Jak zapewne zdecydowanej większości moich czytelników wiadomo, podstawową składową mojego pisania jest blogowanie. Blogów mam spore stadko, a każdego roku przybywa kilka nowych. Można rzec, żem jest nowym gatunkiem grafomana – grafomanem blogowym. Aby dać czytelnikom możliwość uzyskania niejakiej orientajcji w tej gęstwie blogów, publikuję dwa razy do roku na większości z nich tak zwane teksty organizacyjne, będące swoistym przewodnikiem po tej menażerii. Czasami jednak istnieje potrzeba napisania pomiędzy nimi tekstu na przykład o nowym blogu. Tak właśnie jest w tej chwili. Pod koniec maja założyłem nowy blog, poświęcony zakupom, a zatytułowany Moje Ulubione Produkty. Przyczyny założenia i zasady funkcjonowania tego bloga wyłożyłem we wprowadzeniu do niego. Jest to blog zakupowy, a więc z założenia mniej poważny od kulturalnego, czy politycznego. Pisanie o zakupach, czy produktach nie wymaga wszak silenia się na obiektywizm, czy pogłębionych analiz. Już pierwsze obserwacje statystyk wskazują, że na blog zakupowy jest na rynku spore zapotrzebowanie. Ludzie chcą czytać o zakupach i produktach. Jest duża szansa, że mój nowy blog stanie się wśród moich blogów drugim pod względem popularności, zaraz po Kulturze Okiem Svetomira. Gdyby jednak zrobił klapę, po pół roku dam sobie z nim spokój.
Gruszki na wierzbie

Gruszki na wierzbie są przysłowiowym określeniem obietnicy niemożliwej do spełnienia, synonimem czegoś niemożliwego, czegoś co żadną miarą w świecie rzeczywistym zaistnieć nie może. Szczególnie często używa się go w odniesieniu do mało realnych obietnic, składanych przez polityków w okresach przedwyborczych. W wyrażeniu tym słychać echo ewangelicznego zdania „Czyż zbierają z ciernia jagody winne, albo z ostu figi?” (Mt. 7.20).
Dziś jednak chciałbym się przyjrzeć temu powiedzeniu nie z kulturowego, a z przyrodniczego punktu widzenia. Chciałbym się zastanowić nad tym, czy jest fizycznie możliwe, aby gruszki wyrosły na wierzbie? Na pierwszy rzut oka jnie ma takiej możliwości, albowiem gruszki rosną na gruszach (łac. Pyrus), nie zaś na wierzbach (Salix). Teoretycznie jest co prawda możliwe zaszczepienie gałązek gruszy na drzewach najbliżej z nią spokrewnionych gatunków. Nie jest to jednak wykonalne już nawet w odniesieniu do całej rodziny Różowatych (Rosaceae), tym bardziej więc nie da się tego uczynić w przypadku odległej taksonomicznie wierzby. To że gruszki mogą rosnąć tylko na gruszy i drzewach blisko z nią spokrewnionych nie wyklucza jednak możliwości jednoczesnego wyrastania także i na wierzbach. Tak się bowiem składa, że drzewa nie zawsze rosną bezpośrednio w ziemi. Zapewne każdy z nas widział nieraz drzewa wyrastające z dachów i murów zaniedbanych budynków.
