Kolejny mój wpis sprzed dekady. Dla odmiany znów film.

Przenoszenie najpopularniejszych seriali telewizyjnych na duży ekran jest jednocześnie atrakcyjne, jak też zarazem ryzykowne, zarówno pod względem artystycznym, jak też finansowym. Mimo ryzyka atrakcyjność tego typu przedsięwzięć jest na tyle duża, że co rusz ktoś gdzieś się za nie zabiera. Ostatnimi czasy awansu na bohatera kinowego doczekał się jeden z najsłynniejszych serialowych niedźwiedzi brunatnych całego świata i zaświata, a mianowicie Yogi z Jellystone. Poświęcony mu amerykański film 3D z 2010 roku, zatytułowany po prostu „Miś Yogi” zrealizowany został w modnej ostatnio konwencji kina aktorsko-animowanego. Postacie Yogiego, Bubu i mieszkającego z tymi dwoma misiami w jednej jaskini żółwia żabiogębego są narysowane, zaś ludzie grani przez żywych aktorów. Akcja filmu opiera się na trzech zasadniczych wątkach. Pierwszy stanowią, podobnie jak w serialu, ciągłe usiłowania Yogiego mające na celu zdobycie jak największej ilości pełnych koszy piknikowych, kończące się zazwyczaj zabawnymi niepowodzeniami. Drugim jest romans strażnika Smitha i przybyłej do parku zwariowanej dokumentalistki…
Zobacz oryginalny wpis 159 słów więcej