katolickim. Drugim jest papieska encyklika Spe salvi, którą bez przesady można nazwać traktatem kontrrewolucyjnym. Również na sprawy obyczajowe Benedykt XVI nie pozostaje obojętny, o czym świadczy choćby ostatni list do Kościoła w Irlandii.

 

Mamy wielkiego papieża, który powoli, ale konsekwentnie, a więc w sposób dający najwięcej szans na powodzenie, naprawia „popsuty” gmach Kościoła we wszystkich aspektach jego funkcjonowania. Musimy się modlić, aby Bóg raczył dać Ojcu Świętemu Benedyktowi długie lata życia, aby mógł on swoje zamierzenia zrealizować. Wtedy możemy mieć nadzieję na rychły koniec kryzysu w Kościele.

Program do fakturowania, faktura vat, zakładanie firmy, program do wystawiania faktur

Pewnego razu Biberiusz postanowił założyć firmę. Zapytał więc ojca Kaliksta, który był w swiecie bywały, jak się z a to zabrać. Ten mu rzekł tak:

 

-Kto się bierze z a zakładanie firmy, zwłaszcza w tak nieprzyjaznym dla przedsiębiorców kraju jak współczesne Wielkie Królestwo, musi być przygotowany na ciagłe ścieranie się z biurokratycznym moloche. Aby miał szansę w tej walce musi się nauczyć biurokratycznych reguł gry, począłfszy od tych podstawowych, takich jak faktura vat. Pomocny w tej nauce może być program do wystawiania faktur vat. Oczywiście program do fakturowania nie zastąpi wiedzy i umiejętności, przyda się jednak, zwłaszcza poczatkującym przedsiębiorcom.Tak oto się ma zakładanie firmy, faktura vat, program do fakturowania i program do wystawiania faktur.

Reklama Na Blogach

Autorytet na manowcach

 

Zawsze trzeba pamiętać, że wielcy ludzie nie są z racji swej wielkości ani bezbłędni ani nieomylni. Wielkość nie wyklucza błędów i pomyłek, a błędy i pomyłki nie przekreślają wielkości. Kiedy jakaś osoba, która swoimi wybitnymi osiągnięciami w jakiejś dziedzinie wybiła się na niewątpliwą wielkość, błądzi w czynie lub słowie, powinniśmy dostrzegać, wytykać i potępiać te błędy, nie daje nam to jednak najmniejszych podstaw do negowania wielkości tych osób.

 

Dobrym przykładem tego rodzaju sytuacji są najświeższe wypowiedzi wybitnego polskiego reżysera filmowego Andrzeja Wajdy. Najpierw, jeszcze w czasie trwania żałoby narodowej po katastrofie smoleńskiej, ochoczo przyłączył się do wyjątkowo niesmacznych protestów przeciwko pochowaniu pary prezydenckiej na Wawelu, legitymizując w ten sposób swoim autorytetem tę lewacką hucpę. Tej sprawy nie ma co głębiej analizować, gdyż po pogrzebie wszelka dyskusja na ten temat stała się całkowicie bezprzedmiotowa.  Kilka tygodni później reżyser zabrnął jeszcze dalej w krainę absurdalnych pomysłów. Wezwał mianowicie Polaków do zapalania dnia dziewiątego maja zniczów na grobach spoczywających w Polsce oficerów i żołnierzy Armii Czerwonej.  Ma to być gest dobrej woli w stosunku do Rosji i Rosjan. Jako że pomysł ten ma pewne pozory słuszności, należy go poddać dogłębnej analizie. Jest to konieczne szczególnie dlatego, że do pomysłu przyłączyli się także inni intelektualiści, a podchwyciła go i spopularyzowała Gazeta Wyborcza, toteż istnieje poważne niebezpieczeństwo, że palenie zniczy Sowietom dziewiątego maja każdego roku stanie się nową świecką tradycją. Na pierwszy rzut oka propozycja wydaje się przyzwoita. Jako chrześcijanie mamy moralny obowiązek modlić się za nieprzyjaciół, również wtedy, kiedy już nie żyją. Zapalenie znicza może być zewnętrznym znakiem tej modlitwy, więc pozornie wszystko jest w najlepszym porządku. Ale tylko pozornie. Zapalenie tegoż znicza na grobie oznacza nie tylko pamięć i modlitwę, ale także, a może nawet przedewszystkiem, szacunek. Przyjrzyjmy się więc, komu Andrzej Wajda chce oddawać ten szacunek? Otóż, w najgorszym razie enkawudzistom i politrukom, oni bowiem również leżą na tych samych cmentarzach, co zwykli żołnierze, a ich groby nie są w jakiś specjalny sposób oznaczone, toteż jest wielce prawdopodobne, że i na nich dziewiątego maja zapłonęły znicze, zapalone przez znanego filmowca i jego naśladowców. Oczywiście, zdecydowana większość żołnierzy, a nawet oficerów, spoczywających na rozsianych po Polsce sowieckich cmentarzach, nie była ani politrukami, ani enkawudzistami, ani nawet zagorzałymi komunistami. Z drugiej jednak strony, wbrew bolszewickiej propagandzie, którą karmiono nas przez prawie pół wieku, mało było wśród nich prawdziwych bohaterów, czy wzorowych żołnierzy. Niemało za to było wśród nich morderców, gwałcicieli i rabusiów.  Trzeba bowiem pamiętać, że Armia Czerwona w czasie II Wojny Światowej była jedną z najbardziej zdegenerowanych armij w dziejach świata.

