
Od jakichś kilku lat, od czasu do czasu chodzę z dziećmi do kina na dziecięce filmy i mniej więcej z połowy tych wypraw piszę recenzje. Ostatnio wybraliśmy się cała rodziną na „Smerfy 2”. Wiązaliśmy z tym filmem wiele nadziei, bo pierwsza część bardzo się nam wszystkim podobała. Nowy film o niebieskich stworkach bardzo nas jednak zawiódł.
Przedewszystkiem można było łatwo zauważyć liczne nielogiczności scenariusza. Wymienię tylko dwie z nich, najbardziej jaskrawe. Po pierwsze, skoro formułę rytuału przemiany w smerfa zapamiętała Smerfetka, choć była tylko jego uczestnikiem, a nie wykonawcą i nie miała w jej zapamiętaniu żadnego interesu, to jakim cudem żywo zainteresowany jej znajomością Gargamel nie mógł jej zapamiętać i musiał ją mieć spisana na kartce? Po drugie, akcja części drugiej dzieje się kilka lat po pierwszej, o czym świadczy choćby wiek dziecka pary głównych ludzkich bohaterów. W tym czasie Gargamel rozrzutnie szafuje smerfesencją, a mimo to, nie brakuje mu jej, choć zapasy początkowe miał niewiele tylko większe od tych w pierwszej części, których przy podobnym tempie zużywania starczyło mu ledwie na parę dni.
Dużo słabszy jest też w tym filmie poziom dowcipu. Po pierwszym filmie zamiast recenzji umieściłem na swoim blogu zbiór cytatów z Gargamela i o Gargamelu. Dziś nie miałbym czego cytować, bo choć Gargamel wypowiada równie dużo rozmaitych sentencyj, często będących parafrazami znanych cytatów z literatury, filmu i życia, to są one znacznie słabsze i płytsze niż w pierwszej części, najczęściej zresztą w ogóle nie śmieszne.
Gdyby jednak wady filmu sprowadzały się tylko do niedoskonałości scenariusza, czy niższych lotów humoru, nie byłby to wcale wielki problem. Dużo poważniejsza jest sprawa z przesłaniem tej produkcji. Otóż „Smerfy” z 2011 były bardzo sympatyczną komedią rodzinną z pozytywnym przekazem. Mówiły o dojrzewaniu do małżeństwa, rodzicielstwa i założenia rodziny. Ukazywały, jak pojawienie się dziecka wzbogaca miłość małżonków i czyni ich życie lepszym. W części drugiej przekaz jest zupełnie odwrotny. Dwa równoległe wątki, jeden u smerfów i jeden u ludzi, podważają wartość tradycyjnych więzi rodzinnych, promują zaś na ich miejsce „alternatywny”, „nowoczesny” model rodziny. Podważają mianowicie rolę ojca, sugerując, że od złego ojca znacznie lepszy jest dobry ojczym, i że zamiana ojca na ojczyma z reguły wychodzi dzieciom na dobre.
Przypomina to pod pewnymi względami sytuację z filmem „Renifer Niko ratuje brata” słusznie skrytykowanym przez Tomasza Terlikowskiego, który pisał po jego premierze: „ Film bowiem był ordynarną (choć trzeba powiedzieć dobrze nakręconą i z dużą dozą ciepła) promocją rozwodów i patologicznych układów rodzinnych. Braciszek, którego ratować miał głównym bohater, nie był bowiem braciszkiem, a dzieckiem nowego konkubenta mamusi. Bunt reniferka związany był z tym, że chciał on, by jego prawdziwi rodzice do siebie wrócili i nie chciał zaakceptować nowego związku, cały zaś film zmierzał do wielkiej pochwały nowego związku, fantastyczności nowych więzi i normalności sytuacji, w której każde dziecko ma innych rodziców. Jego zwieńczeniem jest zaś sytuacja, w której największą radością dla małego renifera jest to, że mama z partnerem (nowym) ma trzecie dziecko, którego pochodzenie jest jeszcze inne, niż dwóch rzekomych braci. Poza tym, i to jest największe niebezpieczeństwo, film jest cieplutką opowieścią o wartości przyjaźni, domu, odpowiedzialności. Ale niestety ideologiczny wkład czyni ją całkowicie nieakceptowalną dla rodziców, którzy chcieliby nauczyć dzieci, że brat to znaczy brat, małżeństwo jest nierozerwalne, a wierność jest wartością.” Analogia jest tym pełniejsza, że również pierwsza część tego cyklu, zatytułowana „Renifer Niko ratuje święta” nie niosła żadnego antyrodzinnego przekazu, podobnie jak pierwsza część „Smerfów”.
„Smerfów 2” nie ratuje kilka dobrych scen, takich jak latający Gargamel wygrywający melodię smerfowej piosenki na dzwonach paryskiej katedry Najświętszej Maryi Panny, co jest ewidentnie nawiązaniem do „Dzwonnika z Notre Dame”. W beczce dziegciu, łyżka miodu nic nie pomoże.



