
Każdego dnia zalewa nas całe mnóstwo reklam nie tylko w mediach, ale także w domu i na ulicy, chociażby w postaci wszechobecnych ulotek, plakatów i bannerów. Większość z nich jest banalna, ale niektóre są wielce intrygujące. Tak właśnie jest z reklamami pewnej firmy oferującej porady prawne i tłumaczenia ze wszystkich języków. Porady możemy sobie odpuścić, bo to banalne, ale z tymi tłumaczeniami to pewna zagwozdka. Bez wielkiego ryzyka błędów można przyjąć, że te „wszystkie języki” to po prostu marketingowa hiperbola. Nie jest bowiem możliwe, aby byli w stanie tłumaczyć ze wszystkich języków. Aby tłumaczenie było dobre zasadniczo musi być dokonane przez profesjonalnego tłumacza. Oczywiście są od tej zasady wyjątki, ale nie należą one do tych tłumaczeń, które zleca się firmom przekładowym. Do wyjątków takich należy bowiem na przykład tłumaczenie poezji, do którego nie trzeba być profesjonalnym tłumaczem, ale trzeba być poetą.
Aby jednak tłumaczyć normalne, niepoetyckie teksty ze stu języków i robić to należycie firma musi zatrudnić co najmniej kilkudziesięciu tłumaczy. Oczywiście dzięki komputerowym programom tłumaczącym oraz tradycyjnym słownikom można poszerzyć zakres języków dostępnych dla grona kilkudziesięciu tłumaczy do kilkuset, a nawet tysiąca. Aby jednak takie tłumaczenie miało jakąkolwiek wartość, osoba go dokonująca musi mieć, niezależnie od posiadanych narzędzi pomocniczych, przynajmniej podstawową znajomość danego języka. Aby więc obsłużyć tysiąc języków, firma musiałaby zatrudnić co najmniej kilkudziesięciu wysokiej klasy fachowców. Byłoby to więc bardzo kosztowne, a z drugiej strony zupełnie niepotrzebne, bo zamówienia na 95% spośród owego tysiąca języków będą się pojawiać niesłychanie rzadko. Czyni to przedsięwzięcie całkowicie nieopłacalnym. A przecież od tysiąca języków (optymistycznie licząc) do wszystkich języków świata droga jeszcze bardzo daleka. Tych jest co najmniej kilka tysięcy, do większości z nich nie ma polskich słowników, o translatorach już nie wspominając, część jest w ogóle niezbadana, część nawet tajna i w związku z tym nawet niemożliwa do zbadania.
Myślę więc, że owa firma dokonuje tłumaczeń z kilkunastu lub co najwyżej kilkudziesięciu języków, a pisząc o wszystkich ma na myśli „wszystkie we współczesnych realiach polskich praktycznie użyteczne”. Przykład tej superekstrahiperbolicznej reklamy skłania do refleksyj ogólniejszej natury. Słowa takie jak wszystko, wszyscy, wszystkie, zawsze, wszędzie, a z drugiej strony, nikt, nic, żaden, nigdy, nigdzie są nagminnie nadużywane nie tylko w reklamie, poezji, czy felietonistyce, gdzie jest to poniekąd uzasadnione i usprawiedliwione, ale też w tych formach wypowiedzi, które wymagają precyzyjnego wysławiania się. A przecież znakomita większość zdań zawierających w sobie któreś ze słów z powyższej listy, to zdania fałszywe, chociaż nie zawsze jest to tak jaskrawo widoczne, jak w wyżej omówionej reklamie.