 

 

Wiemy już więc kogo każe nam czcić Andrzej Wajda. Równie istotne jest, kiedy mamy to jego zdaniem czynić. Dzień dziewiąty maja, który proponuje reżyser, jest na pojednawcze gesty wobec Imperium Wschodu jednym z najgorszych dni w roku. Bardziej nieodpowiednim byłby w zasadzie tylko dzień siedemnasty września. Albowiem dzień dziewiąty miesiąca maja dla Polaków nie jest żadnym świętem, a wręcz przeciwnie, rocznicą symbolicznego początku nowej okupacji. Oczywiście jest to wielkie święto dla Rosjan, którzy radują się w tym dniu ze zwycięstwa nie tylko nad III Rzeszą, która zresztą skapitulowała dzień wcześniej, ale także nad całym wolnym światem, który został przez Stalina zmuszony do oglądania farsy powtórnej kapitulacji. Dlatego pamięć poległych lepiej jest czcić w dni bardziej po temu odpowiednie. Zarówno Kościół katolicki, jak też prawosławny, posiadają specjalne dni poświęcone modlitwie za zmarłych i pamięci o nich. Są to odpowiednio Dzień Zaduszny, czyli drugi listopada i Antypascha, czyli pierwsza niedziela po Wielkiejnocy. Wtedy można, a nawet należy zapalić znicze na rosyjskich grobach wojennych, niekoniecznie zresztą na tych samych, o których mówił Wajda. Są bowiem u nas jeszcze i inne, bardziej nawet od sowieckich zaniedbane, a za to nieobciążone zbrodniczą ideologią. Chodzi mi o cmentarze żołnierzy carskich z I Wojny Światowej, o których już w odniesieniu do okresu międzywojennego pisał Czesław Miłosz: Tylko o niemieckich poległych dbać będzie czyjaś ręka. Nikt nie zatroszczy sie o żołnierzy cara. Może warto zadbać by te właśnie cmentarze chociaż dwa razy w roku rozbłysły światłami zniczy?

 

Oczywiście z takimi wypowiedziami Andrzeja Wajdy nie można się zgadzać, nie można też ich popierać, ani pochwalać. Wręcz przeciwnie należy je krytykować, odrzucać i sprzeciwiać się im. Nie można jednak z tego powodu odrzucać i negować osiągnięć Andrzeja Wajdy w dziedzinie sztuki filmowej. Mimo swych skandalicznych wypowiedzi w ostatnich tygodniach, pozostaje on bez wątpienia wybitnym artystą, a owe wypowiedzi w najmniejszym stopniu nie umniejszają znaczenia jego dzieł. Jestem nawet skłonny uznać Andrzeja Wajdę za największego twórcę filmowego w dziejach Polski. Kanał, Ziemia Obiecana, czy Katyń, pozostana arcydziełami, które powinien obejrzeć każdy Polak. Trzeba jednak wyraźnie oddzielić dzieła sztuki od wygłaszanych przez artystę poglądów politycznych. Kontrowersje nie negują wielkości Twórcy, co więcej, są w pewien sposób wpisane w tę wielkość, nie ma bowiem wielkości bez kontrowersyj. Nie negują one wielkości, ale i ona nie neguje ich. Na ludzi wybitnych nie możemy patrzeć bezkrytycznie. Nie powinniśmy przejmować ich poglądów tylko dlatego, że zachwycają nas ich dzieła. Z drugiej jednak strony nie możemy odrzucać, czy umniejszać roli dzieł, tylko dlatego, że nie zgadzamy się z poglądami ich twórców.

biuro rachunkowe poznań, agencja celna gdynia, implanty, odzież sportowa, dla niemowląt, taniec brzucha

Dawno, dawno temu, czyli jak mawiają starzy Rosjanie Dawnym dawno, a może jeszcze dawniej, w czasach, kiedy słowa zupełnie co innego znaczyły, a sensy zupełnie naczej sie określały, aniżeli ma to miejsce obecnie, daleko, daleko, za siedmioma górami i siedmioma lasami i siedmioma morzami i siedmioma rzekami i siedmioma zamkami i siedmioma miastmi i siedmioma klasztorami, a może jeszcze dalej, rzekło biuro rachunkowe Poznań tak,aby jego głos usłyszała agencja celna Gdynia:

-Bacz aby implanty nasze i odzież sportowa nasza ponad taniec brzucha dla niemowląt wyniesione zostały.