Czasami zdarza się też, że drzewa wyrastają na spróchniałych fragmentach koron innych drzew, jak to ma miejsce w przypadku maleńkiego okazu Klonu zwyczajnego (Acer platanoides) wyrastającego w pośrodku korony Robinii akacjowej (Robinia pseudoacacia), co zostało uwiecznione na załączonej fotografii. A tak się składa, że właśnie niektóre wierzby należą do gatunków szczególnie podatnych na owo próchnienie, a co za tym idzie na wyrastanie innych drzew w swojej koronie. Jakieś dziesięć lat temu zdarzyło mi się, że szedłem podwieczorną porą z opactwa cystersów w Szczyrzycu przez szczytu góry Ciecień na stację kolejową w Kasinie Wielkiej. Po drodze, w miejscowości nomen omen Wierzbanowa, ujrzałem sporej wielkości Wierzbę białą (Salix alba), z której korony wyrastała całkiem pokaźna Brzoza brodawkowata (Betula pendula). Co prawda sfotografowałem wtedy to osobliwe zjawisko, ale z racji nałożenia się trzech niekorzystnych okoliczności, a mianowicie słabych warunków oświetleniowych, niskiej jakości aparatu fotograficznego i moich bardzo małych umiejętności w tej dziedzinie, zdjęcie wyszło bardzo słabe i niewyraźne. Do tego, w ciągu lat, które minęły od czasu tego wydarzenia, zarówno klisza, jak i odbitka gdzieś mi zaginęły, nie mogę więc do niniejszego opisu dołączyć adekwatnej fotografii. Nie zmienia to jednak faktu, że spora brzoza na wierzbie wyrosnąć może. A skoro może brzoza, to może i grusza.
Wyrośnięcie gruszek na wierzbie nie jest więc całkowicie niemożliwe, chociaż bez najmniejszej wątpliwości jest to zjawisko niezwykle rzadkie. Tak też należy chyba traktować również te przysłowiowe „gruszki na wierzbie”, nie jako niemożliwe, ale jako bardzo mało prawdopodobne. Nie ma bowiem na świecie rzeczy niemożliwych, są jednak takie, których prawdopodobieństwo zaistnienia jest bardzo znikome.
Propagowanie naduzyć liturgicznych

Propagowanie wśród dzieci świadomości liturgicznej, zwłaszcza zaś ukazywanie im, czym jest Msza Święta, jest czynnością szlachetną i godną pochwały. Przy wykonywaniu tej czynności należy jednak dołożyć wszelkich starań by przekazu nie zafałszować i wpoić najmłodszym prawdziwą wiedzę o tej Największej Tajemnicy, oczywiście w takim kształcie jaki jest do przyjęcia na ich poziomie rozwoju umysłowego. Trzeba jednak pilnie baczyć, aby tego przekazu nie zafałszować, gdyż mogłoby to zaowocować ukształtowaniem fałszywego obrazu Mszy Świętej, a nawet fałszywego obrazu Boga w sercach i umysłach niewinnych dzieci.
Trudnego i ważnego zadania pouczenia dziatek na temat Mszy Świętej podjęło się wydawnictwo diecezjalne i Drukarnia w Sandomierzu , publikując książeczkę autorstwa Ewy Skarżyńskiej (tekst) i Marka Sojki (ilustracje), zatytułowaną Msza Święta dla najmłodszych. Niestety, autorzy i wydawcy nie dochowali należytej staranności i skierowali do najmłodszych wiernych przekaz mocno zafałszowany, zwłaszcza w sferze ilustracyj. Na stronie trzeciej znajduje się obrazek przedstawiający Obrzędy Wstępne Mszy Świętej. Na obrazku tym widzimy ołtarz, na którym stoją trzy płonące świece i kielich bez welonu. Obrazek ten promuje jaskrawe, rażące i drastyczne nadużycia liturgiczne. W taki sposób odprawiać Mszy Świętej absolutnie nie wolno. Zgodnie z obowiązującymi przepisami liturgicznymi, nakrycie pustego kielicha welonem jest bezwzględnie obowiązkowe, a liczba świec, płonących na ołtarzu podczas Mszy, musi wynosić dwie, cztery, lub sześć, ewentualnie siedem, gdy Mszę sprawuje biskup. Nauczanie liturgiczne dzieci w sposób tak drastycznie niezgodny z przepisami, jest godne potępienia. Z drugiej jednak strony pochwalić należy umieszczenie na tym samym obrazku krzyża na ołtarzu. Pochwalić również należy ilustrację na stronie 11 , przedstawiającą przyjmowanie Komunii Świętej na klęcząco. Jednak te plusy nie są w stanie przesłonić wymienionych wyżej minusów.
Również warstwa tekstowa pozostawia wiele do życzenia. Warstwę tę stanowi wierszowana opowieść o tym, co się dzieje podczas Mszy Świętej. Opowieść ta jest jednak pełna dziur, niczym dobry szwajcarski ser. Co jednak służy serowi, to niekoniecznie musi służyć tekstowi katechetycznemu, choćby nawet bardzo uproszczonemu. Najpoważniejszą luką jest brak jakiejkolwiek, choćby nawet najmniejszej wzmianki o ofiarnym charakterze Mszy Świętej, nie mówiąc już o jej związku z Ofiarą Krzyżową Jezusa Chrystusa. Dobrze chociaż, że wspomniano o Trójcy Świętej i Realnej Obecności Ciała i Krwi Pana Jezusa w postaciach eucharystycznych. Ogólnie jednak rzecz biorąc, nie jest to zła książeczka, a wspomniane błędy można łatwo usunąć w kolejnych wydaniach. Apeluję więc niniejszym do wydawcy, aby nie omieszkał tego uczynić.
Atrakcyjny konkurs

O portalu społecznościowym Pino pisałem już dosyć obszernie dwa lata temu, w ramach cyklu tekstów poświęconych rozmaitym społecznościom internetowym. W sumie trochę dziwnym jest fakt, że tak wszechstronny serwis cieszy się tak umiarkowaną popularnością. Ostatnio najwyraźniej kierownictwo portalu postanowiło to zmienić i ogłosiło ciekawy konkurs, w którym wygrać można różne atrakcyjne nagrody ze skuterami na czele. Aby wygrać, trzeba skłonić do rejestracji w portalu jak największą ilość osób. Dzięki temu konkursowi popularność portalu może znacznie wzrosnąć. Dobrze będzie, jeśli się tak stanie, bo portal ten zawiera wiele wartościowych treści, o czym już napisałem w tekście wspomnianym na wstępie.
Kalendarz kulturalny

Niedawno recenzowałem na łamach tego bloga specjalne wydanie Przekroju zatytułowane Lato festiwali. Ostatnio wpadła mi w ręce inna tego samego rodzaju publikacja, uznałem więc za stosowne, ją także zrecenzować. Jest to, wydana przez empik darmowa broszurka, zatytułowana Kalendarz kulturalny i obejmująca okres od 25 maja do 31 sierpnia bieżącego roku. Zakres tematyczny tego wydawnictwa tylko częściowo pokrywa się z poprzednim. Empikowski kalendarz omawia bowiem nie tylko festiwale muzyczne, filmowe, plastyczne i teatralne, ale także koncerty pop/rock, premiery kinowe i teatralne, wystawy, spotkania autorskie i inne wydarzenia kulturalne. Omówiono około sześćdziesięciu pozycyj. Opisy są bardziej lakoniczne niż w Przekroju, a dobór imprez bardziej przypadkowy. Razi na przykład brak katowickiego (dawniej mysłowickiego) Offu, który jest najważniejszym festiwalem muzyki alternatywnej w Europie. Przypuszczam, że w kalendarzu zamieszczono tylko te imprezy, które empik współorganizuje oraz te, na które sprzedaje bilety. No ale, zważywszy, że broszurka jest darmowa, trzeba się zadowolić tradycyjnym stwierdzeniem, że darowanemu psu nie patrzy się na uszy.
INDUSTRIADA – jedyna taka impreza!

12 czerwca 2010 r. to wielkie święto zabytkowej techniki!
W tym dniu zapraszamy na pierwszą INDUSTRIADĘ, czyli Święto Szlaku Zabytków
Techniki Województwa Śląskiego, pełne specjalnie przygotowanych atrakcji.
Szlak Zabytków Techniki tworzy ponad trzydzieści obiektów o wyjątkowych
walorach historycznych i architektonicznych, które w minionych wiekach były
świadkami rewolucji przemysłowej.
INDUSTRIADA 2010 = 6 mega zobotów i rzesza średnich oraz mniejszych,
zwiedzanie niemalże przez 24 godziny, ponad 30 godzin pokazów filmowych,
33 koncerty, w tym 1 opera, konkursy dla osób w wieku od 0 do 100 lat,
100 000 litrów wody, 1 tona grillowanych pyszności, blisko 300 godzin wydarzeń
i atrakcji, ∞ ilość pozytywnej energii.
A to wszystko:
Na terenie 23 miast, od Częstochowy przez Górny Śląsk i Zagłębie po Żywiec, w 40 zabytkach techniki i miejscach związanych z historią naszego regionu. Przenieś się w czasie do industrialnego świata i weź udział w specjalnie przygotowanych atrakcjach! Czekamy na Ciebie na terenie naszego województwa – zobacz, co dzieje się
w Twojej okolicy na: www.industriada.pl
Lato Festiwali

Już czwarty rok prowadzę na swoim blogu cykl festiwalowy w ramach którego opisuję najważniejsze festiwale muzyczne odbywające się w naszym kraju i w krajach ościennych. Dlatego z wielkim zainteresowaniem wziąłem do rąk wydanie specjalne tygodnika Przekrój zatytułowane Lato festiwali. Jest to bardzo zacna publikacyjka, której autorzy raczyli się zająć w zasadzie tym samym, czym ja sam zajmuję się od lat trzech z okładem, a mianowicie omówieniem najważniejszych polskich festiwali musycznych. Uczynili to jednak ze znacznie większym niż ja rozmachem, uwzględnili bowiem aż 35 tego rodzaju imprez, podczas gdy mnie z ledwością udaje się przekroczyć dwudziestkę. Opisano tu zarówno festiwale znane i uznane, jak Opener, jak też lokalne i świeżej daty, jak wRacku. Rzecz znamienna, pominięto organizowane przez duże stacje telewizyjne festiwale opolskie i sopockie. Widocznie autorzy magazynu również uznali, że to totalne kufno. Szkoda natomiast, że pominięto festiwale muzyki dawnej. Czyżby uznano je za zbyt niszowe? Szkoda. Tak czy inaczej, festiwalowe wydanie Przekroju mogę bez oporów polecić wszystkim, którzy poszukują propozycyj muzycznych na wakacje.
ROJALISTA nr 47
Uprzejmie informujemy, że ukazał się kolejny numer pisma narodowo-konserwatywnego „Rojalista – Pro Patria”. Wydanie otwiera list gratulacyjny prof. Jacka Bartyzela z okazji jubileuszu działalności Organizacji Monarchistów Polskich (dwudziestolecie w listopadzie 2009 r.). Następnie można zapoznać się z obszernym przesłaniem „Legitymizm i tradycja (karlizm dzisiaj)”, jakie do działaczy OMP skierował prof. Miguel Ayuso Torres, dyrektor naukowy Rady Studiów Hiszpańskich im. Filipa II i lider środowiska karlistowskiego. Wypowiedź prof. Ayuso publikujemy w języku hiszpańskim i w polskim przekładzie autorstwa prof. Bartyzela. Kolejna część numeru to list gratulacyjny Tomasza Gabisia oraz przygotowana przez Łukasza Diakowskiego „Ankieta o monarchizmie polskim”. Interesującymi odpowiedziami na Ankietę zaszczycili nas: prof. Jacek Bartyzel, Janusz Korwin-Mikke, Stanisław Michalkiewicz, x. Rafał Trytek, Artur Zawisza.
Na dział Idee składają się trzy artykuły: prof. Jacek Bartyzel „Dylemat Karola Maurrasa”, Ronald Lasecki „Tradycjonalistyczny zakon ideowy, czyli czym powinna być OMP”, Adrian Nikiel „Nie samą ideą żyjemy…”.
Dział Historia to pochodzące z 1937 r. „Wspólne orędzie biskupów hiszpańskich do biskupów całego świata o wojnie w Hiszpanii”, w opracowaniu Arkadiusza Mellera, który jest także autorem glosy do tego dokumentu pt. „Od Azañy do Zapatero”. Z kolei polskie spojrzenie na ten konflikt przedstawia dr Tomasz Kenar w artykule „Polscy narodowcy wobec wojny domowej w Hiszpanii”.
Dział Masonica – dr Norbert Wójtowicz „Kobiety w loży masońskiej”. Warto podkreślić, że jesteśmy jedynym pismem monarchistycznym w Polsce, które regularnie przybliża prawdę o wolnomularstwie.
Dział Wrocław – Adam Tomasz Witczak „Ogród Scholza”.
Dział Kultura: Adrian Nikiel „Fra Drømmen – rzecz o dramacie norweskim” (jest to relacja z wydarzeń w ramach Strefy: Norwegia) oraz osiem recenzyj xiążkowych tego autora, Adam Tomasz Witczak „Cantece Legionari”.
Numer zamyka kalendarium działań polskiej Prawicy w latach 2009-2010. Natomiast na „Żałobnej karcie” wspominamy zmarłą w lutym cesarzową i królową Reginę.
Cena numeru wraz z kosztami przesyłki ekonomicznej: 10 zł 50 gr. Jest to edycja „opcjonalnie multimedialna”, gdyż na życzenie Czytelników do egz. dołączamy płytę „Katolicki Tradycjonalizm bez kompromisu” (zapis spotkania z x. Rafałem Trytkiem w Szczecinie w 2009 r.), wówczas cena to: 11 zł 50 gr. Proszę o dokładne określanie zamówienia.
W sprzedaży również komplety numerów od 15 do 47 – cena: 142 zł. Dostępne są także tytuły: „Głos skrajny” – 8 zł 50 gr., „Narodowy konserwatyzm” – 5 zł, „Wielki Mistrz w walce z Kościołem” – 4 zł 40 gr., „’Żydomasoneria’ w propagandzie publicystyki II Rzeczypospolitej” – 4 zł, „Organizacja Monarchistów Polskich jako przejaw młodzieżowej skrajnej prawicy (1989-1998)” – 5 zł, „Prawowitość aktualnej postaci państwa polskiego” – 6 zł 50 gr.
Nieustannie polecamy uwadze Czytelników xiążkę prof. Jacka Bartyzela pt. „Legitymizm. Historia i teraźniejszość” (12 zł).
Zamówienia (tylko przekazem pocztowym): Organizacja Monarchistów Polskich, ul. Złotostocka 28/4, 50-511 Wrocław. E-mail: adnikiel@poczta.onet.pl; http://www.legitymizm.org
Odbudowa ołtarza w Wodzisławiu Śląskim
W latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia postępowi proboszczowie, a de facto hunwejbini rewolucji liturgicznej zdewastowali tysiące świątyń katolickich na całym świecie, likwidując liczne elementy ich wystroju wewnętrznego, przedewszystkiem zaś ołtarze główne. Tego strasznego losu nie uniknął kościół parafialny pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Wodzisławiu Śląskim. Pochodzący z początku wieku i nieźle zachowany drewniany ołtarz z początków stulecia porąbano, a na jego miejsce powieszono na gołej ścianie nowoczesny bohomaz prostokątnego kształtu, w ogóle niepasujący do neogotyckiego stylu świątyni. Na szczęście wszystkie rewolucje z czasem tracą impet. Robespierre’a zastępuje Bonaparte, a czasem nawet Ludwik XVIII. W pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych zdjęto ze ściany bohomaz, a na jego miejsce zawieszono szczątkową nastawę ołtarzową, do pewnego stopnia nawiązującą do pierwotnego wystroju kościoła. Była to więc sytuacja dużo lepsza od poprzedniej, daleka jednak od doskonałości. Okazało się jednak, że to połowiczne rozwiązanie jest tylko tymczasowe. Obecny proboszcz wodzisławski, ks. , który już wcześniej wykazywał się cennymi inicjatywami duszpasterskimi, takimi jak dyżur w konfesjonale, czy Wieczysta Adoracja Najświętszego Sakramentu, podjął się wielkiego dzieła odbudowy głównego ołtarza w kształcie bardzo zbliżonym do pierwotnego. Obecnie zakończono pierwszy etap odbudowy. Wykonano mianowicie podstawę ołtarza, którą można podziwiać na załączonych materiałach wideo. Całość ma być gotowa za rok, na setną rocznicę zbudowania świątyni.
Kryzys w Kościele, jaki jest
Niedawno opublikowałem na łamach „Najwyższego Czasu!” artykuł, zatytułowany „Jubileusz Benedykta XVI”, a poświęcony w przeważającej mierze działaniom, jakie Ojciec Święty podjął na rzecz zażegnania kryzysu w Kościele. W odpowiedzi na ten artykuł, do redakcji nadszedł list, który został opublikowany w kolejnym numerze. Jego autor, pan Krzysztof nie zgadza się z tym, co napisałem w swoim artykule. Polemizuje jednak przedewszystkiem z tezami, których w swoim tekście nie zawarłem, a nawet ich nie podzielam.
Pan Krzysztof pisze : „Niestety autor (…) oparł tę próbę na absurdalnym założeniu, że przyczyny kryzysu w Kościele należy szukać w reformie liturgii i jej reformatorach”. Nigdy czegoś takiego nie twierdziłem. Wręcz przeciwnie, napisałem, że kryzys w Kościele trwa od mniej więcej pół wieku, a więc rozpoczął się przed Soborem Watykańskim II, a tym bardziej przed wprowadzeniem Mszału z 1969 roku, które zresztą, wbrew powszechnej opinii, z soborem i jego dokumentami miało bardzo niewiele wspólnego. Uważam, że sobór i reforma liturgiczna Pawła VI nie tylko nie były przyczyną kryzysu, ale wręcz przeciwnie, były próbami jego zażegnania, tyle, że próbami mocno chybionymi. Zamiast więc kryzys zażegnać, pogłębiły go. Wyraźnie to wszystko napisałem w swoim artykule. Nie uważam też, że drastyczna zmiana liturgii jest jedyną przyczyną spadku liczby uczestniczących we Mszy Św. i innych aspektów laicyzacji. Przyczyny zasugerowane przez pana Krzysztofa również wywarły na te zjawiska niewątpliwy wpływ. Nie można jednak pomijać faktu, że owa reforma jest jedną z ważniejszych przyczyn tego procesu. Aby to sobie uzmysłowić wystarczy spojrzeć na sytuację Kościoła prawosławnego, który takich reform nie przeprowadził. Owszem, w krajach postkomunistycznych również i on przeżywa kryzys, ale spowodowany innymi przyczynami, mianowicie wieloletnią propagandą ateistyczną oraz masowym uwikłaniem kleru we współpracę ze służbami bezpieczeństwa. Natomiast w Europie Zachodniej, Ameryce i Afryce prawosławie rozwija się bardzo dynamicznie. Główną przyczyną tego rozwoju jest piękno prawosławnej liturgii i bogactwo ściśle na liturgii opartej duchowości.
Nigdzie też nie napisałem, że Msza Święta jest wyłącznie Ofiarą i nie podzielam takiego poglądu. Dla każdego obeznanego w zasadach Wiary katolika jest jednak, a przynajmniej powinno być oczywiste, że jest ona przedewszystkiem Ofiarą. Aspekt Ofiary jest podstawowy, aspekt Uczty zaś uzupełniający. Tymczasem w nowej liturgii, a także w „posoborowych” katechezie i kaznodziejstwie, aspekt Ofiary jest pomijany, zaciemniany, zacierany i marginalizowany. Doskonale to widać na przykładzie II Modlitwy Eucharystycznej, która praktycznie nie zawiera żadnych odniesień do Ofiary Krzyżowej Jezusa Chrystusa.
Mam nadzieję, że w tym krótkim tekście rozwiałem przynajmniej część wątpliwości pana Krzysztofa i innych czytelników.