Na co Agencja celna Gdynia odrzekła tak, aby jej głos usłyszany został pzrez biuro rachunkowe Poznań:

-To raczej taniec brzucha dla niemowląt nasz i odzież sportowa nasza ponad implanty wyniesione być winny. Albowiem powiedziane jest: Nie będzie co nienaturalne górować nad tym, co naturalne.

-Ale powiedziane też jest: Nie będzie to co niedojrzałe górować nadtym, co dojrzałe.

I tak prowadzili swój spór przez dni trzy i nocy piętnaście, a do porozumienia żadną miarą nie doszli, ani w tym czasie, ani w przyszłym, albowiem nie da sie pogodzić ze soba dwóch stanowisk, które z natury swojej są nie do pogodzenia. Tedy zapewne spierają sie aż po dzień dzisiejszy.

Reklama Na Blogach

Przeobrażenia wodzisławskiej synagogi

Zozolandia

Transformacje bytów kulturowych są bardzo wyraźnie widoczne na przykładzie budynków. Modelowym przypadkiem w tej kategorii może być budynek synagogi w Wodzisławiu Śląskim.

 

Większość mieszkańców miasteczka kojarzy ten gmach z kinem Czar, które działało tu przez grubo ponad pół wieku, nie zaś z synagogą, która funkcjonowała tu wcześniej i znacznie dłużej. Tak więc żydowski dom modlitwy stał się świątynią X Muzy. Jest to transformacja dosyć znamienna, zwłaszcza, gdy się zważy, że w XX wieku dla wielu ludzi chodzenie do kina stało się swoistą namiastką uczestnictwa w publicznym kulcie religijnym. Sacrum więc nie opuściło całkiem tych murów, choć w tym drugim okresie przebywało w nich w sensie mniej dosłownym, aniżeli w pierwszym. Jednak i w sensie ścisłym pojawiało się w nich od czasu do czasu, zwłaszcza wtedy, gdy na przełomie stuleci, salę kinową na swe nabożeństwa wynajmował Kościół Zielonoświątkowy.

 

Kilka lat temu kino upadło, a budynek przeżył kolejną zmianę funkcji.  W dawnej sali kinowej urządzono Zozolandię – kryty plac zabaw dla dzieci. Formalnie rzecz biorąc dokonał się w ten sposób proces desakracji tej przestrzeni. Jednak nie jest to wcale tak oczywiste. Już ponad pół wieku temu holenderski interdyscyplinarny humanista Johan Huizinga, w swoim fundamentalnym dziele Homo ludens, wykazał liczne związki między sakralnymi i ludycznymi aspektami kultury. Z tego punktu widzenia nawet kryty plac zabaw dla dzieci nie jawi się więc jako przestrzeń całkowicie zdesakralizowana. Poniżej przedstawiam kilka zdjęć wnętrza Zozolandii.

Zozolandia

Zozolandia

Zozolandia

 Zozolandia

Zozolandia

kabiny prysznicowe, okna, kolektory słoneczne, frezowanie, pompy ciepła, automatyczna skrzynia

Kabiny prysznicowe,

Stare, a czasem nowe

Białe i kolorowe

Kabiny prysznicowe

 

Muša mieć doma okna

Jak niy mom okna, to mokna

 

A Kolektory Słoneczne

To nie są rzeczy zbyteczne

Wręcz są niekiedy konieczne

Te kolektory słoneczne

 

Muša mieć doma okna

Jak niy mom okna, to mokna

 

Nieszczęsne zaś frezowanie

Jest dobre, albo jest tanie

A chciałbym mieć sposób na nie

Optymalne frezowanie

 

Muša mieć doma okna

Jak niy mom okna, to mokna

 

„Zostawiam Ci pompy ciepła

Odrzekła raz wiedźma wściekła

A potem zaraz uciekła

Zostały mi pompy ciepła

 

Muša mieć doma okna

Jak niy mom okna, to mokna

 

Automatyczna skrzynia

Zaś na niej ogromna dynia

Co różne rzeczy wyczynia

Automatyczna skrzynia

 

Muša mieć doma okna

Jak niy mom okna, to mokna

 

Sensu tutaj brakuje

Nikt go tu nie oczekuje

Byle się tylko zrymuje

To juz mi wszystko pasuje

 

Muša mieć doma okna

Jak niy mom okna, to mokna

 

Jeszcze jest tego mało

Właśnie się to okazało

A więc się trochę dodało

Tyle, co trzeba powstało

 

Muša mieć doma okna

Jak niy mom okna, to mokna

 

Kabiny prysznicowe,

Stare, a czasem nowe

Białe i kolorowe

Kabiny prysznicowe

 

 

Muša mieć doma okna

Jak niy mom okna, to mokna

Reklama Na Blogach

Wodzisławski Festiwal Muzyczny

Impreza organizowana jest w Kościele Ewangelicko-Augsburskim. To niewątpliwie nie lada gratka dla wszystkich miłośników muzyki kameralnej. Koncerty prowadzić będzie Agata Szczyrba, natomiast dyrektorem artystycznym festiwalu jest znany gitarzysta Andrzej Otremba.
 
W Wodzisławiu zagra m.in. Cracow Bass Quintet (na zdj.), będzie recital mistrzowski Marcina Dylla, wieczór flamenco z zespołem Duo Soniquete oraz koncert Big Band Akademii Muzycznej w Katowicach. Pierwszy koncert odbędzie się 9 maja. Wystąpi Cracow Bass Quintet. Zespół wykona utwory J.S. Bacha, A. Jarzębskiego, W.A. Mozarta, F. Chopina oraz G. Gershwina. 16 maja recital Marcina Dylla, 23 maja wieczór muzyki flamenco w wykonaniu „Duo Soniquete”. Ostatni koncert zaplanowano na 30 maja. Zagra Big Band Akademii Muzycznej w Katowicach. Początek wszystkich koncertów o godz. 18.00.

Za stroną: http://www.nowiny.pl/artykul.php?a=show_art&ida=59111

Bajkowa Kraina w Rybniku

 

W ubiegłym roku pisałem o rybnickim Dino Parku, umiejscowionym na terenie ośrodka wypoczynkowego Pod Żaglami nad Zalewem Rybnickim. Dzisiaj chciałem napisać o kolejnym obiekcie umiejscowionym na terenie tegoż ośrodka, a mianowicie o nowo otwartej Bajkowej Krainie.

 

Jest to coś pośredniego pomiędzy dużym placem zabaw, a małym lunaparkiem. Jest tu kilka urządzeń typowo lunaparkowych: kolejka kaczuszkowa, kolebiąca się łódź, park linowy, dmuchany zamek i salon gier. Są też elementy placu zabaw: dwa zamki zjeżdżalniowe, mały tunel i sznurkowa piramida. Jednak o charakterze i atrakcyjności obiektu przesądzają nie takie, czy inne, skądinąd niezbędne, urządzenia zabawowe, lecz bajkowy wystrój krainy w postaci figur bajkowych postaci i ich siedzib. Świetnym pomysłem jest wprowadzenie do wystroju krainy elementów etnograficznych. Szczególnie jest to widoczne we wnętrzu domku Baby Jagi, stylizowanym na zamożną śląską izbę z przełomu XIX i XX wieku. 

 

 

Ogólnie rzecz biorąc, wystrój krainy wykazuje cechy daleko posuniętego eklektyzmu. Obok elementów wyjętych jakby ze skansenu stoi tu figurka małpy z piłką. Nie są to wyżyny stylu i artyzmu, ale nikt rozsądny osiągania takich wyżyn od tego rodzaju obiektów. Tak więc popkulturowy eklektyzm i pewna kiczowatość nie są wadami Bajkowej Krainy. Nie oznacza to jednak, że kraina ta nie ma wad. Wręcz przeciwnie, ma ich kilka. Najbardziej dojmującą jest brak huśtawek, bo plac zabaw bez huśtawek, to jak kot bez ogona. Inne wady krainy są toźsame z wadami Dinoparku wymienionymi przeze mnie w ubiegłym roku. Wadą jest bez wątpienia cena biletu. 17 PLN za dziecko i 12 PLN za dorosłego to stanowczo za dużo. Zwłaszcza dorosły, który płaci praktycznie za nic, bo obiekt jest atrakcyjny wyłącznie dla dzieci, powinien płacić najwyżej 5 złotych.. Przy takiej cenie gości byłoby pewnie ze dwa razy więcej niż obecnie, a więc właściciel obiektu byłby do przodu. Inną poważną wadą są braki infrastrukturalne. Obiekt tego rodzaju powinien być wyposażony przynajmniej w bufet, toaletę i hotspot. W dzisiejszych czasach to absolutne minimum. Wytłumaczenie, że punkty gastronomiczne i toalety sa na terenie ośrodka jest daleko niezadowalające.

Rybnik

Rybnik

Rybnik

RybnikRybnik

RybnikRybnik

 

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij